Żarty się skończyły - podcast do śmiania

Pojedynek na nieśmieszne żarty...

M. Łuczak Ł. Chmielowski

Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.

0:00 | 44:22

Pisz co mówisz!

..czyli kto się zaśmieje ten trąba!

Support the show

SPEAKER_02

Żarty się skończyły, czyli podcast do śmiercia. Sponsorami dzisiejszego odcinka są. Wojciech Bednazki i Wojtek WWW. Serdecznie dziękujemy za Wasze wsparcie, a resztę naszych słuchaczy, to była taka literoweczka. Zapraszamy do postawienia nam kawy na Bajkofi. Link znajdziecie w opisie naszego podcastu. A teraz! A teraz wystąpi pan Nagieraz! Kiedy się napisz tak pan Nagieraz, słynna panna. Występująca! Tak, to ona. Witamy was, nasi drodzy słuchacze. Witamy. Bardzo się cieszymy, że możemy do was mówić. Jednak ten brak cenzury w Polsce jest miły. To kiedyś był w PRL-u, na przykład. Dlaczego byś nie mógł powiedzieć? Nie mógłbym brzydkich rzeczy mówić w telewizji. Zauważ, jak telewizja wyglądała nawet w latach 90. Gdzie nie tłumaczyli przekleństw w filmach, pamiętasz? Jak było jakiś fakt, mówili, cholera. To było najwięcej, co można było powiedzieć. Dzisiaj chyba się tłumaczy już. Ale ty Łukasz, teraz też nie możesz przeklinać w telewizji. Tak. No to chyba nie ogląda w telewizji. To nie o to chodzi. Po prostu ty nic nie robisz w telewizji, Łukasz. A, no tak, rzeczywiście nic nie robię w telewizji. Tak. Teraz sobie dopiero to uświadomiłem. Myślę, że dlatego tutaj wszystkie frustracje przelewasz na darmowy podcast. Dokładnie tak. Ja robię dokładnie to samo. Dlatego cieszymy się. Wielce, że możemy do was mówić. Bardzo. Zwłaszcza po dwutygodniowej przerwie chcieliśmy. Właściwie zastanawialiśmy się, czy chcieliśmy, ale może Łukasz, może powiedzmy, że nagrywamy dzisiaj wciód w innych okolicznościach przygody. Jeśli słyszycie jakiś pogłos albo dziwne dźwięki dochodzące z oddali, to wiedzcie, że nie to zaplanowane dźwięki, tylko po prostu jesteśmy w pomieszczeniu, które może takie dźwięki wydawać. W sensie nie samo pomieszczenie, ale rzeczy znajdujące się w nim. Takie jak nie wiem. Tak jak sapanie osła. Na przykład. Ponieważ nagrywamy w oborze. O Boże. Może powiemy, jaki dzisiaj odcinek przygotowaliśmy. To może powiedz. No to może powiemy dzisiaj challenge. Chociaż możecie się spodziewać pewnie po tytule filmu. Ale dzisiaj mamy challenge nieśmiesznych żartów. Nie wiem, który to już, ale ja zawsze przekrywam, więc mam nadzieję, że dzisiaj uda mi się, chociaż. Nie wiem, zremisować. Challenge polega na tym, że Łukasz i ja wybraliśmy kilkanaście naszym zdaniem, nieśmiesznych żartów. I każdy z nas postara się je opowiedzieć w ten sposób, żeby rozśmieszyć swojego adwersarza. Adwersarz w trakcie słuchania dowcipu jest wyposażony w taką rurkę. Tudzież gwizdek, który proszę zaprezentować zaprezentuje. Który wyda taki dźwięk, jeśli adwersarz się zaśmieje. Jeśli tego dźwięku nie usłyszycie, no to znaczy, że rzeczywiście żart był na tyle słaby, że nie było się z czego śmiać. Tak. No i zobaczymy, kto wygra. Żarty mam nadzieję, że nieśmieszne, ale zrobimy wszystko, żeby powiedzieć je w jak najbardziej zabawny sposób. Wy też możecie sobie sadzić za przeproszeniem rurkę. I bawić się z nami. To świetne zabawy. Swietne zabawy. Tak właśnie bawią się ludzie, którzy nie mają za bardzo co robić. Dobrze, słuchajcie. To chyba nie ma co przedłużać już tego wstępu. Nie przedłużając. Nie przedłużając, nie przedłużając. Kto zaczyna? No nie wiem, może ja zacznę. Dobra, ja wkładam rurkę w otwór. Ja się mogę śmiać, tak? Tak. Dobrze. fara pyta kolegę. Czy poznałeś już moją młodą i piękną żonę? Młodą, piękną? Masz dwie? Ale głupie. No głupie strasznie. Dlatego to przygotowałem. Ory ty. Gorzej jak to kiedyś mówiłem i uważałem, że to śmieszne. To bardzo zabawny żart. To jest niestety ryzyko w tym odcinku, że mogą się pojawić żarty, które kiedyś uznałem za śmieszne, a teraz na przykład uważam, że nie są. No ale człowiek też się zmienia. No tak. Czyli jest jeden zero dla mnie. To prawda. Ale ja mam. Myślę, że wygrasz, bo ja mam wyjątkowo nieśmieszne dowcipy w tym rozdaniu. Mężczyzna idzie do baru i mówi. Założy się o 100, że ugryzę własne oko. Już przegrałem. To jest tak durna. Jak brzmi dalszy ciąg. Wyjmuje sztuczne oko i wygrywa. Drugi zakład. Ugryzie drugie oko. Wyjmuje protezę zębową i wygrywa. Trzeci. Ugryzę swoje ucho. Próbuje, wygina się, nie może i przegrywa. Dlaczego? No, bo nie dał rady. Ale przecież wystarczyło wjąć szczękę i się ugryźć do ucho. Nie zrobił tego. Z niewiadomych przyczyn. Ja ciężpierdolę co za Żart. Przepraszam Państwa. Ale mówiłem ci, jestem przygotowany. To niesamowite. To jest niesamowite. No dobrze. Poczekaj tylko. Jeszcze to zrobię. Tak. Godzina szósta. Marcin mierzy w usta. Nasz ulubiony, jeden z ulubionych tematów. Blondynki. Blondynka pokazuje brunetce swoje nowe mieszkanie. Urządziła je według własnej głowy, mówi z dumą. Aha, to dlatego jest takie busta. Okej. Okej. Nie śmieszne. Wytrzymałeś. Nieśmieszne, ale też nie. Ale też nie jakoś super tragiczne. No tak, bo to nie jest na tyle nieśmieszne, żeby było śmieszne, bo żarty, które tak nieśmieszne, że bawią, prawda? Tak. Myślę, że żarty pana Karola Strasburgera dlatego zabawne, bo tak nieśmieszne, że nawet nie wiadomo, z czego tam się. Co miało być zabawne w tych żartach. Mnie najbardziej śmieszy zażenowanie moje. A nie bawi się to, jak pan Karol robi takie na koniec. Bawi, bo uważam, że jest znak, że to już koniec. Bawi mnie, bo wydaje mi się, że on po części. Nie tak jak ja, ale też jest lekko zażenowany, a ja się śmieję. Ale on to chyba pisze sam. Znaczy on to wybiera, czy nie, czy jemu to narzucają? W każdym razie ja się śmieję, dlatego że jestem tak zażenowany, że się nerwowo śmieje. No, tak. Nerwowy śmiech. Też blondynka dla ciebie. Już. Blondynka ogląda mecz piłki nożnej. Co za bzdury mówi ten sprawozdawca. Mówi, że piłka jest na aucie. Gdzie on tam widzi jakieś auto.

