Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam
Historie codziennego życia, które wspierają w poznaniu siebie i zrozumieniu naszych reakcji. Artykuły są na stronie https://www.dorotatuitam.pl Zachęcam do przesłuchania.
Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam
Święto duszy (Przestrzenie Istnienia)
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
Zapraszamy na blog: Dorota Tu i Tam
Witaj, zapraszam Cię do rozmów o książce Doroty czyszczonik. Przestrzenie istnienia. Usiądź wygodnie i posłuchaj.
SPEAKER_01Kiedy rozmawiamy o życiowych przełomach - no wiesz, o wychodzeniu z jakiegoś kryzysu albo o głębokiej zmianie na lepsze, to zwykle mamy w głowie taki bardzo konkretny obraz. Wyobrażamy sobie to trochę jak przekraczanie liniety w maratonie.
SPEAKER_00Taki wielki finał.
SPEAKER_01No właśnie, jest pot, jest ogromne zmęczenie, ale na samym końcu czeka nas po prostu eksplozja radości. Słychać brawa tłumu, w powietrzu fruwato przysłowiowe konfeti, na szyi ląduje medal, a przez ciało przepływa gigantyczna fala dopaminy i absolutnego triumfu. Uczymy się, że tak właśnie powinien wyglądać moment, w którym stajemy się nową, lepszą wersją siebie.
SPEAKER_00Tyle, że wiesz, ten obraz to w dużej mierze tylko iluzja. Iluzja, którą stworzyła nam kultura nastawiona na taką całkowicie natychmiastową gratyfikację. Nauczyliśmy się zrównywać rozwój z euforą.
SPEAKER_01Czyli to jest takie nasze kulturowe uwarunkowanie?
SPEAKER_00Jest książka Przestrzenie istnienia autorstwa Doroty czyszczonik.
SPEAKER_01Krótki, ale niesamowicie gęsty tekst.
SPEAKER_00Bardzo gęsty i autorka wprowadza w nim koncepcję święta duszy, która powiem szczerze, ten wygodny, radosny paradygmat rozbija w drobny mak. Jeśli ktoś przechodzi przez taką, wiesz, autentyczną, fundamentalną zmianę przekonań, to z zewnątrz to w ogóle nie przypomina maratońskiego finiszu.
SPEAKER_01Znacznie częściej przypomina to siedzenie w samotności, w jakimś cichym pokoju, z poczuciem absolutnego wyczerpania i zagubienia.
SPEAKER_00Dokładnie tak.
SPEAKER_01I to jest właśnie ten dysonans, któremu warto się w dzisiejszym wspólnym zgłębianiu tekstu bardzo dokładnie przyjrzeć. Bo z jednej strony natrafiamy tam od razu na zdanie cytuję: w świetle każda przemiana jest świętem duszy. Co musisz przyznać, brzmi niezwykle wznośle.
SPEAKER_00Brzmi pięknie?
SPEAKER_01Brzmi pięknie, ale zaraz w kolejnym zdaniu autorka robi ostre cięcie. Pisze, że to święto nie zawsze oznacza wybuch radości czy euforii. I powiem ci, że mam z tym spory problem.
SPEAKER_00Kojarzy się z czymś przyjemnym.
SPEAKER_01Święto to jest huczny sylwester. Szykujemy się, wychodzimy, patrzymy na fajerwerki i oczekujemy tego szybkiego wyrzutu do paminy. Tego głośnego bum, które zwiastuje nowy początek.
SPEAKER_00Oczywiście.
SPEAKER_01A skoro w tym doświadczeniu nie ma ani grama radości, to na jakiej podstawie to słowo w ogóle tu pada? Jak kompletny brak fajerwerków i poczucie takiego przytłoczenia może być jakąkolwiek formą celebracji?
SPEAKER_00Żeby to dobrze zrozumieć, musimy wyraźnie odróżnić taką biologiczną euforię od stanu głębokiej rekalibracji. Euforia, o której wspominasz przy tym sylwestrze, to tylko krótki strzał chemiczny w mózgu. Dopamina, endorfiny to są nagrody za to, że organizm osiągnął cel, który był mu po prostu znany.
SPEAKER_01Znany i bezpieczny.
