Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam

Odkładanie problemu na później

Dorota Czyszczonik Season 1 Episode 28

Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.

0:00 | 13:12

Tekst autorstwa Doroty Tu i Tam skupia się na negatywnych skutkach prokrastynacji w sferze emocjonalnej i duchowej, ostrzegając przed unikaniem trudnych decyzji. Autorka posługuje się metaforą patyka zamieniającego się w głaz, aby zobrazować, jak drobne problemy z czasem urastają do barier niemożliwych do pokonania. Publikacja zachęca do bieżącego konfrontowania się z trudnościami zamiast ucieczki w pozorny spokój, który w rzeczywistości tłumi potrzeby duszy. Opisana historia rozpadającej się relacji służy jako przykład tego, jak lęk przed zmianą prowadzi do wewnętrznego pancerza i fizycznego wycieńczenia. Ostatecznie źródło apeluje o uważność i działanie, zanim odłożone konflikty zamanifestują się w ciele jako choroby lub wyzwania o skali nieosiągalnych szczytów. Szybsze podjęcie wyzwań pozwala na autentyczny rozwój, wolny od ciężaru narastających przez lata zaległości.

Zapraszamy na blog: Dorota Tu i Tam

SPEAKER_00

Witaj w przestrzeni Dorotyczyszczonik. Słowa z bloga Dorota Titan odnajdują swój głos. Usiądź, poczuj i posłuchaj. Zapraszam na ucztę dla Twojej duszy.

SPEAKER_01

No nie wiem, stosnieopłaconych rachunków leżących na rogu biurka.

SPEAKER_02

Albo ta nieszczęsna sterta ubrań na krześle, która powoli zaczyna przypominać jakąś abstrakcyjną rzeźbę.

SPEAKER_01

O właśnie, widzimy to, znamy kształt, znamy rozmiar i wagę tego problemu. No i co trzeba zrobić, żeby to po prostu zniknęło?

SPEAKER_02

Tak, bo fizyczny bałagan jest mega łatwy do zidentyfikowania. Nasz umysł potrafi go bezbłędnie skategoryzować, ocenić skalę zniszczeń no i ostatecznie zmusić ciało do działania.

SPEAKER_01

Bierzemy gąbkę, myjemy te naczynia i po sprawie. Problem znika.

SPEAKER_02

Ale dzisiaj w ramach naszej wnikliwej analizy wchodzimy na zupełnie inny poziom, bo bierzemy na tapet tekst z bloga Dorota tu i tam.

SPEAKER_01

Tak, artykuł zatytułowany Odkładanie problemu na później. I od razu powiedzmy sobie jasno: misją naszego dzisiejszego spotkania w ogóle nie jest rozmowa o obowiązkach domowych. Co się dzieje, gdy wkraczamy w sferę naszych wewnętrznych przeżyć? Nagle ta ogromna sterta staje się całkowicie niewidzialna. I tu pojawia się no gigantyczna pułapka.

SPEAKER_02

Ponieważ skoro czegoś nie widać, to przecież można niesamowicie łatwo udawać, że tego w ogóle tam nie ma.

SPEAKER_01

Prawda, przechodzimy obok tego wymyślonego stosu każdego dnia, starannie odwracając wzrok i gwiżdżąc pod nosem, jakby nigdy nic. Często mówimy sobie, cytuję: odłożę to na później. W tej chwili to po prostu dla mnie za dużo.

SPEAKER_02

Brzmi tak niewinnie, a w istocie to jest definicja emocjonalnego unikania. Konstruujemy taki potężny, skomplikowany mechanizm obronny.

SPEAKER_01

Wmawiamy sobie, że zajmiemy się sprawą, gdy tylko pojawią się te słynne, sprzyjające okoliczności.

SPEAKER_02

O właśnie, kiedy będziemy mieli więcej czasu, więcej pieniędzy czy po prostu lepszy nastrój.

SPEAKER_01

Ale te idealne okoliczności jakoś dziwnym trafem nigdy nie nadchodzą, prawda?

SPEAKER_02

Nigdy. I to jest ten fascynujący mechanizm. Zanim jednak przejdziemy do tego, jak te problemy rosną, to musimy zrozumieć, dlaczego my w ogóle decydujemy się je ignorować. Co dokładnie dzieje się w głowie w tym łamku sekundy, gdy mówimy, no nie dzisiaj.

SPEAKER_01

Właśnie. Z artykułu wylonia się świetne pojęcie, o którym autorka pisała też wcześniej, tak zwane przeszkadzajki.

SPEAKER_02

Przeszkadzajki.