SPEAKER_01

No to jest śmieszne, Marcin, oszucie.

SPEAKER_02

No właśnie mnie to jakoś nie śmieszyło. No ale to jest zabawne, no. Przepraszam bardzo. Ale wystrzeliłem trąbkę. Łukasz, jaki ty masz teraz dopiero zobaczyłem, jaki to masz elegancki, piękny zegarek. Tak, to jest Kasio. Product placement nie można. Nie można, ale piękny. Kasjopeja. Piękny. O, zegarek dla rapera. Kasjopeja. Kupiłeś sobie, czy to jest jeszcze z komunii? To kupiłem. To nie jest taki oryginalny z lat. Bo to jest w ogóle model z lat 80. ale to jest reedycja, czyli to nie jest. Nie jest ten oryginalny. Ale bardzo mi się podobają te zegarki. Bardzo ładny. Łukasz zegarek jest cały srebrny, z cyfer blatem, ale pod cyferblatem mieści się również zegarek elektroniczny. Marcin jest świetnym audiodeskryptorem. To ja. Na scenie zapala się światło. Tak, Marcin autodeskryptor. No dobrze, Marcinie, Zczekaj, poczekaj, poczekaj. No przepraszam. Ja nie wiem, gdzie mam turkę. Tam, pod nogą. Dobra. Dobra. Poranek. Facet na dużym kadzu stoi przed lustrem i długo się wpatruje w swoje odbicie. Wreszcie stwierdza. Nie znam cię. Ale cię o gole.

SPEAKER_00

Was bawił mnie ten żart.

SPEAKER_02

Nie znam ci, ale ci o gole. To jest od śmieszny dowcipasz. To jest niesprawiedliwe. To jest zabawne. Nie to nie bawi. Może tak zabawnie opowiedziałem. Oj, to na pewno. No, to może dlatego. Nie znam cię, ale cię o gole śmieszne. No dobra.

SPEAKER_01

Już wkładam.

SPEAKER_02

Druga wojna światowa.

SPEAKER_03

Nie liczy się.