SPEAKER_00Właśnie. Natomiast autorka używa tutaj słowa święto w jego najstarszym rdzennym znaczeniu - jako czasu sakrum. Historycznie czas święty to przecież wcale nie był czas zabawy, czas powagi? Tak, to był czas wyjęcia z codzienności, taki moment ostatecznej powagi, w którym stary porządek świata całkowicie upadał, a nowy dopiero się kształtował. Dusza czy też nasza głęboka tożsamość po prostu rozpoznaje powagę tego momentu.
SPEAKER_01Znaczy świętuje, chociaż nie jest wesoło.
SPEAKER_00Świętuje nie dlatego, że jest wesoło, ale dlatego, że nastąpiło przełamanie jakiejś iluzji. System nerwowy rejestruje, że ten stary mechanizm przetrwania przestał działać. To nie wywołuje uśmiechu, to wywołuje kompletną dezorientację.
SPEAKER_01To by wszystko tłumaczyło.
SPEAKER_00Ale z punktu widzenia ewolucji naszego charakteru, moment, w którym rozpoznajemy tę prawdę, jest absolutnie fundamentalne, dlatego nazywa się to świętem.
SPEAKER_01Dobrze. Czyli oddzieramy to ze sztucznego blasku imprezy sylwestrowej, ale tekst idzie znacznie dalej, bo autorka pisze, że jest to cicha, intymna ceremonia pożegnania starego, no bo musimy pozwolić odejść temu, co nie jest nam już potrzebne.
SPEAKER_00Odpuszczanie zawsze jest trudne.
SPEAKER_01I tutaj robi się naprawdę ciekawie. Kiedy próbowałem sobie zwizualizować ten proces, przyszła mi do głowy taka analogia sprzątania ogromnego, potwornie zapuszczonego strychu. Przez dekady znosimy tam różne rzeczy, jakieś przestarzałe mechanizmy obronne z czasów szkolnych, przekonania na swój temat, które ktoś nam kiedyś wmówił.
SPEAKER_00Relacje, które wysysają z nas energię.
SPEAKER_01Zgadza się. Znosimy to wszystko i w pewnym momencie ten strych jest tak strasznie zapchany, że jego strop zaczyna grozić zawaleniem. I kiedy w końcu bierzemy się za porządki, to jest to skrajnie brudne, nieprzyjemne i wyczerpujące.
SPEAKER_00A często odkładamy to w nieskończoność.
SPEAKER_01Otwieramy te zakurzone pudła, znajdujemy w nich stare emocje i autentycznie zalewamy się łzami. Wyrzucenie tych pozornie bezużytecznych rzeczy do worka wywołuje w nas realny fizyczny ból, czujemy stratę? I tu rzucam pewne wyzwanie, bo jako ludzie jesteśmy biologicznie zaprogramowani do unikania straty, prawda? Nasz umysł widzi to jako zagrożenie.
SPEAKER_00Oczywiście to instynkt.
SPEAKER_01Skoro więc my na poziomie ludzkim czujemy się po tym mentalnym sprzątaniu po prostu fatalnie, jesteśmy rozbici, smutni, to dlaczego nasza psychika miałaby uważać to za dowód na to, że w ogóle idziemy w dobrą stronę?
SPEAKER_00Bo to rzekome poczucie bezpieczeństwa, którego my się tak kurczowo trzymamy, jest w istocie po prostu wielką iluzją. Iuzją, którą generuje ciało migdałowate. Nasz mózg uwielbia przewidywać przyszłość i najbardziej na świecie nienawidzi nieprzewidywalności.
SPEAKER_01Woli to, co znane.
SPEAKER_00Dokładnie, dla mózgu nawet dysfunkcyjna relacja czy destrukcyjny nawyk jest bezpieczny, o ile jest znany, bo wiadomo, czego się po nim spodziewać. To są te nasze stare rzeczy na strychu. Kiedy zaczynamy je wyrzucać, wchodzimy w nieznane, a biologia ewolucyjna mówi jasno, że nieznane to śmierć.
SPEAKER_01Czyli ten wielki żal i ból przy wyrzucaniu starych przekonań to nie jest sygnał, że robimy błąd, to tylko panika systemu alarmowego.
SPEAKER_00Tylko i wyłącznie panika systemu. Co więcej, autorka bardzo trafnie zauważa, że ten żal to dowód na autentyczność transformacji. Zauważ, że ludzie często uciekają do przodu, zmieniają pracę, mieszkanie, fryzurę, ale ich wewnętrzna struktura pozostaje dokładnie ta sama.