SPEAKER_01

To te wszystkie drobne, takie irytujące z pozoru sytuacje, które skutecznie hamują nasz pęd do zmiany. Ale bądźmy szczerzy, my je sami kreujemy. Zbliża się trudna rozmowa z partnerem, a my nagle czujemy nieodpartą potrzebę posortowania przypraw kuchni alfabetycznie.

SPEAKER_02

Te przeszkadzajki to nic innego jak wentyle bezpieczeństwa. I tu pojawia się ciekawe zderzenie z takimi popularnymi teoriami produktywności.

SPEAKER_01

Masz na myśli na przykład to słynne zjedz te żabę?

SPEAKER_02

Dokładnie tak. W teorii brzmi świetnie.

SPEAKER_01

No, w teorii tak. Mam ciężki raport do napisania, siadam o ósmej, połykam żabę i o dziesiątej czuję się jak mistrz świata. Ale autorka tekstu bardzo brutalnie przypomina, że rzeczywistość emocjonalna bywa dużo trudniejsza.

SPEAKER_02

Bo połknięcie emocjonalnej żaby, na przykład przyznanie przed samym sobą, że praca wysysa z nas duszę, to nie jest odhaczenie zadania.

SPEAKER_01

O rany, zdecydowanie nie, to pociąga za sobą lawinę, prawda. Trzeba zmienić pracę, zaktualizować Siwi, podjąć ogromne ryzyko.

SPEAKER_02

Umysł widzi ten wielki ciąg przyczynowo-skutkowy i natychmiast, absolutnie natychmiast, wciska hamulec awaryjny, zamiast tego wybieramy to, co potocznie nazywamy świętym spokojem.

SPEAKER_01

No właśnie, święty spokój, tylko tu czytając ten tekst, zastanawiałem się, czy to, co my tak dumnie nazywamy życiowym spokojem, to w wielu przypadkach nie jest po prostu taka tchórzliwa ucieczka przed bólem.

SPEAKER_02

I przed nieuniknioną zmianą. Oczywiście odpoczynek jest super ważny. Ale my mówimy tu o sytuacji, gdy spokój staje się permanentnym stanem unikania.

SPEAKER_01

Użyjmy tej obrazowej analogii, która przewija się w związku z tym tematem. Wyobraźmy sobie nieprzeczytane maile w korporacji. Przychodzi trudny, konfliktowy mail od klienta.

SPEAKER_02

I co robimy? Możemy go zignorować i pójść na kawę. Oznaczamy jako nieprzeczytane, zamykamy laptopa, pełen spokój.

SPEAKER_01

Jasne, tylko że ten mail sam z siebie nie wyparował, serwer go nie usunął. Ba ten klient pewnie już pisze kolejnego, tym razem do naszego szefa. Pożar sam nie zgaśnie.

SPEAKER_02

Więc dlaczego w życiu naiwnie oczekujemy, że nasze życiowe lekcje czy nierozwiązane relacje po prostu rozpłyną się w powietrzu, bo zamknęliśmy oczy. Dusza nie szuka drogi na skróty.

SPEAKER_01

To uderza w punkt. Nasza psychika nie ma takiego folderu spam, który opróżnia się automatycznie co miesiąc.

SPEAKER_02

Stanowisko autorki jest tu bardzo jasne. Rozwój zawsze wymaga ruchu, stanie w miejscu, to po prostu iluzja, która zużywa gigantyczne ilości naszej energii tylko po to, żeby utrzymać te mury obronne. Blokuje to nam pełniejsze życie.

SPEAKER_01

Dobrze, skoro już wiemy, że ta ucieczka nie przynosi prawdziwego spokoju, to przyjrzyjmy się temu, co dokładnie dzieje się z tym problemem w cieniu, gdy odwracamy wzrok.

SPEAKER_02

W materiale źródłowym jest użyta kluczowa metafora, która idealnie obrazuje tę transformację przeszkody. Zaczyna się od małego patyka.

SPEAKER_01

Mały patyk na drodze.

SPEAKER_02

Dokładnie tak, leży na ścieżce i to jest ten pierwszy delikatny sygnał, że coś zgrzyta. Jakiś pierwszy niemiły komentarz od znajomego. Można ten patyk po prostu podnieść, odrzucić, minimalne koszty energetyczne. Ale my tego patyka nie ruszamy, przechodzimy nad nim, żeby nie psuć atmosfery. No i wtedy ignorowany patyk staje się kłodą.

SPEAKER_01

A tę kłodę trudniej ominąć.