SPEAKER_02

Nie liczy się. Oddział niemieckich poborowych po raz pierwszy wyruszył na prawdziwą akcję. Każdy dostał książeczkę Co zrobić, gdy kapitan zginie. Pek chciał, że kapitan zaiste zginął, a niedoświadczeni poborowi zabarykadowali się w pustym magazynie. Jeden jedyny, który zachował jeszcze resztki rozsądku, otwiera książeczkę i czyta. Punkt pierwszy. Uklęknij na oba kolana. Zaskoczony wykonuje polecenie. Czyta dalej. Punkt drugi. Przeczytaj głośno. Ojcze nasz. Kryś jest w niebie. Co to miało być? No kretyński żart. Ja go nawet nie rozumiem. No, ja też nie na to wychodzi. Na to wychodzi. To ładne. A jak to wyszło, powiedz? Że nie rozumiesz. No nie wiem właśnie. Ale nie wiem, że to będzie. Nie wiem o co chodzi. Może się pomodlić. No tak, bo każdy dostał książeczkę, co zrobić, gdy kapitan zginie. Chadę na bożeństwo. Czyli po prostu chyba trzeba się pomodlić za duszę zmarłego, tak to rozumiem. Bo przez chwilę pomyślałem, że to może oznacza, że modlisz się, bo koniec kapitana jest twoim końcem, ale to jest nielogiczne. Może, wiesz co, wydaje mi się, że niektóre dowcipy mogą być po prostu przetłumaczone z jakiegoś innego obszego języka, i tam jest jakaś gra słowna, której tutaj nie wiem, ktoś przepisał jeden do jednego może. Nie wiem. Może tak. Może tak być. Dobra. Moje kolej. Co jeszcze rozgminasz ten żart? Tak, ale już skończę. Słuchajcie, jeśli wiecie o co w tym chodziło, to napiszcie w komentarzu. Koniecznie. Koniecznie, bo. Bo my nie wiemy. Bo co, tysiąc głów to nie jedna, to nie dwie.

SPEAKER_00

Jeszcze łego ciągle. Dobrze.

SPEAKER_02

Mąż do żony. Wiosna przyszła. Taka piękna pogoda. Ty męczysz się, myciem podłóg. Wyszłabyś lepiej na dwór i umyła samochód. No, nieśmieszny żart, brawo. No. Naprawdę dziękuję. Tutaj się zgadzamy. A my nie przyznajemy sobie punktów tutaj. No, jest dwa, dwa. Ale jakiegoś bazera nie. A za co tu bazera? No za nieśmieszny żart, kto ma bardziej nie śmieszny. To tutaj za bazera robi nasza trąbka. Tak, to prawda. Uwaga, też nieśmieszny dowci. Szykuj trąbkę, chłopczą. Szykuję. Myśliwy chwali się kolegom, że za jednym strzałem upolował trzy zające. Jak to możliwe? Pytają koledzy. Jednego trafiłem w brzuch. Drugi zemlał ze strachu. A trzeci udawał zabitego, więc jego też wziąłem ze sobą. Bardzo nieśmieszny. Nieśmieszny dowcip, prawda? Genialnie. Genialnie nie zabawnie. Świetnie wyszukesz te nieśmieszne dowcipy. Ale i ty niczego sobie. No dziękuję. Dobra, dobra. Składaj tam. Gotowy. Policjant to kierowcy podczas kontroli drogowej. A gdzie wycieraczki? A wymontowałem je, bo zbyt często wkładano mi za nie mandaty. No, bardzo nieśmieszny toc. No bardzo nieśmieszny dowcip. Właściwie w ogóle nie brzmi jak dowciptu jak. Głupia odpowiedź na głupie pytanie. Tak. No, tak, czyli dowcip. Ale może samochody bez wycieraczek. Takie sportowe, nie? Nie. Wiem, że nie wszystkie samochody z tyłu mają wycieraczkę. Mają takie podgrzewane pasy. Tak, ale też takie, które mają podgrzewane pasy i wycieraczkę, jak twój samochod na przykład Łukasz. Czy mój? Gotowy? Tak. Podążając za prostą radą, którą przeczytałem w gazecie. Sposób, aby osiągnąć spokój wewnętrzny, to dokończyć wszystkie rzeczy, które zacząłeś, rozejrzałem się po domu, aby znaleźć rzeczy, które zacząłem, i nie dokończyłem. I zanim wyszedłem z domu dziś rano, skończyłem butelkę czerwonego wina, butelkę białego, Bejleja. Black white, white turki, absoluta. Trochę walium, niedopalonego jointa. Resztę tortu orzechowego i pudełko czekoladek. Nie macie pojęcia, jak dobrze się teraz czuję. Dobra. Dobrze, ale przez sposób opowiedzenia. Gralnie. Generalnie nieza śmieszne, ale to jak opowiedziałeś, bardzo mnie rozbawił. Takiego niechcenia i wydaje mi się, że już pod wpływem tych wszystkich substancji. Zwłaszcza walium. Zwłaszcza walium. A ty jak często walium wierzesz? Nie wiem, nie częściej niż ty chyba. No nie, myślę, że jakoś podobnie. Każdy z nas. Valium to, a po polsku relamium było. Valium to jest relamium, tak? Tak, to ta sama substancja. Nie miałem pojęcia. Nasz podcast też edukuje. No, chociażby jednego z prowadzących. No tak. Proszę włożyć sobie w usta. Proszę bardzo. Żona mówi do męża. Ale ty strasznie chrapiesz. Skąd wiesz? Słyszałam. A ty od razu wiesz we wszystko, co usłyszysz. Ale głupia. Ale rozbawiło mnie. No nie, bo troszkę zabawny jest. No tak, no. Przyznasz teraz po fakcie, co? Jak teraz to przeczytałeś? Może trochę. To troszkę śmieszne. W skali od 1 do 10 śmieszności to ile byś dał teraz? Trzy. A wcześniej jak to wybierałeś? No, ze dwa. Rozumiem. No to skoczyło troszkę. Pakuj się pan tam. Dobra. W luksusowym hotelu przy baseni stoi elegancko ubrany pan i krzyczy z zachwytem. Wspaniale! Niewielgadny. Już mnie to rozbabło. Bo ty tak opowiadasz te głupie dowcipy. Podchodzi drugi elegancko ubrany pan i kulturalnie pyta. O czym pan się tak zrobił?

