Żarty się skończyły - podcast do śmiania
Postaw nam kawę, dzięki :)
buycoffee.to/zarty-sie-skonczyly
Żarty się skończyły” to podcast, który odbudowuje kulturę opowiadania dowcipu. Od klasyki, przez czarny humor, aż po absurd – eksplorujemy pełne spektrum tego, czym może być dowcip.
Dla nas humor to sztuka, a nie nasze poglądy. Każdy żart ma na celu wywołanie uśmiechu, refleksji i chwili zapomnienia od codzienności. W podcaście nie usłyszysz żartów rasistowskich ani antysemickich, bo wierzymy, że śmiech powinien łączyć, a nie dzielić.
Jeśli masz dystans i kochasz dobre dowcipy – jesteś we właściwym miejscu!
Żarty się skończyły - podcast do śmiania
To chyba jakiś żart vol. 3
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
..czyli dary, dary losu :)
Jeśli chcecie nam kupić kawę, to możecie:
buycoffee.to/zarty-sie-skonczyly
Żarty się skończyły, czyli podcast do śmiania! Witajcie kochani! W kolejnym odcinku naszego wielkiego generatora dowcipów. Dzisiaj będziemy losować żarty, nie mamy ich przygotowanych. Będziemy je po prostu losować, tak jak już powiedziałem.
SPEAKER_03Dzień dobry, w związku z tym nie ma co liczyć.
SPEAKER_05Na jakąkolwiek autocenzurę, na jakikolwiek klucz doboru dowcipów, na jakiekolwiek braki powtórzeń w dowcipach.
SPEAKER_03I na to, czy będą śmieszne, czy też nie. Krótko mówiąc, wolna Amerykanka. Zapraszamy. No tak. To właściwie można by już skończyć.
SPEAKER_05Właściwie tak, można by skończyć, bo wszystko, co chcieliśmy powiedzieć, powiedzieliśmy.
SPEAKER_03Tak, i nie chcemy chyba powiedzieć. Cześć, najmniej chyba chcemy powiedzieć dowcipy, bo lękamy się trochę.
SPEAKER_05Lękamy się, bo mogą być takie, których nie chcielibyśmy opowiedzieć. Tak.
SPEAKER_03To jest taki, właściwie my to moglibyśmy nazwać też roboczy, wieżek. To jest taki hide park.
SPEAKER_05Tak. Tutaj cenzura nie obowiązuje. Nawet nie musimy chyba włączać bazera, znaczy nie bazera, tylko przycisku, ale tozwolony od lat 18.
SPEAKER_03Nawet nie mamy jak. Nie mamy, nie mamy. Mamy jak, nie mamy, nie mamy. No dobrze.
SPEAKER_05No dobrze, to czas na losowanie. Zaczynasz? Tak, poproszę. Bajha broch. Koła buch. Bęk. Spotka się dwóch facetów. Ten twój kolega to ma szczęście. Dwie żony już pochował, bo struły się grzybami, a teraz trzeci raz obdowiał. No ale tym razem to był uraz czaszki. Tak słyszałem, ponoć nie chciała jeść grzybów.
SPEAKER_03Był ten dowcip. Był? Tak.
unknownTak.
SPEAKER_03Ciekawe. Znam ten dowcip. Nawet chyba całkiem niedawno.
SPEAKER_05No to wybaczcie, ale to nie moja wina.
SPEAKER_03Nie, dlatego w ogóle się nie tłumacz. No i co tutaj można powiedzieć?
SPEAKER_05A co tu można? No nie jedźcie grzybów, no chyba, że.
SPEAKER_03Chyba, że ktoś was zmusza.
SPEAKER_05Tak.
SPEAKER_03Bo wtedy, jeżeli nie zjecie, to będziecie mieć uraz czaszki.
SPEAKER_05Tak. W ogóle grzyby to są fascynujące organizmy. Nito zwierzęta, ni to rośliny.
SPEAKER_03To prawda.
SPEAKER_05Coś niebywałego. Atlas grzybów polskich. Kiedyś mieliśmy taki projekt. Atlas grzybów polskich. Tak, z Andrzejem Wajdą. Znaczy nie vlog, tylko w intro. Tak. To śmieszne było. To bardzo było śmieszne.
SPEAKER_03Możecie sobie gdzieś tam wygooglować w YouTube, znaczy wyjutubować na YouTube, wpisując Atlas grzybów polskich, to zobaczycie takie nasze krótkie sklecze. A teraz ja. Twoja stara jest tak gruba, że jak Hitler opowiadał o ekspansji na wschód, to mówił właśnie o niej. Tak jest dowcip. Ciekawe. Ciekawe. No tak, twoja staraum. Twoja stara, jak zresztą któryś z naszych słuchaczy, nie pomnę niestety który, bo już zapomniałem przepraszam. No, wspomniał, że twoja stara koniecznie do uniwersji. No tak. Rewelacyjna postać.
SPEAKER_05To jest niesamowita. O tak wielu twarzach. Tak. Twoja stara. Teraz ja losuję. Wnuczek pyta babcie. Babciu, czy byłaś szczepiona na choroby zakaźne?
SPEAKER_06Byłam, byłam. A dlaczego pytasz?
SPEAKER_05No, bo ile razy do nas przychodzisz, to tata mówi.
SPEAKER_03Znów te cholery do nas przyniosło. Bardzo wdzięczny szkolny żart. Tak. Znów te cholery do nas przyniosło. No tak. No tak. Nie wiem co więcej mógłbym powiedzieć. Uśmiecham się pod nosem.
SPEAKER_05No ale to wiadomo, z której strony to babcia.
SPEAKER_03Wiadomo, to mama mamy. Mama mamy, oczywiście. Przychodzi do restauracji w Sosnowcu facet i zamawia kurę, ale zastrzega, że musi to być kura strzeladzi. Kelner przynosi mu kurę, a ten wpycha jej rękę do dupy i mówi. To jest kura sosnowca. Kelner przychodzi znowu, a ten robi to samo i mówi. To też jest kura sosnowca. Po kilku rundkach podchodzi do stolika, przyglądający się wszystkiemu z wielkim zainteresowaniem pijaczyna. Obraca się tyłę i mówi.
SPEAKER_01Sprawdźmy, kurwa, skąd ja jestem, bo od tygodnie nie umiem do chałopy trafi.
SPEAKER_05To jest zabawne. I wydaje mi się, że to już kiedyś było. Na pewno, na pewno było. Więc tak. No to jest dobry sposób, a panirbach zawsze jest mile widziany w naszych dowcich, oczywiście. Więc tak, to ja teraz losuję. Antek kupuje na targu konia. Ile pan chce za niego? Tysiąc złotych. Przecież on jest ślepy. Co? To przejeźcie pan nim, to zobaczysz, czy jest ślepy. Antek wsiada na konia i zaczyna galopować. Koń pędzi przed siebie na oślep, prosto na mur scegieł i po chwili wpada na niego, kończąc ten sposób życie. Antek wykładzi spod konia i mówi. Mówiłem, że jest ślepy. A może i ślepy, ale jaki odważny.
