Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam

Przeszkody na drodze do zmian

Dorota Czyszczonik Season 1 Episode 34

Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.

0:00 | 17:06

Tekst analizuje psychologiczne i duchowe wyzwania towarzyszące procesowi wprowadzania życiowych zmian oraz mechanizmy, które nas przed nimi powstrzymują. Autorka opisuje zjawisko „przeszkadzajek”, czyli wątpliwości i lęków, które paraliżują działanie, prowadząc do wewnętrznego konfliktu między potrzebami duszy a oporem umysłu. Zaniechanie koniecznych transformacji ukazane jest jako źródło somatycznego bólu oraz emocjonalnego wyczerpania, co potwierdzają przytoczone w komentarzach osobiste historie czytelników. Źródło zachęca do porzucenia nadmiernej analizy na rzecz zaufania intuicji, porównując naturalny cykl ludzkiego rozwoju do rytmów przyrody. Całość stanowi refleksję nad wagą autentyczności i odwagi w podejmowaniu decyzji, które uwalniają od toksycznych sytuacji i pozwalają na odzyskanie wewnętrznej równowagi.

Zapraszamy na blog: Dorota Tu i Tam

SPEAKER_00

Witaj w przestrzeni Dorotyczyszczonik. Słowa z bloga Dorotuitam odnajdują swój głos. Usiądź, poczuj i posłuchaj. Zapraszam na ucztę dla Twojej duszy.

SPEAKER_02

To jedno z tych uczuć, które chyba każdy z nas doskonale zna. Wyobrajź sobie taki wiersz, stanie na wysokiej trampolinie tuż nad taflą wody w basenie.

SPEAKER_01

Mięśnie napięte?

SPEAKER_02

Dokładnie. Idealnie przygotowane do skoku. Intuicja z jakimś takim absolutnym przekonaniem podpowiada nam, żeby skakać, bo woda jest świetna. I wiesz, co się dzieje?

SPEAKER_01

Włącza się mózg.

SPEAKER_02

Właśnie dokładnie w tym ułamku sekundy, dosłownie ułamek milimetra przed krawędzią, nasz mózg nagle zupełnie znikąd zaczyna gorączkowo obliczać prędkość wiatru.

SPEAKER_01

Gęstość wody, prawda?

SPEAKER_02

I zamiast skoku pojawia się po prostu całkowity paraliż.

SPEAKER_01

Można powiedzieć, że system operacyjny zgłasza błąd krytyczny tuż przed wykonaniem tej najważniejszej komendy.

SPEAKER_02

I to jest nasz główny temat na dzisiejsze spotkanie.

SPEAKER_01

Będziemy opierać się na rewelacyjnym tekście z bloga Dorota, tu i tam, to jest artykuł zatytułowany Przeszkody na drodze do zmian. Ten tekst, zwłaszcza jak się go połączy z tymi niesamowicie mocnymi momentami wręcz wstrząsającymi historiami czytelników zostawionymi w komentarzach.

SPEAKER_02

O tak, te komentarze to jest po prostu kopalnia wiedzy.

SPEAKER_01

Dokładnie. To wszystko obnaża to, jak nasz własny umysł potrafi sabotować naszą intuicję. Bo kiedy nasze wnętrze, czy też jak autorka to ładnie określa dusza, mówi wyraźne chce inaczej, no bo obecna sytuacja zaczęła nas fizycznie boleć, to my w świecie zewnętrznym nie robimy absolutnie nic. Zatrzymujemy się w martwym punkcie, zgadza się.

SPEAKER_02

Naszą misją w tej dzisiejszej analizie jest po prostu rozłożenie tego na czynniki pierwsze, zrozumienie, dlaczego czekamy w nieskończoność na ten mityczny, wiesz, idealny moment, który nigdy nie nadchodzi?

SPEAKER_01

Nigdy.

SPEAKER_02

W tekście autorka używa takiego bardzo trawnego pojęcia na te mechanizmy obronne umysłu. Nazywa je przeszkadzajkami. To te takie ciche, uporczywe pytania brzęczące gdzieś tam z tyłu głowy.

SPEAKER_01

Co jeśli ktoś mnie źle zrozumie, albo czy to w ogóle jest dobry czas na takie rewolucje?

SPEAKER_02

O właśnie! Dlaczego teraz, a nie powiedzmy, poczekałem do przyszłego roku? I pojawia się tam genialne porównanie tego całego procesu do matematyki.

SPEAKER_01

Bardzo trafne zresztą.