SPEAKER_01

Proszę spojrzeć, to moja żona wczoraj nauczyła się pływać, a dzisiaj nurkuje i już od godziny wytrzymuje pod wodą.

SPEAKER_02

No, żar nie śmieszny, ale po prostu. Nie wiem, kto to był. Włochopolak, Polako włoch. Bardzo zabawny.

SPEAKER_01

Proszę zobaczyć, moja żona.

SPEAKER_02

Włośiony Polak. O włosiony Polak. No dobrze, no to. Może przeczytam to. Tak, żeby cię rozbawiał. No o to chodzi. Mały Chińczyk pyta mama.

SPEAKER_03

Mamusia.

SPEAKER_02

Nie wiem, jak chiński akcentów. Musiu, skąd się wziąłem? Znalazłam cię w kapuście Pekińskiej.

SPEAKER_00

Ale głupie. No już tak głupie. To juc, prawda? Rety, jak debilny czart.

SPEAKER_02

Ale jednak bardzo mieszka. Dośmieczy mnie, bo jednak dzieci się znajduje w kapuście. No to wiadomo, że Chińczyka trzeba w kopucie.

SPEAKER_00

To jest śmieszny łukasz.

SPEAKER_02

To przepraszam. Jak by zrobił chiński akcent? Nie zrobiłbym, bo bym się wstydził przed tobą. Nie no, ale.

SPEAKER_00

Taki? Trochę, coś takiego.

SPEAKER_02

Bo japoński byłby taki. No. Skąd ja się wziąłem? Tak. Skąd ja się wziąłem? Dobrze. Tak. Szykuj się. Ja, dobra, przepraszam. Jak tak można. Hipis przychodzi do baru z myślą, że jest to. Restauracja. To mogłoby się skończyć, bo był na kwasie. Podchodzi do Barmana i mówi. Chciałbym zamówić ho. Byle nie było ani taki za zimny, ani za gorący, tak i po środku. Barman idzie do kierownika, przedstawić mu sytuację. Kierownik ma dziś zły dzień i mówi podniesionym głosem: Daj mu co chcejnik spada. Barman wraca do klienta, udając kelnera i pyta. Czy coś i jeszcze dla pana? Tak. Poproszę szejka mlecznego, tylko żeby nie było ani za zimno, ani za ciepły taki pośrodku. W tej sytuacji Barman wraca do zdenerwowanego kierownika i relacjonuje przebieg zamówienia. Mówiłem ci, że byś nauczył chcejnie nie spada. Wykrzykuje kierownik. Na te słowa barman wraca do klienta. Więc hod i szejk mleczny, tak? Tak. Chociaż w sumie zamiast Hot Doga, może wystaje mi hamburgera, tylko żeby nie było ani za bardzo wypieczony, ani za słabo, tak i po środku. Barman wraca więc do kierownika, który nie wytrzymuje.

SPEAKER_01

Wychodzi do klienta, ściąga spodnie i mówi: Pocałuj mnie w dupę, ale nie w lewy pół dupek ani nie w prawy, tylko po środku.

SPEAKER_02

A tak dobrze się ten domcik zapowiadał? No. Naprawdę byłem ciekaw, co tam będzie i się rozczarowałem trochę końcówką. To dobrze, to szczerze mówiąc, jest na plus tego odcinka. Tak, na plus żeby nie był. Ale świetnie, do tego chyba sobie wyobraziłem, jak tym jego głosem takim monotonnym powiedziałeś. Ale po chuj, przepraszam, bo jaką cholerę on cały czas do tego kierownika wiedzą, że on jest wkurzony, chyba chciał go zdenerwować? Chyba chciał go jeszcze dodatkowo podkręcić. Co ma kierownik do tego? To idzie się do kucharza, czy do kogoś, kto tam, nie wiem, na kuchni pracuje. A nie do kierownika. No chyba, że chodzi o to, że to jest jakaś franczyza i że na przykład wiadomo, że nie można dać ani za zimnego, ani za ciepłego, tylko że temperatura zawsze musi być ta sama. Pamiętasz, mieliśmy kiedyś takiego kolegę, który zdobył taki specjalny certyfikat, żeby dostawać hamburgera z podwójnym serem w McDonaldzie. Nie pamiętasz? Nie mogę podać nazwiska. Ale. Jan. A wiem który. Ten co jadał pizzę w Portobello? Tak i jersky. Tak. Słynna anegdotka. Tak, słynna. Kto wie, ten wie. Nie możemy zdradzać tutaj personaliów, prawda? Nie możemy, no bo Rodo, te rzeczy. Rodo. Ale on dawał Rodo. On dawał Rodo, a teraz jadą, Rodo. To proszę. O już włożyłaś. Mucha w restauracji krzyczy.