SPEAKER_04Bardzo ładny żart. Chyba nie było.
SPEAKER_05Chyba nie było.
SPEAKER_03Wow. Tu się może wszystko zdarzyć, nie? No ale tak, bo teraz zobacz, jaka jest sytuacja. Konie ślepy, on sprawdza, czy jest ślepy, potencjalny nabywca, jedzie, zabija tego konia. No i co teraz? To znaczy, bo rozumiem, że sprzedawca traci pieniądze. No tak, bo traci konia. Bo mógłby zażądać 5 stóp i by dostał, a tak nie ma ani konia, głupi sprzedawca. Głupi jak but. Drogą idą Polak, Niemiec i Rusek nagle spotykają diabła, który mówi. Jeśli zrzucicie pralkę ze szczytu, góry, wypuszczę was! Niemiec zrzuca, pralka się rozwaliła. Dabeł pyta Polaka. Co? Diabeł pyta Polaka, jak on to zrobił? Rusek zrzuca, pralka się rozwaliła. Co Polak zrzuca, pralka się nie rozwaliła? No to tu powinno być dopiero pytanie. Jak tyś to zrobił? To jaki straszny żart. Z jakąś pointą dłuższe życie każdej pralki to kalgon. No nie, no to ja muszę coś jeszcze. Przepraszam, takie rzeczy są. No, co ja poradzę? No, zrobię jeszcze jeden. Dłuższe życie każdej pralki, to kalko. Jakiś koszwar to był. Małżeństwo nie miało nigdy czasu na seks, bo po nocach dzieci nie sypiały i wchodziły czasami do sypialni, więc facet z babką wpadli na taki pomysł, że jak im się będzie chciało, to pozbierają pranie w domu i zejdą do pralni i tam się będą dymać. Więc pewnej nocy sty się budzi i pyta żony. Stara. Robimy pranie? No co ty, kochanie, nie ma prania. Facet zasnął, budzi się po chwili i znowu się pyta. Stara, robimy pranie? Nie no, poza tym wiesz, no nie ma ciepły wody. Facet wkurwiony. Pała mu stoi. No przepraszam, tak jest napisane. Więc wychodzi. Po 15 minutach wraca i zasypia. Nagle babka się budzi i pyta faceta. To co kochany? Robimy pranie? Wiesz co, mam w dupie twoją pralkę, już sobie ręcznie wyprałem.
SPEAKER_05Straszny żart. Straszny. To jest żart o niezaspokojonych potrzebach.
SPEAKER_03Tak, i to jest też. To jest taki plus, że to jest taki powiedziałbym. Ten format daje naprawdę sporo daje, bo to jest szansa.
SPEAKER_05Możemy zobaczyć, jakie dowcipy. Dlaczego niektórych dowcipów nie opowiadały.
SPEAKER_03Ale żoby przesiewamy, i żebyście też Państwo widzieli, że to nie jest tak, że każdy żart, który się znajdzie i napoczy, to jest żart zabawny, że jest tyle koszmarków.
SPEAKER_05To prawda.
SPEAKER_03I właśnie to były dwa z nich.
SPEAKER_05No właśnie, jakieś źle zredagowane te dowcipy. Z błędami. Nieśmieszne i tak dalej. Dobrze, to ja losuję. Ja losuję, drodzy Państwo, w ogóle z książki dowcipów. To jest ciekawe. W sensie ten mój generator książką.
SPEAKER_03To jest bardzo ciekawe.
SPEAKER_05Więc otwieram. Przychodzi jaś do Małgosi. Małgosiu, dam ci 10 złotych, jak wejdziesz na drzewo. Weszła. Zeszła. No, Jasiu, daj mi te 10 złotych. Nie. Małgosia poszła poskarżyć się mamie. Mamo, Jasiu powiedział, że dam mi 10 zł, jak wejdę na drzewo. Oj, głuptie, głuptie. On chciał zobaczyć swoje majtki.
SPEAKER_07Mamo.
SPEAKER_05Mamo, ale ja nie mam majtek. Jest co za straszny. To jest koniec. To jest koniec.
SPEAKER_04Dam ci bazera za twoją reakcję, bo mnie bardzo rozbawiła.
SPEAKER_05Jaką?
SPEAKER_04Co za straszny dowcip. No tak. To tragedia.
SPEAKER_05Tragedia.
SPEAKER_03O może. No dobra, no. Co zrobić?
SPEAKER_05Nie możesz pozostać mi dużnym.
SPEAKER_03To ty mnie nie pozostałeś raczej, bo ja właśnie i tak. List do mamy. Droga mamo, nareszcie koniec szkoły. Dla mnie już na zawsze. Jestem od dawna zakochana i postanowiliśmy z moim chłopakiem wreszcie się urwać. Wiem, że tobie się to nie spodoba, ale on jest taki słodki. Te jego tatuaże i piercing na każdym kawałku ciała, a ten jego motocykl. Ali. Tak nazywa się, mój miły. Twierdzi, że jazda na nim w kasku to grzech. Ali jest kompletnie na moim punkcie zwariowany. Mówi, że go uratowałam, bo ten alkohol by go w końcu zabił. Aha, najważniejsze, będziesz miała wnuka, tak się cieszę. Kolega Alego ma gdzieś w lesie drewnianą chatkę. Trzeba ją wyremontować i nie ma w niej światła ani wody, ale to będzie nasz nowy dom. Nie martw się. Będziemy mieli z czego żyć, Ali ma kapitalny pomysł. Będziemy uprawiać marihuany i sprzedawać ją w mieście. Ma być z tego kupa forsy. Tak się cieszę. Nie martw się, proszę. Wkrótce będę miała 14 lat i naprawdę mogę na siebie sama uważać. Mam tylko nadzieję, że szybko pojawi się ta szczepionka przeciwko Aid, ale mu bardzo by to pomogło. Twoja ukochana córeczka. PS. Wszystko bzdura. Jestem u krychy i oglądamy telewizję. Chciałam ci tylko uświadomić, że są gorsze rzeczy niż to świadectwo, które znajdziesz na nocnym stoliku. Buziaki.
SPEAKER_05O, dobre. Dobre.
SPEAKER_03To było niezłe nawet, bym powiedział.
SPEAKER_05Podobało mi się. Tak jest moralem dla rodziców, żeby też.
SPEAKER_03Ogarnijcie się z starami.
SPEAKER_05Zgnijcie, no.