SPEAKER_02

Prawda? Tak jak z łatwością możemy wziąć dowolną liczbę i rozłożyć na te czynniki pierwsze, tak my bierzemy naszą taką gotową decyzję i sztucznie rozkładamy na tysiąc drobnych wątpliwości. Tak, bierzemy w pełni sprawny mechanizm, rozkręcamy go na śrubki, a potem po prostu rozkładamy bezradnie ręce, zszokowani, że całość jakoś nie potrafi ruszyć z miejsca.

SPEAKER_01

I zostajemy z taką garścią niepotrzebnych części, wmawiając sobie w duchu, że przecież przynajmniej dokładnie zbadaliśmy sprawę, przeanalizowaliśmy wszystko.

SPEAKER_02

Ale wiesz co, spróbujmy na to spojrzeć przez chwilę chłodnym okiem. Zadam ci takie trochę sceptyczne pytanie. Bo zanim tak całkowicie potępimy ten nasz analizujący umysł, to czy on po prostu nie próbuje nas chronić?

SPEAKER_01

No tak, ewolucja.

SPEAKER_02

No właśnie, z perspektywy przetrwania to brzmi jak doskonały system ratunkowy. Rozkładanie problemu na części, analizę ryzyka, to przewidywanie najgorszych scenariuszy to przecież fundamenty jakiegoś racjonalnego podejścia. Umysł robi swoją robotę, chroni nas przed błędem. Więc dlaczego autorka tekstu twierdzi, że to nam właściwie szkodzi?

SPEAKER_01

Fascynujące jest tutaj to, że całe to ewolucyjne tło zupełnie, ale to zupełnie przestało pasować do naszych dzisiejszych realiów. Bo wiesz, dogłębna analiza ryzyka była kluczowa, żeby ocenić, czy ten szelest w krzakach to tylko wiatr, czy może głodny tygrys szablozębny. Błąd w ocenie oznaczał śmierć. Umysł po prostu musiał zaprogramować się na generowanie czarnych scenariuszy.

SPEAKER_02

Jako formy najwyższej ochrony, jasne.

SPEAKER_01

Ale problem w tym, że dzisiaj nasz układ nerwowy traktuje perspektywę trudnej rozmowy z partnerem, zmiany, pracy czy przeprowadzkę dokładnie tak samo jak tego tygrysa. Generuje ten sam gigantyczny stres i wymusza niekończące się analizowanie.

SPEAKER_02

Czyli zamiast działać, my tak siedzimy i w nieskończoność rysujemy sobie w głowie plany ewakuacji?

SPEAKER_01

Tak, i to tworzy niesamowicie niebezpieczną, wiesz, wyrafinowaną wręcz iluzję działania. Tworzymy tabelki za i przeciw, planujemy, dzielimy włos na czworo, a autorka uderza tu w samo sedno - pyta: jeśli coś jest już pełne, dojrzałe i kompletnie gotowe do ruchu, to po co na siłę próbujemy to rozdrabniać?

SPEAKER_02

Czyli wymyślamy sobie problemy?

SPEAKER_01

Tak, dusza podpowiada nam, gdzie nam dobrze, a z jakiej przestrzeni po prostu już dawno wyrośliśmy. Racjonalny umysł, woli jednak generować wymówki, żeby zatrzymać nas w strefie komfortu, ignorując zupełnie fakt, że ta strefa dawno zaczęła być ciasna i nas dusi.

SPEAKER_02

To przeciąganie decyzyjności w czasie to nie jest, wiesz, tylko taka niewinna gimnastyka umysłowa, bo rachunek za to czekanie rośnie z każdym dniem. I tu płynnie przechodzimy do biologii tego procesu, zaraz zrobi się naprawdę ciekawie.

SPEAKER_01

Biologia nigdy nie kłamie.

SPEAKER_02

Dokładnie. Napięcie pomiędzy gotowością do skoku a staniem na krawędzi samo nie zniknie. Kiedy umysł zamyka nas w tej pułapce wiecznej analizy, ten konflikt musi znaleźć ujście. Jak psychika odmawia działania, to polem bitwy staje się nasz organizm. Ciało płaci za to uwięzienie.

SPEAKER_01

I to ciało w końcu wystawia konkretny rachunek. Autorka w tekście ma takie wyjątkowo ostre ostrzeżenie. Że im dłużej tkwi się w tym zamrożeniu, tym dłuższy i boleśniejszy będzie proces powrotu do równowagi, uzdrowienia. Kiedy permanentnie zmuszamy się do trwania w niewygodnej sytuacji, nasz układ współczulny ciągle pracuje.