SPEAKER_01

W mojej zupie pływa człowiek.

SPEAKER_00

Co? Rozbawiła mucha twoja.

SPEAKER_02

To jest takie alternatywny wszechświat. To koniec już, Marcin, może. Tak, to dowcip chcę od razu zaznaczyć. W ogóle mnie nie świadczy. No nie, bo mnie też nie dlatego go znalazłem. Ale ty mnie rozbawiłeś bardzo kretyńską muchą. Bo i zupie pływa człowiek, tak by bardziej. A, już wkładam, już kładam. Proszę się nie denerwować. Podczas świątecznego balu porucznik rzewski nieźle wstawiony tańczy z notaszą Rostową. Wpierw walca, a następnie szybki taniec z przesiadami i przytupem. Wykonując głęboki przesiad, porucznik głośno grzmotnął zwieraczem, kurz wbił się z podlogi. Ależ poruczniku.

SPEAKER_01

Jak pan może, żeby tak głośno?

SPEAKER_02

To jest nic, droga Natasza. Mówi porucznik tańcząc dalej. Słyszala pani! O meteorycie Turguskim?

SPEAKER_01

To oficjalna wersja. A tak mówiąc między nami. Gdzie jest ta trąbka? Cości wyleciało.

SPEAKER_02

Ale jak daleko poleciało? Musisz trzymać zębami te trombki. Wiem, ale gdzie ona jest? Nie wiem. Już przegrałem i tak, ale. No dokończ. Słyszała pani o meteorycie tuguskim. To oficjalna wersja, tak mówiąc między nami to mojemu dziadkowi wyszło porządne grzotnięcie. O, przecież to jest moi. To gdzie jest mój? Niesamowity. No, przepraszamy za usterki, ale muszę znaleźć przysłowiową trąbę. Zaginiana trąba. Dobra, wiecie co państwo? Jest tu! A tu, dobrze, już mam. O, świetny, świetny, świetny żart. Bardzo mi się spodobał. Właśnie nie jest jakiś śmieszny słon. Nie rozbawił. Ale sposób, w jaki go opowiedziałeś, był zabawny. No trudno. Z tym przedmiojęzykowym. No, proszę, dobrze. Mała małgosia mówi do mamy. Mamo, chłopcy z podwórka zaczynają mnie podrywać. Tak, w jaki sposób, córeczko? Rzucają we mnie kamieniami. To jest koniec. Tak, to jest. Bardzo dobry dobry żart. Straszne gówno. Tak. Łukasz, jak bierzesz trąpkę za przeproszenie. Nie, zębami trzeba. Zębami, bo ty potem wiesz, nie ma tego fenomenalnego efektu. Jeszcze sobie przytrzymam.

unknown

Dobra.

SPEAKER_02

Osiemnasty wiek. No, ale to jest tak nie. Ale bo powiedziałeś tylko osiemnasty wiek. No to już, ale to już się wydarzyło coś na twoje facjacie. Trzymaj w zębach a nie w ustach. Przepraszam Państwa, ale tutaj trzeba instruować współprowadzącego. Osiemnasty. To jest mój rekord. Jeszcze nigdy nikogo nie rozśmieszyłem, podając wiek. No tak, lecimy dalej. Dwóch przyjaciół, byłych, piratów, jeden z drewnianą nogą, dla oszczędności utrzymywało wspólnie jedną kochankę. Po pewnym czasie okazało się, że kobiecina jest w ciąży.

SPEAKER_01

Nie możesz tego opowiadać. To skórny. Opowiadasz, jakby jedną jakąś baśń dla dziecka, opowiadasz o tym, że.

SPEAKER_02

No dobra. Testów na ojcostwo nie było. Ale przecież. Ale przecież wypadałoby, żeby tylko jeden ułożył na dziecko. Usiedli przy flaszce rumu, by rzeczy przedyskutować. Kiedy już przedyskutowali trzecią flaszkę, kulawego olśniło.

SPEAKER_01

Słuchaj, John. Sprawa prosta. Poczekajmy, się dziecko urodzi. Jak będzie miało drewnianą nogę, to moja.