SPEAKER_02

O wiele trudniej. A z czasem, jeśli nadal nic z tym nie zrobimy, ostatecznie zamienia się w wielki gaz. I tu się zaczyna prawdziwy dramat, bo głazu nie da się już tak po prostu przesunąć na bok.

SPEAKER_01

Trzeba go brutalnie rozkruszyć.

SPEAKER_02

Właśnie, a to oznacza zmaganie się z ostrymi odłamkami, które mogą nas pokaleczyć. Taka konfrontacja pochłania dramatycznie więcej czasu, energii niż czy relacje.

SPEAKER_01

Podrzucę tu własną analogię, bo ta transformacja patyka w głaz kojarzy mi się z czymś bardzo domowym. Zastanawiam się, czy to nie jest dokładnie ten sam mechanizm co zignorowanie delikatnie pękniętej rury w piwnicy.

SPEAKER_02

O, to świetny przykład. Mała kropla.

SPEAKER_01

Tak, kap, kap. Wystarczyłoby zejść, zakręcić zawór, za grosze wymienić uszczelkę. Ale my nie mamy czasu, udajemy, że jest OK.

SPEAKER_02

A woda drąży: miesiąc, dwa i wilgoć powoli podmywa fundamenty całego domu. Pojawia się pleśń.

SPEAKER_01

Aż nagle schodzimy do piwnicy i woda stoi po kostki. I to jest to, co autorka tak mocno podkreśla: dusza nie chce dźwigania całego stosu zaległości. Fundamenty gniją, gdy pozwalamy na takie ciągłe kapanie.

SPEAKER_02

Dlatego w artykule jest taka zachęta, by zajmować się sprawami na bieżąco. Pojawia się przykład powiedzmy, spotkania z kimś, ktogo obecność bardzo nas męczy.

SPEAKER_01

Tak zwana grzecznościowa kawa, prawda?

SPEAKER_02

Autorka sugeruje, że jeśli kogoś boli obecność danej osoby, to nie powinien się z nią spotykać tylko dlatego, że tak wypada? Zamiast tego trzeba sprawdzić, jaką lekcję ta sytuacja dla nas nies.

SPEAKER_01

Dobrze, zdiagnozowaliśmy te straszne konsekwencje. Skoro to czekanie prowadzi do takiego zniszczenia, do rozbijania wielkich głazów gołymi rękami, pojawia się bardzo naturalne pytanie.

SPEAKER_02

Dlaczego wciąż to robimy?

SPEAKER_01

Dokładnie, dlaczego do diabła uparcie sabotujemy samych siebie?

SPEAKER_02

Bo pod spodem ukryty jest strach. Ogromny, paraliżujący strach. W tekście znajdziemy konkretną, bardzo poruszającą historię, która to ilustruje. To opowieść o pewnej parze.

SPEAKER_01

A tak, pamiętam ten fragment.

SPEAKER_02

Oni od miesięcy wiedzą, że ich relacja się wypaliła. Czują to, widzą to w spojrzeniach, ale uparcie ze sobą nie rozmawiają. I zaczyna się produkcja wymówek.

SPEAKER_01

Bo są wspólne plany rodzinne, wspólne biznesy, co pomyślą inni, prawda?

SPEAKER_02

Właśnie. Autorka wskazuje na energetyczne skutki takiego stanu. Ten człowiek buduje wokół siebie potężny pancerz, zamyka się w takiej no wąskiej studni.

SPEAKER_01

Wąska studnia, mocne słowa.

SPEAKER_02

Tak, w której się po prostu ukrywa, wypowiada mechanicznie słowa, wiesz, jakoś sobie radzę, podczas gdy fizycznie ciało ledwie się trzyma, a dusza krzyczy z bólu.

SPEAKER_01

To jest fascynujący wręcz paradoks ludzkiego umysłu. Zauważmy, jak potrafimy zamaskować ten strach. Używamy argumentów o rodzinie czy biznesie jako żelaznej tarczy.

SPEAKER_02

Bo to brzmi niezwykle racjonalnie dla otoczenia.

SPEAKER_01

Jasne. I tu się rodzi moje pytanie do tej koncepcji, jak to w ogóle jest możliwe, że my potrafimy na co dzień funkcjonować w takim totalnym rozkroku. Z jednej strony ta krzycząca z bólu dusza, a z drugiej taki chłodny, racjonalizujący umysł.