SPEAKER_01Zmieniają tylko scenografię, a aktorzy grają to samo.
SPEAKER_00Świetnie to ująłeś. Wtedy faktycznie nie ma bólu, ale nie ma też żadnego rozwoju. Kiedy natomiast ostatecznie żegnamy się z kawałkiem własnej tożsamości, to po prostu musi boleć. Utrata starego ja to dosłownie rozrywanie starych połączeń synaptycznych w mózgu.
SPEAKER_01Fizyczna przebudowa.
SPEAKER_00Tak. Więc to, co z ludzkiej perspektywy wydaje się wielką stratą i koszmarem z perspektywy tej najgłębszej psychiki jest wielkim świętem. Powstała autentyczna, wolna przestrzeń i w to miejsce może wreszcie wyrosnąć coś nowego.
SPEAKER_01Zatem autorka wykonuje tu ostry zwrot akcji, zabiera emocje, od których na co dzień uciekamy, i nadaje im nową rolę. Pisze wręcz, że święto duszy to przestrzeń, w której to, co trudne, nabiera sensu. A sam smutek staje się bramą do nowego. To już, no wiesz, to nie jest tylko poezja. Nazywa smutek bramą.
SPEAKER_00Tak, bo to jest niezbędny próg, zazwyczaj gdy smutno, myślimy, że decyzja była pomyłką i się zatrzymujemy.
SPEAKER_01No jasne, włączamy wsteczny bieg.
SPEAKER_00A według tego tekstu ten smutek nie jest ścianą, od której masz się odbić, tylko progiem, przez który musisz fizycznie przejść. To bardzo konkretny mechanizm biologiczny.
SPEAKER_01Próbowałem znaleźć jakiś proces, który by to zobrazował w naturze, uciekając trochę od tych wytartych metafor z motywacyjnymi gąsienicami i motylami i zwróciłem uwagę na nasz własny układ kostny.
SPEAKER_00O, to może być ciekawe.
SPEAKER_01Nasze kości nieustannie się przebudowują w procesie zwanym remodelingiem. I wyobraź sobie, że aby kość stała się gęstsza i silniejsza, na przykład od ćwiczeń, do akcji wkraczają najpierw specjalne komórki. Nazywają się osteoklasty. Ich jedynym zadaniem jest totalna destrukcja.
SPEAKER_00Wydzielają kwasy, prawda?
SPEAKER_01Tak. Dosłownie wydzielają kwas, który rozpuszcza i niszczy starą tkankę. Tworzą się mikrouszkodzenia. I dopiero w te puste, wypalone kwasem miejsca wchodzą komórki budujące, tzw. osteoblasty, i kładą nową, mocniejszą strukturę. Bez tej chemicznej destrukcji fizjologiczne wzmocnienie szkieletu jest wykluczone.
SPEAKER_00Zobacz, jeśli chcemy zmienić struktury osobowości, to to, co nazywamy starym nawykiem, to nie jest lekka ulotna myśl. To są gęste, zbite sieci neuronowe. To nasza architektura.
SPEAKER_01Fundament, który trzeba czasem zalać kwasem.
SPEAKER_00O właśnie, i psychologiczny smutek oraz żal działają u nas dokładnie tak, jak ten kwas wydzielany przez osteoklastę. To jest stan celowego, zorganizowanego rozpadu.
SPEAKER_01Ale pozostaje jedno pytanie, bo autorka wspomina o łzach. Dlaczego to łzy są błogosławieństwem? Czy ten rozpad faktycznie musi wiązać się z takim fizycznym upustem emocji? Czy ta brama się nie otworzy, jeśli po prostu sobie, no nie wiem wszystko zracjonalizujemy w głowie bez życzenia w poduszkę?
SPEAKER_00No jasne, można to próbować przeżyć intelektualnie, ale prawdziwa transformacja prawie nigdy nie jest tylko myślowa. Zmiana tożsamości zachodzi w ciele. Kiedy czytamy, że łzy to błogosławieństwo, autorka uderza prosto w sedno biochemii stresu. To znaczy, naukowcy od dekad wiedzą, że łzy wywołane silnymi emocjami są wprost przesycone hormonami. Mają ogromne stężenie kortyzolu, prolaktyny, a do tego jeszcze enkefaliny, czyli takiego naturalnego naszego wewnętrznego środka przeciwbólowego.