SPEAKER_02

Zrasznie głupie. Nie, ale ja nie wiem, dostałem jakieś głupki chyba, bo to nie było zabawne, ale to sposób, w jaki to opowiadasz, czuł się, jakbyś chciał mnie do snu po prostu ułożyć. Ja cię chcę do śmiechu ułożyć. No to świetnie się składa, bo mnie ułożyłeś. Złożyłem się ze śmiechu. Dobrze. Przychodzi facet do kiosku i pyta. Czy baterie? Niestety, już się wyczerpały. O, ale nawet zabawny. Tak? Nawet zabawny żart. Nawet zabawny. Dobrze. Już się wyczerpały. No tak. Były czasy, kiedy kupowało się baterie przede wszystkim w kiosku. Nie w żadnym media, ani media, ani RTV, AGD. Ani Neptun. Ani Neptun, ani Posejdone, tak? Prawda? Tak. Szło się po prostu do przysłowiowego kiosku. I pamiętam, że były takie baterie, gdzie można było sprawdzić ich stan, dotykając, jakby tworząc obwód. To były baterie, których nazwy nie mogę podać. Ale reklamowały je króliki. To możemy powiedzieć. Doświadczalne, o czym warto wspomnieć. Takie różowe. Tak. To było ciekawe, bo to było nawiązanie do tych królików chyba australijskich. Tych, które plagą dla środowiska naturalnego. Ale one mogą dawać radę bardzo duchowo. No mogą, mogą. To chyba o to chodziło w tej reklamie. Nie dość, że mogą, to okazało się, że. No takie nakręcany, nie? Takie. No dobrze, dobrze, dobrze. No to teraz ja. Bierz tam, rurę. Wybiorę. Spadochroniarz wyskoczył z samolotu. Gdy był na wysokości 500 metrów, wyciągnął krótko falówkę i pyta? Otworzyć spadochron? Instruktor w samolocie. Jeszcze nie. Jest na wysokości 200 metrów. Otzyć spadochron? Jeszcze nie. Jest na wysokości 50 metrów. Otworzyć spadochron? Jeszcze nie. Jest na wysokości dwóch metr. Otzyć spadochron? No coś ty z dwóch metrów boisz się skoczyć. O, ciężki. Ciężki dowcip. Ciężki dowcip, co? Ale tak. Interesujący tyle mogę powiedzieć. No to jest zawsze. To jest zawsze. Jakiś fidback? Jakiś fidbek. To było interesujące, co pan zrobił. To ja bardzo dziękuję. Włożyłeś sobie? To cholera jasna. No właśnie. Też tak będę robił. Ale wieża. Tu lot 4-5-3 mamy awarię dwóch silników. Lot 4-5-3 tu wieża. Zrozumiałem. Skreślam. Znałem ten dowcip i on jest nawet zabawny, prawda? Tak. Katastrofa jest zabawna? Nie. To dobrze. O, a mam jeszcze dowcipy, których nie rozumiem nawet. To dobrze. Wkładaj, wkładaj. Może mi pomożesz. Przychodzi gościu do salonu tatuażu. Dzień dobry, chciałem sobie tatuaż zrobić. Dobrze pan trafił, bo ja jestem najlepszym tatuażystą w mieście. A ja wie pan, chciałem sobie to zrobić w nietypym miejscu. Spoko nie ma takiego miejsca na ciele ludzkim, w którym bym już nie robił tatuażu, więc niech się pan nie krępuje i mówi otwarcie. Ja bym chciał sobie zrobić tatuaż na penisie. Panie. Ja już dziesiątki penisów tatuowałem. Ściągaj pan porcięta, niech pan powie, co to ma być. Macet ściągnął gacie i zaczyna.

SPEAKER_00

No, zproszę pana, ja bym chciała, żebym pan wytatuował.

SPEAKER_02

A chowiec przerwa w półznania. Zaraz, zaraz, zaraz. Bo wie pan, to chyba jednak zaszła jakaś pomyłka. Ja jestem tatuażą, a nie mikrochirurgiem.

SPEAKER_03

O.

SPEAKER_02

O. Ale bez przesady, no. Ale to rozwinie. Nie mógł być. To nie on rozwinie. Nie mógł być tak mały. Ten tatuażysta? Ten penis. Żeby tatuażyta nie dał. No to słaby tatuażyta myśl. Po prostu. A nie słaby penis. Nie. Peniis jaki? Dobry penis? Peniis w sam raz. Penis rozrabiaka był taki film. Był świetny. O! Wkładaj tam w usta. I to jest żart, którego może nie rozumiem. A może? A może ty go zrozumiesz. OK. Co się może wydarzyć, gdy dziewczyna spadnie z konia? Znów księżniczka Anna spadla z konia. Dobra, dobra, nie rozpraszaj się. Nie wiem. Może się walnąć o szafkę nocną. Dobrze wiesz, co znaczy ten dowciw Łukasz. Nie bierz mnie pod przysłowiowy włos. Żema konia bujanego w domu na biegunach i w szafkę obok może uderzyć. Nie Łukasz. Ma mężczyznę. Marcin teraz przybrał pozę profesora seksuologa i będzie mi tłumaczył o co chodzi w tym dowcipie. Kry zabrał swoją partnerkę na przejażdżkę. Rozumiem. Czyli to jest żona cowboya. Dokładnie. Okej, no to rozumiem. Kowbojka. Kowbojka. Nie mogłaby być to kowbojka, prawda? Bo żona cowboya to nie może być kowbojka. To musi być kowłumenka. Tak, cowgerka. Kowgerka, o bardziej. Kowgerka. Kowgur. A jest chyba takie określenie cow gór. To bardzo żydko brzmi, Łukasz. Dlaczego? Ale kał od krowy, a nie od kołu. O to od dziękuję. Noc.