SPEAKER_03Rzeczywiście, świadectwo to nie jest koniec świata. Nie jest. Ja ani razu w życiu chyba nie miałem czerwonego paska, a dzisiaj proszę! Prowadzę podcast, żarty się skończyły. 500 podcastem w tym kraju. 40-mionowym, niemalże. Zobaczcie, na kogo wyżej. Można opowiadać dowcipy wulgarne i nic na tym nie zarobić! Można, kurwa!
SPEAKER_05O Boże. Rozbawiłeś mnie. To dobrze. Dobra, losuje.
SPEAKER_03Oj, zmartwiłem się, to westchnięcie nie wróży niczego dobrego.
SPEAKER_05Gazda z gaździną rozmawiają w łóżku. Józuś, powiedz ze mi coś miłego.
SPEAKER_06A co byś chciała, Maryś? No powiedz na przykład kocham cię. No, kocham cię. Na powiedz, mój ty skarbie. Mój ty skarbie. Na powiedz coś jest od siebie. Dobranoc. Nego nieco.
SPEAKER_03Tak to bywa. Ale właśnie gdzie tak bywa, Łukasz?
SPEAKER_05Tak to bywa, gdy ktoś zazdrości, kiedy brak mu własnej miłości. Plotki płodzi. Mnie nie zaszkodzi żadne obce zło. Na mój sposób widzieć ją. Na głowie kwiatny mawianek. W ręku zielony Badyk, a przed nią bierze baranek, a na szczęście. Ale nad nią lata monitory.
SPEAKER_03Kazik Staszewski.
SPEAKER_05Tak. Świeżo nawrócony chyba. Niestety. Albo stety. Albo stety, no dla niego.
SPEAKER_03Ale dla niego było dobrze. On wie, czy to dobrze czy. Szczęśliwy też powiedziałbym z obecności takiej a nie innej głowy państwa w pałacu prezydenckim. Tak, jest zadowolony? Bardzo szczęśliwy. W przeciwieństwie do paru innych osób. W tym kilku, które znam. Dobrze. Noc poślubna.
SPEAKER_05O, to zawsze sądziło.
SPEAKER_03Słuchajcie, od razu, ja jestem zawstydzony. Ale już widzę jaki jest język, więc ja już jestem. Co ja mogę?
SPEAKER_05To nie jest język Marcina. Marcin teraz wciela się w postać człowieka, który opowiada żarty na weselu.
SPEAKER_03Noc poślubna, Jędrek jedzie marynę na piętdą.
SPEAKER_05Za to już bym dał bazera.
SPEAKER_03Ona tak drze mordę, że na dole teściowa wszystko słyszy.
SPEAKER_02Jędrek! Ach, zaraz zemie!
SPEAKER_03Drze się teściowa.
SPEAKER_02Kurwa, Jędrek! Chyba umrnę! Nie będziemy się Jędrek, nie będziesz od tego się nie ma! Ja Pierzę na dole! Jędrek! Tak mi dobrze, że się chyba zasnam! Folgo Jędrek, to się zdarza! O, dobrze, no, taki żart, no co ja mogę?
SPEAKER_05Ale ładnie to mimo wszystko powiedziałeś. Łukasz, straszny żart. No, straszny żart. Straszny. Dobra, no, nie widzę. No, niestety pani męża nie da się już uratować. Stwierdza lekarz wezwany do wypadku. Kobieta dostaje ataku histerii, a lekarz pocieszają. Ale niech się pani aż tak bardzo nie przejmuje. W końcu wszystkich nas czeka śmierć. Ale przepraszam, Panie doktorze, ale z natury jestem taka nerwowa, że byle drobiazg wyprowadza mnie z równowagi.
SPEAKER_07No pięknie.
unknownNo pięknie.
SPEAKER_05To jest najpiękniejsza reakcja na dowcip, jaką słyszałem. No pięknie. Słuchajcie, ja mogę coś jeszcze powiedzieć, tylko? Błagam do naszych słuchaczy. Ale jest śmieszniejsze niż to wszystko. Nie, bo ktoś może na przykład z nowych słuchaczy włączyć ten nasz podcast i zapomnieć, że dzisiaj losujemy po prostu dowcipy. To nie są nasze przygotowane, tylko jakby one są wybierane losowo. Z wielkiej puli dowcipów. To wina generatora, nie nasza.
SPEAKER_03No tak, no co zrobić.
SPEAKER_05Ale macie też szansę usłyszeć, tak, jak Marcin wcześniej powiedział, dowcipy, których byście w życiu od nas nie usłyszeli.
SPEAKER_03Ale ja się nie poddam. Nie poddawaj się. Nie poddam się. Leży sobie gościu na plaży, podchodzą do niego jakieś ekstra laseczki w strojach bikini i jedna mówi: jak puścisz bomka, to ściągamy staniki. Gość zdziwiony trochę. Nynie jednak, no bonka sprzedał. Dziewczyny zgodnie z umową wciągnęły staniki. Pojawiła się następna propozycja. Jak jeszcze raz puścisz bonka, to ściągamy majtki. Facet puścił bąka. A teraz jak puścisz serię bąków, to będziesz mógł nas podotykać. No to facet prperk bruk pierpierd i nagle słyszy. Kowalski, kurwa, no nie dość, że śpicie na zebraniu to jeszcze pierdzicie.
SPEAKER_05No tak. Jest coś ciekawego w tym. Ale doprecyzuj. Nie wiem. Zamysł dowcipu jest dobry, że śpi pierdzi, nie wiem. Może. Nie, nie, nie.
SPEAKER_03Tak jest, no, tak jest to zrobić.
unknownDobra.
SPEAKER_05Dziękuję, że to zrobiłeś.
SPEAKER_03Nie, nie, musimy słuchaj. Tak, musimy działać.
SPEAKER_05Zbaczmy do końca. Trzeba z pewnością te dowci pojdzie, nawet jak są słabe.
SPEAKER_03Dokładnie, napewniaczka.
SPEAKER_05Przychodzi żółw do restauracji i mówi. Poproszę szklankę wody. Kelner podaje. Proszę. Żółw przychodzi ponownie. Poproszę szklankę wody. Kelner podaje. Proprosze. Żół przychodzi po raz trzeci. Poproszę szklankę wody. Kelner w końcu pyta. No co panu ta woda tak potrzebna? Żłów na to. My tu gadu gadu, a ta mi się chałopa pali.
SPEAKER_03Bardzo słaby dowcip. Bardzo. Tak, ale to za absurd, chałupę ma na plecach. Co za głupota. Widziałe kiedyś, żeby. Chociaż są te żółwie, chyba nie te one w kanałach mieszkają. Andrzeja Wajdy. Tak, w jednym. Ale chyba te żółwie takie, które żyją. Nie wiem, czy nie stepowe, one sobie rzeczywiście budują jamy.