SPEAKER_02

Analizując materiał można połączyć te kropki w jeden wniosek. To odkładanie jest w istocie naiwnym czekaniem, aż sytuacja ułoży się sama. Ten rozkrok to próba zachowania kontroli, ale konkluzja tekstu jest bezlitosna, że odkładana decyzja i tak wraca. Wraca ze zdwojoną siłą, z podwójnym bólem i znacznie większym ciężarem. Straty są po prostu nieporównywalnie większe niż gdyby podjęto decyzję od razu.

SPEAKER_01

Znając już te destrukcyjne mechanizmy odkładania emocjonalnego, czas przeanalizować receptę na przerwanie tego cyklu, czego dowiadujemy się o wyjściu z tej wąskiej studni.

SPEAKER_02

Autorka podaje bardzo konkretne kroki, przede wszystkim radzi, by się fizycznie zatrzymać. I zapisać.

SPEAKER_01

Czyli taka materializacja problemu na papierze.

SPEAKER_02

Dokładnie tak, zapisać, co właściwie chcemy powiedzieć, komu musimy to przekazać i dlaczego. Ale to dopiero pierwszy krok. Najważniejszy element tej koncepcji jest znacznie głębszy. Należy zobaczyć w tym procesie swój własny strach.

SPEAKER_01

Przyznam szczerze, że kiedy czytałem ten fragment o traktowaniu strachu jak małego dziecka, mój wewnętrzny pragmatyk był trochę zafascynowany, ale i zdziwiony. Zazwyczaj jesteśmy uczeni walki ze strachem, prawda, walczymy z nim jak z wrogiem, bierzemy byka za rogi.

SPEAKER_02

Zgadza się, kultura nakazuje nam bycie twardym, ale autorka zauważa, że tylko po utuleniu tego lęku, po zaopiekowaniu się nim wyzwania przestają być potworami, stają się po prostu kolejnym małym krokiem, wolnym od tej całej zbędnej morderczej analizy.

SPEAKER_01

Pojawia się tam to piękne zdanie, że wejście na nasze życiowe kad dwa może się nagle okazać po prostu podniesieniem kolejnego małego patyka. Zamiast wyprawy chimalejskiej mamy zwykły krok.

SPEAKER_02

To jest kwintesencja tego podejścia. Kluczem jest rozbrojenie tych nadmiernych emocji i na koniec pojawia się bardzo ważne, wręcz fizjologiczne ostrzeżenie.

SPEAKER_01

A, tak, ten fragment o ciele.

SPEAKER_02

Dokładnie. Szybkie radzenie sobie z tymi drobnymi przeszkodami to nie jest tylko psychologia. Autorka ostrzega, by zająć się tym, zanim te odłożone decyzje zamienią się w naszym ciele w masę konfliktów objawiających się pod postacią choroby. Ratujemy naszą fizyczność przed poważniejszymi konsekwencjami.

SPEAKER_01

Przyszliśmy naprawdę długą drogę, zaczynając od zdemaskowania tej iluzji świętego spokoju, który okazał się zwykłym unikaniem. Tak, przez to bolesne, konieczne rozkruszanie głazów ucieczki i naszą przeciekającą rurę w piwnicy, aż wreszcie do tej konieczności opieki nad własnym strachem niczym nad zagubionym dzieckiem.

SPEAKER_02

Warto o tym pamiętać, bo uświadamia to jedno, każdy z nas bez wyjątku nosi w sobie jakiś niewidzialny patyk.

SPEAKER_01

Jakiś problem, nad którym codziennie, regularnie przeskakujemy.

SPEAKER_02

I liczymy, że sam zniknie, a dzisiejsza wiedza udowadnia, że ten patyk właśnie po cichu zamienia się w kłodę.

SPEAKER_01

Skoro wiemy już, że nasze ciała magazynują te wszystkie niepodjęte decyzje niczym fizyczny ciężar, ciężar, który prowadzi do stanów zapalnych i chorób. Właśnie. To czy powszechne w dzisiejszym świecie poczucie takiego chronicznego zmęczenia i totalnego wypalenia naprawdę wynika tylko z nadmiaru pracy i pędu życia, warto się nad tym zastanowić. Bo może to jest po prostu ten potężny, przygniatający ciężar tych wszystkich trudnych rozmów, których tak panicznie i tak konsekwentnie unikamy.

SPEAKER_02

Dziękujemy za dzisiejsze spotkanie.

SPEAKER_00

Do usłyszenia. Dziękuję ci za wspólnie spędzony czas. Niech to, co usłyszałeś, pracuje w tobie łagodnie. Jeśli czujesz, że ta treść może kogoś wesprzeć, podaj ją dalej. Zapraszam Cię też do subskrypcji. Powodzenia w odkrywaniu własnej prawdy. Do usłyszenia!