SPEAKER_01

Idzie laseczka po parku. Nagle.

SPEAKER_02

Podziął ci odjechał. Laseczka?

SPEAKER_01

Po parku. A obok dziadek.

SPEAKER_02

Nagle wyskakuje z zaków z baseballem w ręku. Majki zdejmuj na kolana. Dziewczyna zdejmuje i posłusznie wypina się w stronę kolesia. Na kolana. No dobra. Ten bierze rozbiegł. I nie but skopa z całej siły w dupę.

SPEAKER_01

Myślałeś, że gwałciciel.

SPEAKER_00

Ja zwykły choligan.

SPEAKER_02

To jest zabawne. Przepraszam bardzo. To ja przepędzam. Objection. Objection. Overruled. To było śmieszne, Marcin. Przykro mi to mówić. No, nie jest też przykro. Bo nie o to mi chodziło zupełnie. Wyjątkowo. Pożywłeś sobie? Kurczę. Tak. Na parking strzeżony podjeżdża facet strasznie rozgraconym maluchem. Stóż do niego. Pięć złotych facet w maluchu. Gratuluję kupił pan. Ja wiem, to jest dowcip. No, to jest dowcip. Czy to jest opisana po prostu transakcja? No właśnie. Wkładaj, wkładaj, chłopcze, drogi. Dobrze, panie profesorze. Spotyka się dwóch sąsiadów. Jeden mówił. Sąsie dzieje. Pan wie, co mi wymyślił wczoraj pana synus? Pojęcia nie mam. Wczoraj wieczorem żona chciała mnie wpuścić do mieszkania. Zadzwoniłem do was, bo mnie strasznie smaliła rura. Nie zadziałało. A nie było was, to waszego syna, poprosiłem, żeby mi przyniósł szklankę wody. No nie powiem.

SPEAKER_01

Grzecznie mi przyniósł nawet dwie szklanki, ale jak go poprosiłem o jeszcze, to przyniósł mi tylko już pół szklanki. Tak go pierdoliłem, że taki skąpy. To on mi mówi, że jest mały, że nie sięga głową do kranu, a już wszystko wybrał z sedesu.