SPEAKER_05No tak, a to nie są to z Galapagos? To są te żółwie, co w Piachu tak się zakupują?
SPEAKER_03Nie wiem. Ja też nie. Nie wiem, żółwie Galopagos to są takie, które szybko biegają. Galopem. Galopem, no tak. To już nie wiem. No to trudno.
SPEAKER_05Ty losuj teraz.
SPEAKER_03No kurczę, to łaszcz było bardzo dawno temu, ale tyż będziesz wiedział, co to jest.
SPEAKER_05No ale może nasi słuchacze nie słyszeli. Długi dowcip.
SPEAKER_03Pewne amerykańskie małżeństwo, w którym mężczyzna nie mógł niestety mieć dzieci, postanowiło skorzystać z usług tak zwanego zastępczego ojca. Po dokonaniu wszelkich niezbędnych ustaleń i formalności małżonek wyszedł na golfa, zostawiając żonę w oczekiwaniu na przybycie. Specjalisty. Przypadek sprawił, że w tym samym dniu w miasteczku zjawił się objazdowy fotograf specjalizujący się w zdjęciach dzieci. Zadzwonił do drzwi w nadziei na zarobek. Dzień dobry, madam. Ja jestem, ale że wiem, ale wiem oczekiwałam pana, odpowiada kobieta i prowadzi go do środka. O, doprawdy? Zdziwił się fotograf. Ja widzi pani, specjalizuje się w dzieciach. Wspaniale właśnie o to chodziło mężowi i mnie - mówi kobieta, i po chwili pyta, skłoniona z emocji. To gdzie zaczniemy? No cóż, myślę, że może pani zdać się zupełnie na mnie. Mam duże doświadczenie. Z reguły zaczynam w kąpieli, tak ze dwie, trzy pozy, później zwykle ze dwie pozycje na kanapie, w fotelu i z pewnością parę na łóżku. Nieraz doskonałe efekty osiąga się na dywanie w salonie. Dywan w salonie, myśli kobieta nic dziwnego, że mnie i haremu nic nie wychodziło. Droga pani, nie mogę gwarantować, że każde będzie udane, kontynuuje fotograf, ale jeżeli wypróbuję się kilkanaście pozycji, jeżeli strzelę z sześciu, siedmiu różnych kątów, wówczas jestem pewien, że będzie pani zadowolona z rezultatu. Kobieta z wrażenia zaczęła wachlować się gazetą. A facet nabija dalej. Musi się pani również liczyć z tym, że w tym zawodzie podczas roboty człowiek cały czas jest w ruchu. Kręcę się tu i tam. Wchodzę, wychodzę, nieraz kilkanaście razy w ciągu minuty, ale proszę mi wierzyć, że rezultaty mojej pracy rzadko zawodzą oczekiwania. Kobieta usiadła przy otwartym oknie spocona z wrażenia. A żeby pani widziała, jak wspaniale wyszły mi pewne bliźniaki, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudności, jakie ich matka robiła mi przy współpracy. Taka była trudna? Spytałam dlejącym głosem kobieta. A straszliwie, proszę pani, żeby uczciwie zrobić robotę, musieliśmy pójść do parku, ale był cyrk. Ludzie tłoczyli się dookoła ze wszystkich stron, żeby zobaczyć mnie w akcji. Trzy godziny, proszę sobie tylko wyobrazić, trzy godziny ciężkiej charów, fizycznej roboty. Matka cały czas się darła tak głośno, że z trudem mogłem się skoncentrować. W końcu musiałem się śpieszyć, no bo zaczynało się robić ciemno, ale naprawdę, wie pani powiem szczerze, skórwiłem się, no bo kiedy wiewiórki zaczynają obgryzać sprzęt. Sprzęt? Głosko byty był ledwo słuszny. Chcę pan powiedzieć, wywiórki naprawdę obgryzły panu, obryzły panu sprzęt. Skądże? Połamałyby sobie zęby. No dobra, ja jestem kotów. Rozstawię tylko statyw i możemy się zabierać do roboty. Statyw? No jakże? No, przecież możemy nad czym przeobrzeć tę armatę. Zacieczka jest! Proszę pani, proszę pani! Jasna cholera zemlowa.
SPEAKER_05Piękne, piękny. To jest cudowny dokzyt. Jest bardzo śmieszny. Przepięknie opowiedziane. Myślę, że mógłbyś taką scenkę na zajęciach zrobić studentom, bo to jest genialne, żeby po prostu wyjść w taką rolę i senka pod tytułem nieporozumienia.
SPEAKER_03Żeby dostać później fatalne oceny w tak zwanych ankietach.
SPEAKER_05Dziękuję ci Łukasz. Ale proszę, zawsze do usług.
SPEAKER_03Trochę pomogłem, wiesz, żeby lepiej wyrzucował.
SPEAKER_05Nie świetnie hrabia. Hrabia po dłuższym pobycie za granicą wraca do swoich posiadłości. Na dworcu czeka na niego zaprzęg koni i wierny sługa Jan. No i cóż tam zdarzyło się nowego we dworze podczas mojej nieobecności, Janie. Nic nowego, jaśnie panie. No może tylko, że mazorek zdechł. Azorek? Mój ulubiony pies. Jak to się stało? Narzę się końskiej padliny, no to to i zdechł? Skąd we dworze końska padlina? Konie się poparzyły, to zdechły. Jak to konie się poparzyły? Od czego? Od ognia, panie! Jak się stajnia paliła? A kto podpalił stajni? Nikt no od płonącego dworu się zębał. Na miłość dwo, skąd to dwór spłonał jakim sposobem? No po prostu, świeczka przy trumnie teście pana hrabiego się przewróciła i wirany się zajęły. Och! A czemu mój teść umarł? Bo jaśnie pani uciekła z tym oficerem, co się z nim od trzech lat spotykała. Spotykała cię od trzech lat? To przecież nic nowego. No właśnie mówiłem jaśnie panie, że nie zdarzyło się nic nowego. Świetnie czy nie.
SPEAKER_03Nie?
SPEAKER_05Przepraszam. A może tak. Dobra.
SPEAKER_03On chyba kiedyś był, ale świetny i bardzo pięknie przypostaciowany.
SPEAKER_05Dziękuję. Bo myślałem, że tu jest dalsza część, ale już była puta, to już była.