SPEAKER_02

Ten od reakcji walcz lub uciekaj, prawda?

SPEAKER_01

Dokładnie ten. Zobacz, nasze tkanki nieustannie zalewane kortyzolem, czyli hormonem stresu. To napięcie nie może trwać w nieskończoność, więc w końcu zmienia się w chorobę, w takie chroniczne zmęczenie, w smutek.

SPEAKER_02

W tekstach z komentarzy mamy idealne i bardzo wstrząsające dowody na to, choćby historia asi.

SPEAKER_01

O tak, Asia to jest doskonały przykład.

SPEAKER_02

Asia z komentarzy opisuje sytuację, w której uświadamia sobie, że musi powiedzieć w sumie zaledwie jedno zdanie, żeby zmienić swoje życie i odciąć się od jakiejś relacji. Zwykłe zdanie, i co robi?

SPEAKER_01

Odkłada na jutro: dzisiaj jeszcze nie jestem gotowa.

SPEAKER_02

Odpala ten mechanizm, a koszt przychodzi natychmiastowo. Fizyczna reakcja była drastyczna. Następnego dnia budzi się z przeszywającym bólem brzucha, potężnym uciskiem w klatce piersiowej bóle pleców, barków i za nią bezsenna noc. Uderzenie somatyczne po prostu natychmiastowe.

SPEAKER_01

Bo dla duszy nie ma odkładania w czasie, to jest w ogóle niesamowicie trafne spostrzeżenie Asi w tym komentarzu.

SPEAKER_02

A skoro mówimy o takich próbach negocjowania warunków tej zmiany, no to musimy przytoczyć historię Adama. Tu mamy trochę inny mechanizm oporu.

SPEAKER_01

Zgadza się, historia Adama to jest taki przypadek, gdzie decyzja już zapadła, ale on próbował świadomie i celowo spowalniać.

SPEAKER_02

Dlaczego?

SPEAKER_01

Z lęku. Bał się, że otoczenie go nie zrozumie, bał się, że to uderzenie rani innych ludzi. Naiwnie wierzymy, że jak zwolnimy tempo, to to zadziała jak jakaś miękka poduszka powietrzna dla innych.

SPEAKER_02

A potem Adam sam napisał, że zwalnianie jest raniące dla wszystkich. Że udawanie, że wolniej mniej boli, to jest po prostu wielka pułapka. To jest idealnie tak, jakby kierowca w samochodzie o ogromnej mocy wciskał pedał gazu z całej siły w podłogę. Silnik wyje, rwie do przodu, bo to jest tak gotowość duszy na zmian. Ale jednocześnie lewą nogą z całej siły wciska hamulec, bo umysł każe uważać. Co się dzieje z samochodem?

SPEAKER_01

Karoseria drży, a auto ani drgnie.

SPEAKER_02

Auto stoi w miejscu, energia nigdzie nie uchodzi, paliwo płonie, a silnik po prostu zaraz musi się zatrzeć. Nasze ciało to jest ten silnik. Ono w końcu tego nie zniesie.

SPEAKER_01

No właśnie. Dorota świetnie odpowiada Adamowi w komentarzu, że żeby ruszyć z miejsca, potrzebujemy kogoś z boku. Kogoś, kto nie będzie bawił się w dyplomację, kto po prostu nam powie najtrudniejszą prawdę w twarz. Taki przysłowiowy, zimny prysznic.

SPEAKER_02

Kopa na otrzeźwienie.

SPEAKER_01

Otóż to kopa na otrzeźwienie. To wystarczy, żeby przebić ten lęk i zauważyć, że unikanie po prostu nie działa.

SPEAKER_02

A co jeśli takiego otrzeźwienia brakuje przez lata? Przejdźmy teraz do absolutnie ekstremalnego studium przypadku z tych materiałów, bo to jest moment, kiedy presja osiąga po prostu absolutny zenit. Wyobraźmy sobie marzec 2020 roku. Patrząc z boku, życie to po prostu bajka. Jest super dom, dobra praca, samochód, poukładane relacje.

SPEAKER_01

Pełen obrazek sukcesu.

SPEAKER_02

Ale od wewnątrz to wyglądało strasznie. Pisze wprost, używa słowa tonęłam. Przez lata w głowie krzyczała jedno słowo: odchodzę. Ale na zewnątrz, uśmiech i stanie w miejscu. Jak myślisz, jaki rachunek wystawiło ciało za te lata kupowania sobie komfortu czekania?