SPEAKER_02

Ładne, ładnie opowiedziane. Ale czy to śmieszne? Nie, nie bardzo. Ale to teraz mi się skojarzyło z sąsiadem w miodowych latach, tym takim, co przychodzi do Karola. Kto grał tego sąsiada? Był taki, pamiętasz? Taki żonobice przychodził. Nie pamiętam. Był taki. To był chyba ten, co grał na wspólnej tego pijaka. Wiem, który. Naprawdę wiem. Za przeproszeniem łysy. Tak. Tak, dokładnie. Ogło za błoza? Walemar obłoza chyba się nazywa. Ja mam ostatni dowcip już. Przysłucham. No ja mam. Jeszcze dwa, bo ja zaczynałem. Dobra. Niestety wysoki sądzie nie mogę zamieszkać razem z szóstką swoich dzieci. Broni się kowalski. A dlaczegóż to? Bo ich matki by się nie zgodziły. Okej, zrozumiałem ten dowcip. No tak. Ale czy to dowcip? To dowci nie wiadomo. Nie wiadomo. Państwo kowalscy na przedstawieniu w teatrze. W pewnym momencie mąż zwraca się szeptem do żony. Uważaj, teraz się. Zbliża najdłuższy monolog. Ojej. Żeby tylko nie usiadł przed nami. To taki śmiech rozpadał. Nie, wystchnąłem. Tak. To był westchnianie. Nie, niech nie. A podobno tak nie powinno się robić, bo to niszczy gardło, jak tak się. No ja tak już nigdy nie zrobię, Łukasz. No dobrze. Proszę wkadać. Drzwi zamykać. Bo ostatni dowci się zbliża. Tak. Pasażer pociągu wychyla się przez okno i pyta stojącego na peronie człowieka. Przepraszam, proszę pana. Jaka to stacja? Kolejowa. Ale góry. No tak i to. Kolejowa, czyli jakiegoś Rosjanina. Tak. Kolejową swoją stację. Siergiej kolejow. Siergiej kolejow. Tak, no dobrze, Łukasz. Takie to śmieszne rzeczy. Tylko u nas. Ciekawe, ile wyrazy zaśmialiście się z nieśmiesznych dowcipów. No właśnie. Oby jak najwięcej. Dobrze, znaczą teraz. No chyba czas na równie nieśmieszne. Autorskie suchary. Mam suchary od naszych słuchaczy. Słuchaczy. Słuchaczy, żeby nie było Schary od słuchaczy. Adrian pokrzywa. Napisał tak. Cześć, mam autorski żart. Jak powiedzieć na dziewczynę, która znalazła smaczny skarb. Nie wiem. Ma skarbona. Ma skarbona. Mas skarb, okej. Mas skarbona. Teraz zrozumiałem. To ser chodzi. I. Kołkaj. Znany nam. Znany. I lubiany. I lubiany. Dwa ma autorskie słuchary. Proszę bardzo. Jak się nazywa zamrożone B, którym się rzuca. Dak. Frisby. Bardzo dobre. I drugi. Jak jest po angielsku idiota w okularach? Oksymoron. A to ty kiedyś coś tamłoś. Ja kiedyś wymyśliłem coś takiego tak. Ale tutaj daje, bo to się mogło powielać takie pomysły. A tu jeszcze dopisał ten drugi to a propos słowa do suchara, które kiedyś było i nikt nic nie wymyślił. Czyli my daliśmy oksymor. No i ty wymyśliłeś pewnie oksymoron. Tak, ja chyba to powiedziałem nawet na fonii. Więc po prostu sprytnie kołkaj, po prostu przepisałeś to, co ja powiedziałem. No sprytny chłopak, bo ty już nawet nie pamiętasz, że wtedy to mogłeś powiedzieć. Tak, i jest jeszcze trzeci żart. Proszę, kto to go. No właśnie, to cztery kreski pionowe, albo cztery L, albo cztery I duże, albo po prostu po rzymsku. Nie po rzymsku to by się IV pisało. No, nieważne. Jest to I, I, I, I, I. Tak. Autorski żart. Jak się nazywa Arkadiusz, który zabija ludzi? O nie! To pomyśl bardziej nad tym. Katarek. Tak? No tak mi się wydaje, że tak by się nazywał ARK, który zabił ludzi. Tak. Tak? Katarek. Bardzo dobrze. Prawo. Niez dlaczego, bo samo pytanie mi się zaplodowało. No Łukasz, to tak nie powinno być. Tak nie powinno być. No to teraz twój autorski suchar. Tak. Jak. Jak. Już się boję, jasno. Jak już się boję. Bo muszę to ubrać w słowa. Jak przywołać rzeźnika. Takiego, który jest eko, żeby przyszedł. Jak? Kambucha. Śmieszne. Dziękuję. A tu jeszcze nasz wspólny znajomy naki błaszczu wrzucił na przykład. Bardzo dużo mam do żartów od błaszcza. Nie wiem. No to dzisiaj damy po prostu 5. Dwa. Co mówi kardiolog do szulera z migotaniem przesionków? Kardiolog do szulera? Z migotaniem przesąków. Nie wiem. Potasuj. A, żeby. Potas suplementował. A jak fachowo nazwać zjawisko skwierczenia chłodnego oleju? No to jest całe płaszczu. I komplikacja pytania. Ma to po tobie. A jak fachowo nazwać zjawisko skwierczenia chłodnego oleju, który dolewasz na patelni z rozgrzanym olejem? Jeszcze raz. Zjawisko skwierczenia chłodnego oleju, który dolewasz na patelni z rozgrzanym olejem. Nie, budu, nie wiem. Olej rycynowy. Że nowy olej ryczy. Dobra, rycynowy. Okej. To nie ten podcast. Jesteś za inteligentny, żeby tak rzucać. My nie rozumiemy. Łukasz. Związek dwojga ludzi, którzy uprawiają seks na macie. Sumo. Paradygmat. Paradygmat. Bardzo dobre. Zastanawiamy się, co ostatnio czytałeś, że ci to słowo wpadło do głowy. Przymiejesz. Ej, wiem! To dobry słuchar. Słuchajcie, słuchacie, jeśli podobał Wam się nasz odcinek, ten, jak i zarówno inny, ale może inne, ale bez tego, alten. To zapraszamy Was do wsparcia naszego podcastu, stawiając nam przysłowiową kawę, jak ma klasyk. Na bajka i link znajdziecie w opicie naszego odcinka. To jest dla picie podcastu też. W opicie podcastu to jest dla nas wsparcie. Drobienia tego podcastu cały czas, co tu dużo mówić. Czas to pieniądz! Czas to pieniądz, bilety to pieniądz i tak, tak. Spręd to pieniądz, sprzęt to pieniądz. Ale przede wszystkim czas to pieniądz. Prunt, ale przede wszystkim ten czas to pieniądz. To pieniądz, tak. I tych, którzy tego jeszcze nie zrobili, serdecznie zachęcamy do zalajkowania naszego podcastu. Tucie z ratingowania go. Tak, właśnie polubcie, obserwujcie po prostu podcast, bo to też zwiększa zasięgi i dotrzemy do większej ilości naszych przyszłych fanów. Tak, zasługujcie się. Tak na fanów przystało. Tak. No i co? No i cześć, słyszymy się w przyszłym tygodniu. Oczywiście, że tak. Wszystkiego dobrego, dużo uśmiechu na ten nadchodzący tydzień. Cześć, cześć!