SPEAKER_03To mamy teraz tak zwany uping, bo teraz wydawcipy były, mimo tego, że już były. To jednak śmieszne. Dlaczego zwolniłem swoją sekretarkę? Dwa tygodnie temu były moje 30 shakiem urodziny. Ale jakby nikt tego nie zauważył. Miałem nadzieję, że rano przy śniadaniu żona złoży mi życzenia, może nawet będzie miała jakiś mały prezent. Nie powiedziała nawet cześć kochanie, nie mówiąc już o życzeniach. Myślałem, że chociaż dzieci będą pamiętały, ale zjadło śniadanie, nie odzywając się ani słowem. Kiedy jechałem do pracy, czułem się samotny i niedowartościowany. Jak tylko wszedłem do biura sekretarka złożyła mi życzenia urodzinowe i od razu poczułem się jakoś dużo lepiej, że ktoś pamiętał. Pracowałem do drugiej. Około drugiej sekretarka wyszła i powiedziała: dzisiaj jest taki piękny dzień, w dodatku są pana urodziny, może zjemy gdzieś razem obiad. Zgodziłem się. To była najmilsza rzecz, którą od rana usłyszałem. Poszliśmy do cudownej restauracji, zjedliśmy obiad w przyjemnej atmosferze i wypiliśmy po lamce wina, w drodze powrotnej do biura. Sekretarka powiedziała, że dzisiaj jest taki piękny dzień, że czy od razu musimy wracać do biura. No właściwie, to nie stwierdziłem. No to chodźmy do mnie, zaproponowała. W niej wypiliśmy jeszcze po lampce koniaku. Porozmawialiśmy chwilę, a ona zaproponowała, że nie mam nic przeciwko temu, jeśli. Poczekam na nią, aż ona pójdzie do sypialni się przebrać w coś wygodniejszego. Jasne zgodziłem się, bez wahania. Poszła do sypialni, a po kilku minutach wyszła, niosąc tort urodzinowy, razem z moją żoną, dziećmi i teściową. Wszyscy śpiewali stolad. A ja kurwa siedziałem na kanapie w samych skarpetach.
SPEAKER_05To jest piękny dowcip.
SPEAKER_03Tak, on też zagościł.
SPEAKER_05Nie był, ale kiedyś to już też mówiłem, że widziałem taką reklamę z serii tych zakazanych reklam właśnie. Taka była. Właśnie ta. Ta scenka. Świetnie, jak to można nie zrozumieć czegoś, albo. Oczywiście nie zrobiło.
SPEAKER_03Znaczy, żeby się nie rozbierał, czekają, aż ona wróci. Tak, no.
SPEAKER_05Już założył coś. Nie zakładaj się zdjął. No dobrze.
unknownTo.
SPEAKER_05Tak, Żona chciała się przypodobać mężowi, więc poszła do fryzjari zrobiła sobie ekstra fryzurę. Przychodzi do domu a mąż nic, czyta gazetę. Nawet nie zauważył żadnej zmiany. Następnego dnia pomyślała, trzeba sobie zrobić porządny makijaż. To na pewno zauważy. Tak też zrobiła. Przychodzi do domu, ale mąż znowu nic nie zauważył. Na trzeci dzień poszła kupić sobie jakieś wdzianko, ale mąż też tego w żaden sposób nie skomentował. Więc pomyślała, on mnie w ogóle nie zauważa. Jutro za. Chyba było to. Jutro założę maskę przeciwka. Nazajutrz siedzą sobie przy obiadku. Most spogląda z nadgazety patrzy, patrzy i mówi, no coś ty kurwa brwi sobie zgoliło.
SPEAKER_04Ja tego nie znałem. O, rety. To bardzo śmieszny żart. Zobaczmy. Oj, to bardzo śmieszne.
SPEAKER_05No to przynajmniej jakiś losujemy śmieszne.
SPEAKER_03No, to było świetne. To trzeba. Znaczy, jak chcę to przyznać. Ja się ubawiłem tutaj serdy. No nie wiem, nie wiem. Pilne pytanie. Proszę o pomoc. Potrzebuję wyczerpującej odpowiedzi. Z góry dziękuję. Jakiś czas temłem podejrzewać swoją żonę o zdradę. Skąd się dowiedziałem? No bo zachowywała się typowo dla takich sytuacji, gdy odbierałem telefon w domu, po drugiej stronie odkładano słuchawkę. Miała często spotkania z koleżankami, niespodziewane wyjścia na kawę czy po książkę, na pytanie, z kim z naszych wspólnych znajomych się spotyka. Odpowiadała, że to są nowe przyjaciółki, ja ich nie znam. Zazwyczaj czekam na taksówkę, którą ona wraca do domu. Jednak żona wysiada kilkaset metrów wcześniej i resztę drogi idzie na nogach, także nigdy nie widzę, jakim samochodem przyjeżdżańskim. Kiedyś wziąłem jej komórkę, tylko żeby zobaczyć, która godzina. Wtedy ona po prostu dostała szał i zakazała dotykać swojego telefonu. Przez cały ten czas nie mogłem się zdecydować, by porozmawiać z nią o tym wszystkim. Pewnie nie dowiedziałbym się prawdy, gdyby nie przypadek. Pewnej nocy, że ona niespodziewanie gdzieś wyszła. Ja się zainteresowałem, że coś jest nie tak. Wyszedłem na zewnątrz. Postanowiłem schować się za naszym samochodem, skąd był doskonały widok na całą ulicę, co pozwoliłoby mi zobaczyć, do jakiego samochodu wsiądzie? Kucnąłem przy tym swoim wodzie i nagle z niepokojem zauważyłem, że tarcze hamulcowe przy przednich kołach mają jakieś takie brunatne plamy, trochę podobne do lzy. Proszę mi odpowiedzieć. Czy ja mogę jeździć z takimi tarczami hamulcowami hamulcowymi? Jeżeli natomiast trzeba je wymienić, to czy można zamontować tańszy zamiennik, a nie oryginalny, a jeżeli tak, to które najlepiej. No co?
SPEAKER_05No właśnie. Jest potencjał. W tym dowcipie. Niewykorzystany do niej. Niewykorzystany potencjał. Trzeba by to jakoś lepiej skonstruować. Pierwszą część zewrzeć trochę bardziej.
SPEAKER_03Drugą wyrzucić. Tak. I w ogóle nie czytać tego dowczas.
SPEAKER_05Tak, wypierdolić go. Za przeproszeniem. Dobrze. O, to jest. Sprawdzam, czy to jest dobrze. Zamknęli gościa do więzienia na 20 lat. Siedział sam w celi, nie miał co robić, ale po latach złapał mrówkę. Nauczył ją tańczyć, śpiewać, robić fikołki. Zrobił jej mały para solik i ubranko. Ćwiczył ją i ćwiczył, poświęcał jej cały czas. W końcu wyszedł na wolność i zabrał mrówkę ze sobą. Nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc poszedł do dobrej restauracji, by wreszcie coś porządnie zjeść. Ale nie miał pieniędzy. Podchodzi kelner: Słucham pana. Proszę pana, chciałbym zjeść coś naprawdę super, ale nie mam pieniędzy. Och, bardzo mi przykro. Ale zróbmy tak, da mi pan dobry obiad, a ja pana w zamian czymś zadziwię. Założę się, że pan tego jeszcze nie widział. No dobrze, niech będzie. Co to takiego? Proszę pana, niech pan popatrzy. Tu na stole jest mrówka. Kelner ściera mrówkę serwetą, mówiąc, o, najmocniej, przepraszam.