SPEAKER_01

Z tego co wymieniała w komentarzu, ten bilans był druzgocący.

SPEAKER_02

Potężny, niekontrolowany spadek wagi, zapalenia tchawicy i oskrzeli uwaga, po trzy razy w roku. Systemowy kryzys.

SPEAKER_01

A to znowu z perspektywy biologicznej nie jest przypadek. Wysoki, stale utrzymywany poziom cortyzolu zrujnował jej układ odporności. To zapalenie oskrzeli to klasyczny dowód utraty odporności, a gózki to sygnał, że komórki nie nadążają z regeneracją.

SPEAKER_02

I w końcu tama pęka. Poranek jak każdy inny, jej partner wychodzi do pracy i z wielkim impetem uderza drzwiami, zamykają się z hukiem. Zwykły trzask drzwi. Kiedy wraca wieczorem, pyta, o co chodziło, zapada cisza. I w tej ciszy Barbara wybucha. Przełomowy moment wypowiada na głos to, co tłumiła. Mam dość, odchodzę, ja już nie mam czasu. Ale tu robi się absolutnie fascynująco, ona decyduje się na ten krok w obiektywnie historycznie najgorszym możliwym momencie nowożytnego świata.

SPEAKER_01

Sam początek pandemii, marzec 2020.

SPEAKER_02

Dokładnie. Początek pandemii: ludzie w panice wykupują papier toaletowy, urzędy zamykane na kłódki, groźba upadku gospodarki, a ona ma dwójkę dzieci.

SPEAKER_01

A mimo to podejmuje decyzję o wyprowadzce do innego miasta, pakuje całe życie w kartony.

SPEAKER_02

I idzie, jak sama to pięknie opisała, idzie jak koń wytyczoną trasą przez trzy i pół miesiąca płaczu, bólu i wyrywa się stamtąd. Więc co to wszystko oznacza? Bo ona pisała coś niesamowitego. Kiedy wypowiedziała te słowa o odejściu, to czuła się, jakby to wcale nie ona mówiła.

SPEAKER_01

Jakby mówiła to jej dusza?

SPEAKER_02

Tak, jakby jej własna dusza przejęła stery, tuż po tym jak świadomy umysł po prostu odpuścił z całkowitej bezsilności. Jak to jest w ogóle możliwe, że osiągnięcie absolutnego czarnego dna beznadziei nagle staje się największym katalizatorem do działania.

SPEAKER_01

Żeby to zrozumieć, musimy popatrzeć na komentarz Doroty, autorki bloga, do tej właśnie historii, bo on ujawnia kluczową prawdę. Wymówki przecież zawsze można racjonalnie wytłumaczyć, wiesz.

SPEAKER_02

A pandemia to już w ogóle wymówka stulecia, prawda? Idealna, żeby poczekać jeszcze rok czy dwa.

SPEAKER_01

Absolutnie. Nikt na świecie by jej nie obwinił za to, że postanowiła przeczekać ten chaos w bezpiecznym, no chociaż nieszczęśliwym domu. Ale kiedy uruchomimy wreszcie wewnątrz siebie przestrzeń do zmian, kiedy ta dama pęknie, to te obiektywne bariery, które nas przerażały, tracą moc. Zmieniają się w zwykłą listę rzeczy do zrobienia, bo kiedy odzyskujemy dostęp do energii zablokowanej przez ten nasz umysłowy hamulec, nagle okazuje się, że potrafimy znieść i zrobić nieskończenie wiele więcej. Pandemia czy nie pandemia, po prostu robisz to, co trzeba.

SPEAKER_02

Niesamowity mechanizm. Ale widząc brutalną rzeczywistość takich wymuszonych zmian i ten cały koszmarny koszt somatyczny, no zastanówmy się, czy można do tego procesu transformacji podejść jakoś bardziej organicznie, żeby tego silnika tak nie zacierać.

SPEAKER_01

Autorka przytacza tutaj piękną, taką bardzo uspokajającą metaforę natury. Zmiana to jest po prostu natura. Liść, on rośnie, doświadcza wiatru, słońca, burzy, potem zmienia kolor. Zmienia kolor i ostatecznie odpada. Przemija, ale to jest po prostu część naturalnego cyklu życia, uwalnia przestrzeń. To brzmi poetycko, ale w rzeczywistości ma głębokie podłoże neurobiologiczne. Autorka pyta wprost w tekście: czy pozwolimy sobie obudzić się z tego snu na nowy czas, tak jak ten liść pozwala sobie odpaść?