SPEAKER_01Niesamowite, czyli my dosłownie wydalamy z siebie stres.
SPEAKER_00Dokładnie, płacz to nie jest tylko wizualny objaw smutku, to wyrafinowany mechanizm wydalniczy. Fizycznie wypłkujemy napięcie chemiczne towarzyszące temu rozpadowi starego ja. Kiedy więc blokujemy ten płacz, tak naprawdę blokujemy oczyszczanie miejsca.
SPEAKER_01I zostawiamy te toksyny w ciele, smutek jest więc bramą, bo zmusza nas do poddania się, zmusza tę racjonalną część nas, żeby na chwilę po prostu zamknęła usta i pozwoliła zresetować biochemię.
SPEAKER_00Ten ciężki oddech to medyczny fakt, westchnienie fizjologiczne. Gdy długo trzymasz nerwy na wodzy, nerw błędny wysyła sygnał prosto do serca, zwalnia tętno i włącza układ przywspółczulny, czyli wrzucasz na luz. Fasada upada, zbroja leży na podłodze, a ty wracasz do stanu, w którym byłeś, zanim świat kazał ci udawać. Zaczynasz po prostu oddychać.
SPEAKER_01Przyznam, że rozbrojenie tych wszystkich mechanizmów jest porażające. Zobacz, co nam się to wszystko układa po dzisiejszej analizie. Prawdziwa przemiana, owo święto duszy, no to nie jest impreza z konfeti, prawda?
SPEAKER_00O, daleko jej do tego!
SPEAKER_01To bolesny proces, pożegnanie z tym, do czego przywykliśmy. I ten żal to nie są błędy systemu, które trzeba zalać kolejną kawą czy nowym serialem na Netflixie. Łzy to biochemia, kwas usuwający starą tkankę. I dopiero za tą bramą smutku układ nerwowy daje za wygraną.
SPEAKER_00Taka perspektywa niesamowicie zmienia nasze codzienne podejście do trudności. Pozwala zdjąć z siebie poczucie winy w kryzysach, chwilach wypalenia. Pozwala nam przestać wymuszać na sobie uśmiech na każdym kroku.
SPEAKER_01Nie jesteśmy słabi, gdy odczuwamy stratę.
SPEAKER_00Zgadza się. Dajemy sobie prawo do cichej żałoby po tym, co odeszło. Wiemy już, że jest to bezkompromisowy dowód na to, że ewolucja trwa, a my posuwamy się naprzód.
SPEAKER_01I takie poczucie ulgi prowokuje do postawienia fundamentalnego pytania na sam koniec. Zostawimy z nim dzisiaj naszych słuchaczy. Skoro prawdziwa transformacja polega na bolesnym odrzucaniu starych pancerzy i powrocie do pierwotnego źródła, no to co to mówi o naszym ostatecznym, życiowym celu?
SPEAKER_00Bardzo ciekawe postawienie sprawy.
SPEAKER_01Wydaje się, że optymalny, idealny stan człowieka nie jest wypełniony nową wiedzą i zdobyczami, tylko jest stanem wręcz cudownie pustym i lekkim. Zamiast budować na sobie nową wieże z kości słoniowej i wieszać na sobie kolejne dyplomy czy cechy charakteru, celem życia może być opanowanie mistrzostwa w odpuszczaniu.
SPEAKER_00Wracając do Twojego strychu.
SPEAKER_01Tak. Wracając do strychu, to największym życiowym osiągnięciem wcale nie jest stych idealnie wysprzątany ze wszystkimi sentymentalnymi pudłami równiutko ułożonymi pod ścianą. Szczytowym osiągnięciem jest strych, na którym nie ma już zupełnie niczego. I z tą głęboką refleksją nad porządkującym losem naszych kryzysów kończymy dzisiejsze spotkanie.
SPEAKER_00I życzę niezwykle kojącego i głębokiego oddychania za każdym razem, gdy przyjdzie wam pożegnać stary porządek w waszym życiu.
SPEAKER_02Dziękuję za wspólną chwilę w przestrzeniach istnienia. Jeśli czujesz niedosyt, książka jest dostępna na stronie dorotatuitam.pl. Do następnego spotkania.