SPEAKER_03Chyba kiedyś było. On też ma potencjał. Ta pazora za potencjał.
SPEAKER_05Tak.
SPEAKER_03Trochę taka niedopieszczona jest sprawia.
SPEAKER_05Dopieszczona, ale ciężko też, wiesz co, ciężko mi. Tak a wista.
SPEAKER_03Nie, ale to ja nie do ciebie bym. Ale nie ja w ogóle mówię, że kieruje.
SPEAKER_05Jest tak, nie, bo nie znasz tego dowcipu, więc nie wiesz czego się spodziewać, nie wiesz, jak rozłożyć akcenty przysłowiowe. Tak, ale to jest sale też interesujące dla słuchaczy. Bo dowiaduje właśnie to jest ciekawe, że słuchacz jakby jest w naszej pozycji, że dowiaduje się razem z nami. Czym jest ten dowcip.
SPEAKER_03Tak, to jest interesujące.
SPEAKER_05Ciekawe, czy jest rozbieżność na przykład naszych reakcji z reakcjami?
SPEAKER_03Myślę, że wielokrotnie. Małgorzata straciła męża prawie 4 lata temu i nadal go opłakiwała. Jej córka namawiała ją ciągle, by wróciła do świata i zaczęła normalnie żyć. W końcu Małgorzata zgodziła się wyjść z kimś na randkę. Córka natychmiast zorganizowała jej faceta, żeby tylko matka się nie rozmyśliła. Poznali się, i po sześciu tygodniach facet zaproponował Małgorzacie wspólny weekend. Pierwszej nocy rozebrali się oboje. Małgorzata stanęła przed nim naga, z wyjątkiem pary czarnych koronkowych majtek, których nie zdjęła. On nagi, jak go Pan Bóg stworzył, spojrzał na nią i spytał. Dlaczego masz na sobie czarne majtki? Ona odpowiedziała: Możesz pieścić moje piersi, możesz dotykać każdą część mojego ciała, ale tam na dole noszę ciągle żałobę. Facet zrozumiał, że tej nocy nic z tego nie będzie. Następnej nocy przerabiałem ten sam scenariusz. Ona staje przed nim w czarnych majtkach, a oni są brany tylko we własną skórę. Z tym wyjątkiem, że założył czarną prezerwatywę. Małgorzata spojrzała na niego i pyta. Po co ci ta czarna prezerwatywa? Facet odpowiada. Chciałem złożyć moje najgłębsze gondolencje.
SPEAKER_04To śmieszny żart. Bardzo śmieszny. Owędy.
SPEAKER_05Pomysłowy dobromir taki trochę, tak? No dobrze to. Żona wraca z czasów w Bułgarii. Mąż pyta zdliwie. Ile tym razem zarobiłaś? Żona odpowiada rezolutnie. 1000 dolarów. Ja za ciebie nie dałbym nawet dolara.
SPEAKER_03Ja też więcej nie brałam. Ale piękny, piękny, naprawdę piękny. Głęboki szacunek dla tej kobiety. Pięknie go. No nie, no piękny, bo pięknie go załatwiła, bo ja zakładam może w swojej naiwności, że naprawdę była na wczasach. No tak, a ten nic złośliwym skurczybykiem. I pięknie zgasiła, jak peta.
SPEAKER_05No, to prawda.
SPEAKER_03No dobrze. To terio.
SPEAKER_05Teroty.
SPEAKER_03Facet kupuje garnitur, ale ten garnitur nie udał się krawcowi, a kupiec koniecznie chce wcisnąć bubla. To nie powinien być kupiec. Sprzedawca, właśnie facet kupuje garnitur. No widzicie Państwo, z czym się mierzymy? Jak my sobie znajdziemy dowcipy, to czasami je po prostu edytujemy, żebyście wy mogli zrozumieć o co chodzi.
SPEAKER_05Ale nie no, można powiedzieć kupiec też. Kupiec jako sprzedawca kiedyś.
SPEAKER_03No tak, ale to wydaje mi się mylące. Facet kupuje garnitur, ale ten garnitur nie udał się krawcowi, a ten chce koniecznie wcisnąć bubla.
SPEAKER_01Bardzo ładnie napadu leży.
SPEAKER_03No tak, ale na plecach jest jakaś fałda. O to się pan lekko pochyli. O! No teraz jest cudownie. No ale pod Pachą mnie teraz ubiera. To panu nie siera mnie! Jak dobrze. No ale na dole tak odstaje. To pan wypnie brzuch. O! Bardzo ładnie. Tak pan myśli? Co tu myśleć? Ja widzę. Elegancko pan wygląda. Gościu w eleganckim garniturze śmiga przez park, w którym na ławce siedzą dwie plotkary. Patrz pani, jakie nieszczęście! Powyginany człowiek idzie. Ale jak garnitur ładnie na nim leży. Zgrabny żart. Zgrabny.
SPEAKER_05Tylko powinien być zamiast po wyginany człowiek, no bo tam to już było powiedziane, że jest jakimś konkretną przed chorobą.
SPEAKER_03Z jakimś fajnego medina? No, może.
SPEAKER_05To ja losuję teraz. Żona do męża. Kochanie. Jaki lubisz kobiety? Ładne czy inteligentne? Ani jedna, ani drugie, tylko ty mi się podobasz.
SPEAKER_03Tak, znany, chyba kiedyś opowiedział. Nawet nie wiem, czy przeze mnie. No to teraz ja, no co mam zrobić. Pamiętam, że kiedy byłem mały, to mama zawsze mówiła jak bardzo jej przykro, kiedy na naszym oknie kuchennym rozbijały się wróble. Mam wrażenie, że nie była całkiem szczera. Gdyby naprawdę źle się stem czuła, to wystawiłaby karmik na zewnątrz.
SPEAKER_05O, jej były w środku. Przykra.
SPEAKER_04Okej.
SPEAKER_05Co tu robić, walczmy! Idzie policjant z psem, a znaciwka jakiś pijaczek. Co to za świnie prowadzisz na smyczku? To nie świnia to pies, poprawia policjant. Nie do ciebie mówię.
SPEAKER_03Tak myślałem. Tak, dobre. Dobre, zabawne. Małżeństwo 90 latów wybrało się do doktora. Najpierw wchodzi facet. Lekarz Petego jak minął mu dziś dzień. On na to wspania!
SPEAKER_07Bóg jak zwykle był dla mnie dobry. Gdy wszedłem dziś do kiba. Zapalił mi światło, a jak skończyłem, to zgasił.