SPEAKER_02

Czyli to jest apel o akceptację cyklu.

SPEAKER_01

Zdecydowanie: walcz lub uciekaj. Odpowiadając Asi na blogu, autorka zauważyła ważną rzecz. Mamy taki moment, że przyzwyczajamy się do unikania zmian. Czasami nawet się z tego śmiejmy - ach, no znowu sturzyłam, wiedziałam, że tak będzie. Ale przychodzi w końcu taki dzień, że po kolejnym doświadczeniu stania w miejscu przestaje nas tu śmieszyć. Ból staje się po prostu większy niż strach przed nowym i zaczynamy działać w zgodzie z intuicją. To zresztą rodzi to fundamentalne pytanie, czy my jesteśmy w końcu gotowi przestać zatrzymywać naturę w nas samych.

SPEAKER_02

To jest świetny moment na podsumowanie tej esencji naszego dzisiejszego spotkania. Logika potrafi z łatwością wytłumaczyć nam absolutnie każdy przestój w życiu. Znajdzie wymówkę na zimę, na pandemię, na wszystko. Ale dla naszej najgłębszej intuicji, dla duszy nie istnieje pojęcie odkładania na potem. Odkładanie takich decyzji to w rzeczywistości nic innego, jak zaciąganie jakiegoś gigantycznego długu u własnego organizmu.

SPEAKER_01

Ciało w końcu zawsze przyjdzie po spłatę.

SPEAKER_02

Więc może warto, by każdy z nas, po wysłuchaniu tej analizy, zastanowił się przez chwilę nad swoimi własnymi życiowymi przeszkadzajkami. Zrobił taki krótki rachunek sumienia, gdzie w naszym życiu myślimy, dobra, może jutro albo poczekam do pierwszego, chociaż ciało wręcz krzyczy i zaczyna słać nam wyraźne sygnały ostrzegawcze, gdzie wciskamy ten pedał gazu i hamulca naraz.

SPEAKER_01

Ale wiesz co, na sam koniec chciałabym zestawić nas wszystkich z taką trochę odwróconą perspektywą, bardzo prowokacyjną myślą.

SPEAKER_02

Zamieniam się w słuch.

SPEAKER_01

Zazwyczaj panicznie wręcz historycznie boimy się tego fizycznego i emocjonalnego bólu, który nie rozerwalnie towarzyszy życiowym zmianom? Te wszystkie gózki, zaciskające się gardła, zapalenia, bóle pleców, brak snu, traktujemy je jak najgorszego wroga, jak intruza, który atakuje nasz komfort? Uciekamy pod kot.

SPEAKER_02

Bo to jest nieprzyjemne i przerażające.

SPEAKER_01

Oczywiście. Ale co jeśli ten ból chorób i napięć, przed którym tak wszyscy uciekamy, wcale nie jest naszym wrogiem? Co jeśli jest on naszym najbardziej lojalnym, chociaż brutalnie szczerym sojusznikiem?

SPEAKER_02

Sojusznikiem to brzmi wiesz radykalnie.

SPEAKER_01

Bo to wywraca całe myślenie, pomyśl o tym. Intelekt jest genialny w tworzeniu tej iluzji komfortu i znajdowaniu perfekcyjnych usprawiedliwień dla naszego tkwienia w martwym punkcie. Zamyka nas w klatce, z której my sami nie umiemy i nie chcemy wyjść. Co jeśli ten somatyczny krzyk ciała i choroby, to w rzeczywistości jest absolutnie jedyny mechanizm ratunkowy, jaki posiada nasza dusza, by wyrwać nam te kierownicę z rąk. Ostatnia deska ratunku, żeby obudzić nas z tego racjonalnego, wiesz, logicznego, ale niszczącego uwięzienia i zmusić do ratowania własnego życia.

SPEAKER_02

Wow, czyli ten paraliżujący ból to jest tak naprawdę nasza stara, wrodzona mądrość, rycząca z wnętrza. I to z niesamowitą, wywracającą myślenie do góry nogami koncepcją zostawimy dziś te nasze rozważania otwarte.

SPEAKER_00

Dziękuję ci za wspólnie spędzony czas. Niech to, co usłyszałeś, pracuje w tobie łagodnie. Jeśli czujesz, że ta treść może kogoś wesprzeć, podaj dalej. Zapraszam cię też do subskrypcji powodzenia w odkrywaniu własnej prawdy. Do usłyszenia! Dziękuję bardzo.