SPEAKER_03Doktor pokiwał głową, dał tabletki i kazał wejść żonie. Powiedział, co przed chwilą usłyszał od jej męża, a ta momentalnie zerwała się z miejsca i biegnie w kierunku drzwi. Lekarz, zaraz, ale ja nie skończyłem z panią jeszcze. Co się stało?
SPEAKER_02Ten skór weset znowu nastał do lodówki.
SPEAKER_05Jak się zaśmiałeś.
unknownTak.
SPEAKER_05To śmiesznie też chyba było kiedyś, nie?
SPEAKER_03Chyba tak, ale zapomniałem o tym. To zabawne. Jak ta kobieta w tak podskokach biegnie. Tak, że. Rusza tam z tą leczą.
SPEAKER_05Ale jak można tak nasrać do lodówki? Otwierasz, rozumiem, wchodzisz. No, ale jak wchodzisz do lodówki. No, słuchaj.
SPEAKER_03Na wysokości. Ale co, chwała.
SPEAKER_05Dobrze. To teraz ja.
SPEAKER_03Proszek.
SPEAKER_05Zaczynamy. O, jakiś. Miał się odbyć pojedynek o mistrzostwo świata w boksie pomiędzy Amerykaninem a ruskim. Trener mówi do ruskiego. Musisz go wyczuć w dwóch pierwszych rundach. Rozumiesz? Aha. Gąk rozpoczyna się. Gąk rozpoczyna się pierwsza runda. Amerykanin od początku okłada ruskiego. Po gągu na przerwę ruski wraca do narożnika. Trener się pyta. Wyczułeś go? Nie, odpowiada ruski. Kolejny gąk, rozpoczyna się druga runda. Amerykanin dalej okłada ruskiego. Gąk na przerwę. Ruski wraca do narożnika. Tener pyta. No i co? Wyczułeś go?
SPEAKER_06No, odpowiada ruski.
SPEAKER_05On chce mnie zabić.
SPEAKER_03A ja byłem przekonany, że to jest ten żart, nie wytrzymam teraz mu naprawdę. Pamiętasz?
SPEAKER_05Tak, tak, tak.
SPEAKER_03Był taki dowci. A to nie ten. To trudno co zrobić.
SPEAKER_05O Jezus.
SPEAKER_03Nie, nie, nie, nie. No to musimy, wiesz, walczyć.
SPEAKER_05No walczymy, walczymy, ale co sobie powiedziałem tak pod nosem.
SPEAKER_03No właśnie, ale słyszałem. Paryż. W barze siedzi młody mężczyzna i dziewczyna. Koleżanka się spieszy? Zagaduje mężczyzna. Nie, koleżanka się nie spieszy. Przekornie odpowiada dziewczyna. Koleżanka napije się kawy? Tak? Napije się kawy. Koleżanka wolna? Mężka. Mężadka? A koleżanka może zadzwonić do domu i powiedzieć, że została zgwałcona w barze? Tak. Koleżanka może zadzwonić do domu i powiedzieć, że ją zgwałcili dziesięć razy. Dziesięć razy? Kolega się śpieszy? Tam to raczej nie żart, tylko powiedziałbym, to jest ekscytujący dialog.
SPEAKER_05Z jakiejś takiej sztuki w ogóle. Z niezłej sztuki, francuskiej sztuki o. Wydaje mi się, o starszym mężczyźnie i jakiejś młodej kobiecie. Jakiś pisać albo malarz i jakaś takia młoda? W świt.
SPEAKER_03Ach Łukaszu, Łukaszu. Losuję należy.
SPEAKER_05Przychodzi mysz do baru. Staje na progu i pyta się szeptembarmana.
SPEAKER_06Jest kot? Jest, ale śpi. To poproszę setkę i już uciekam.
SPEAKER_05Po chwili wraca.
SPEAKER_06Kot jeszcze śpi?
SPEAKER_05Ś.
SPEAKER_06Ej, to dalej mi jeszcze sedeczkę.
SPEAKER_05Mysz wypiła, otarła wąsy, czknęła.
SPEAKER_06Jeszcze raz sedaj i opuść kota.
SPEAKER_04Ale pięknie opowiedziałeś. Pięknie. Dziękuję.
SPEAKER_03Rewelacyjna mysz. Rewelacyjna mysz, naprawdę. Najlepsza mysz, jaką słyszałem w dowcipie. Ewer, serio. Świetna mysz. Bardzo ją polubiłem. Kibicowałem od pierwszej sety.
SPEAKER_05Dziękuję bardzo.
SPEAKER_03Do gabinetu seksuologa wchodzi nieśmiało młode małżeństwo. Proszę, siadajcie państwo, uśmiechnął się doświadczony lekarz, wskazujący na wygodne fotele. W czym mógłbym pomóc? Mamy poważne problemy ze współżyciem. Odparł onieśmielony młody żonkoś. A konkretniej, proszę, zagadnął zaintrygowany specjalista. No. Jest coś nie tak. Nie wiem, jak to opisać. To może pani będzie bardziej wylewna? Może prawdę mówiąc, już wszystko panu powiedział i ja się za bardzo krępuję, żeby wyjawić szczegóły. Niewinnie spuściła głowę i dyskretnie załopotała rzęsami. A w tej sytuacji musimy dokonać, jakby to powiedzieć, takiego rutynowego badania, rzekłbym. Wizji lokalnej, zaproponował seksuolog unosząc się z fotela. Poproszę państwa tu na kozetkę. Proszę przystąpić do, nazwijmy to, takiego najzwyklejszego, rutynowego według państwa stosunku. Ja sobie popatrzę. Moją obecnością, oczywiście, proszę się w ogóle nie krępować, w końcu jestem lekarzem. Chciałbym Państwu pomóc. Małżeństwo pośpiesznie zrzuciło z siebie ubrania. Nieśmiała panienka odważnie. Rzuciła się plecami na zimną kozetkę i przyjęła postawę wyczekującą. Męż owej panienki odważnie, bez chwili wahania, skoczył na nią i przystąpił do akcji. Oboje przejawili nagle niespotykaną wręcz aktywność. Panienka bardzo głośno wzdychała, krzyczała, w ekstazie drapała męża po plecach, a on parł do boju niczym zdrowy, wygłodniały ogier stękając tak intensywnie, że lekarz aż się upewnił, czaby na pewno w poczekalni nie ma już nikogo. Kozetka jeździła po całym gabinecie. Kobitka zawudziła coraz głośniej i coraz szybciej. Facecik ledwo za nią nadążał. Wyraźnie widać było nadchodzącą kulminację tego niezwykłego doświadczenia, i gdy już przyszedł czas, oboje wyjąć z rozkoszy znieruchomili. Facet usunął się powoli na małżonkę i tak trwali na tej rozklekotanej już kozetce niewinnie uśmiechając się do seksologa. Proszę Państwa, powiem szczerze, że nie rozumiem, na czym miałby polegać wasz problem. Według mnie wszystko było w jak najlepszym porządku. Może było nawet za dobrze, jak na tak młodej i pewnie nie za bardzo doświadczone małżeństwo muszę się zastanowić, poszukać takiego przypadku w moich notatkach jestem zaskoczony. Przepraszam, zapraszam jutro. Gdy parka pozbierała swoje rzeczy z podłogi, ubrała się i wyszła specjalista, chwycił za słuchawkę telefonu i wykręcił numer do kolegi po fachu w celu uzyskania konsultacji. Po krótkiej wymianie zdań ów kolega zapytał. Taka mała, bardzo atrakcyjna i bardzo nieśmiała szateczka, w którą nagle wstępuje diabeł, i żonkoś spisujący się jako kochanek wręcz bez zarzutu. No może trochę za bardzo niewyżyty, spytał kolega. Tak, tak, tak, tak. To bez wątpienia o nie, odparł zaskoczony lekarz. A nie przejmuj się. To byli nowakowie. Mają kawalerkę, dwoje dzieci, cienkie ściany i mało wyrozumiałek sąsiadów. Każdą dobrą okazję wykorzystają na szybki seks. U mnie u mnie kozetką potłukli szklankę z lekarstwami, szafkę z lekarstwami.
SPEAKER_05Dobry dowcip, pomysłowy. Tak, strasznie długi, strasznie długi, ale ciekawy i interesujący. No to chyba po ostatnim. Po ostatnim chyba tak. Gdzie to jest do losowania? Do stojącego na stacji kolejowej pociągu biegnie mężczyzna i modli się w myślach. Panie Boże, dodaj mi sił i spraw, abym zdążył na ten pociąg. Po chwili przewraca się jak długi, spogląda w niebo i z wyrzutem mówi. Ale nie musisz mnie popychać. Zrozumiałem ten dowciel. Ja też. Zrozumiałem swój błąd. No to los wylosował.
SPEAKER_03Los toaden błąd.
SPEAKER_05Dary losu.
SPEAKER_03Pewien facet przeczytał książkę o asertywności i postanowił ją wypróbować narzonie. Nie wrócił jak zazwyczaj zaraz po pracy do domu, tylko poszedł z kumplami na piwo. Około 19 puka do drzwi, żona mu otwiera on. Słuchaj, skończyło się babci sanie. Ja jestem teraz w tym domu panem, rozumiesz? Ja mówię, a ty zapierdalasz jasne. I teraz biegł się podasz mi kapciuszki obiadek, potem jest zimny schłodzone piwko i nie obchodzi mnie, skąd weźmiesz zimny, schłodzone piwko, potem się zdrzemnę, a wieczorem napuścisz mi wody do wanny. No i nie muszę chyba mówić, kto mnie popieli ubierze i uczeszę. No, kto? Zakład pogrzebowy ty skurwysynu!
SPEAKER_05Piękne. No, widzicie. Nie być dowcip na takim na feministycznych sztandarach.
SPEAKER_03Tak, to jest taki feministyczny sztandard dowcipny. Jak sami Państwo usłyszycie, widzicie, doświadczacie. Opowiadanie dowcipów to nie jest tylko impreza i narkotyki.
SPEAKER_05Tak, to nie jest też łatwy kawałek krapi.
SPEAKER_03To jest często orka na ogórze.
SPEAKER_05Tak, orka z Majorki.
SPEAKER_03Orka z Majorki. Więc, żeby jeszcze powiedziałbym, podresować dzisiejszy odcinek. Czas nautorski słucha.
SPEAKER_05Przepraszam, przysnąłem byłem. The real boing Grow. Broin. Bro in gro, bro.
SPEAKER_03To jest twój autorski dowcip?
SPEAKER_05Nie. To jest tego pana, który nam napisał. Okej. Nazywa się tak The real, bro. Jak to przeczytać?
SPEAKER_03The real broing, bro. The real broing, bro.
SPEAKER_05The real broing bro, bro.
SPEAKER_03The real broing, bro.
SPEAKER_05The real wry, bro. Pan jest z Teksasu chyba. Autorski suchar, ale tragiczny. Tak. Czym różni się gęź od czasem? Nie wiem. Gęź pływa, a czasem lata.
SPEAKER_03Nie wiem, czy to jest tragiczny. Nie śmieszy. Zobaczmy.
SPEAKER_05No i tyle na dziś. W sensie sucharów.
SPEAKER_03To dzisiaj ja zacznę od autorskiego, bo w poprzednim odcinku ty zacząłeś. Tak. Jak nazywa się. Odwarzacz muzyczny w telefonie faceta. Gramyfon.
SPEAKER_05Jak? Grammon. Ja mam dwa, bo myślę, że dwa tragiczne zrobią jeden.
SPEAKER_04Dobra.
SPEAKER_05Jak się nazywa? Z dużym nosem. Nie wiem. Cyganodem. Ale mam drugi. Jaki jest ulubiony klub piłkarski nefrologów. Nie wiem. Lecherka.
SPEAKER_03To jest dobre. Lechka. Dobra. Lechjanerka. Niezłe.
SPEAKER_05To jest złe. Miał taki zespół ten pan Klaus Midwoch. Jezu, jak się cieszę z tych króciutkich wskrzeszeń, kiedy pełną kieszeni znowu mam.
SPEAKER_03Piękne. Nie wiem co powiedzieć. Ja właśnie. Co?
SPEAKER_05Że słyszymy się za tydzień. Słyszymy się za tydzień.
SPEAKER_03I że życzymy Państwu dobrego tygodnia i pogody duch. Słyszymy się za tydzień. To już powiedziałem. Powtarzam to raz jeszcze, bo ktoś mógł zapomnieć.
SPEAKER_05Jak ktoś mógł zapomnieć jeszcze, że może nam kupić kapę, to niech sobie przypomni.
SPEAKER_03Tak, żeby być sponsorem kolejnego odcinka i w ogóle wspierać nas w naszym twórczym procesie. Skrzyczania kultury, opowiadania dowcipów.
SPEAKER_05Tak jest.
SPEAKER_03A kto nas słyszy po raz pierwszy, albo po raz wtóry.
SPEAKER_05Niech się nie martwi, bo ten odcinek to było losowanie.
SPEAKER_03I to tak będzie jeszcze. Więc myślę, że się nikt nie martwi. Myślę szczerze, że my się martwimy najbardziej. Zupełnie nieprawda. No tak. Więc dodajcie nas do obserwu. Obserwujcie nas.
SPEAKER_05Cześć! Cześć!