Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam

Święto duszy (Przestrzenie Istnienia)

Season 1 Episode 40

Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.

0:00 | 13:24
Tekst Doroty Czyszczonik przedstawia duchową perspektywę na proces wewnętrznej przemiany, którą autorka definiuje jako swoiste święto duszy. Ta metafizyczna uroczystość nie zawsze wiąże się z euforią, lecz często przybiera formę refleksyjnego pożegnania z przeszłością. Autorka sugeruje, że nawet trudne emocje, takie jak smutek czy płacz, pełnią funkcję oczyszczającego rytuału, który nadaje sens życiowym doświadczeniom. Każda taka zmiana jest interpretowana jako zbliżenie się do własnego źródła oraz dowód na rozwój wewnętrzny człowieka. W tym ujęciu ból staje się błogosławieństwem otwierającym nowe możliwości, pozwalając jednostce na osiągnięcie głębokiego spokoju. Całość podkreśla, że autentyczna transformacja wymaga akceptacji trudnych uczuć jako niezbędnych elementów duchowego wzrostu.

Zapraszamy na blog: Dorota Tu i Tam

SPEAKER_02

Witaj, zapraszam Cię do rozmów o książce Doroty czyszczonik. Przestrzenie istnienia. Usiądź wygodnie i posłuchaj.

SPEAKER_01

Kiedy rozmawiamy o życiowych przełomach - no wiesz, o wychodzeniu z jakiegoś kryzysu albo o głębokiej zmianie na lepsze, to zwykle mamy w głowie taki bardzo konkretny obraz. Wyobrażamy sobie to trochę jak przekraczanie liniety w maratonie.

SPEAKER_00

Taki wielki finał.

SPEAKER_01

No właśnie, jest pot, jest ogromne zmęczenie, ale na samym końcu czeka nas po prostu eksplozja radości. Słychać brawa tłumu, w powietrzu fruwato przysłowiowe konfeti, na szyi ląduje medal, a przez ciało przepływa gigantyczna fala dopaminy i absolutnego triumfu. Uczymy się, że tak właśnie powinien wyglądać moment, w którym stajemy się nową, lepszą wersją siebie.

SPEAKER_00

Tyle, że wiesz, ten obraz to w dużej mierze tylko iluzja. Iluzja, którą stworzyła nam kultura nastawiona na taką całkowicie natychmiastową gratyfikację. Nauczyliśmy się zrównywać rozwój z euforą.

SPEAKER_01

Czyli to jest takie nasze kulturowe uwarunkowanie?

SPEAKER_00

Jest książka Przestrzenie istnienia autorstwa Doroty czyszczonik.

SPEAKER_01

Krótki, ale niesamowicie gęsty tekst.

SPEAKER_00

Bardzo gęsty i autorka wprowadza w nim koncepcję święta duszy, która powiem szczerze, ten wygodny, radosny paradygmat rozbija w drobny mak. Jeśli ktoś przechodzi przez taką, wiesz, autentyczną, fundamentalną zmianę przekonań, to z zewnątrz to w ogóle nie przypomina maratońskiego finiszu.

SPEAKER_01

Znacznie częściej przypomina to siedzenie w samotności, w jakimś cichym pokoju, z poczuciem absolutnego wyczerpania i zagubienia.

SPEAKER_00

Dokładnie tak.

SPEAKER_01

I to jest właśnie ten dysonans, któremu warto się w dzisiejszym wspólnym zgłębianiu tekstu bardzo dokładnie przyjrzeć. Bo z jednej strony natrafiamy tam od razu na zdanie cytuję: w świetle każda przemiana jest świętem duszy. Co musisz przyznać, brzmi niezwykle wznośle.

SPEAKER_00

Brzmi pięknie?

SPEAKER_01

Brzmi pięknie, ale zaraz w kolejnym zdaniu autorka robi ostre cięcie. Pisze, że to święto nie zawsze oznacza wybuch radości czy euforii. I powiem ci, że mam z tym spory problem.

SPEAKER_00

Kojarzy się z czymś przyjemnym.

SPEAKER_01

Święto to jest huczny sylwester. Szykujemy się, wychodzimy, patrzymy na fajerwerki i oczekujemy tego szybkiego wyrzutu do paminy. Tego głośnego bum, które zwiastuje nowy początek.

SPEAKER_00

Oczywiście.

SPEAKER_01

A skoro w tym doświadczeniu nie ma ani grama radości, to na jakiej podstawie to słowo w ogóle tu pada? Jak kompletny brak fajerwerków i poczucie takiego przytłoczenia może być jakąkolwiek formą celebracji?

SPEAKER_00

Żeby to dobrze zrozumieć, musimy wyraźnie odróżnić taką biologiczną euforię od stanu głębokiej rekalibracji. Euforia, o której wspominasz przy tym sylwestrze, to tylko krótki strzał chemiczny w mózgu. Dopamina, endorfiny to nagrody za to, że organizm osiągnął cel, który był mu po prostu znany.

SPEAKER_01

Znany i bezpieczny.

SPEAKER_00

Właśnie. Natomiast autorka używa tutaj słowa święto w jego najstarszym rdzennym znaczeniu - jako czasu sakrum. Historycznie czas święty to przecież wcale nie był czas zabawy, czas powagi? Tak, to był czas wyjęcia z codzienności, taki moment ostatecznej powagi, w którym stary porządek świata całkowicie upadał, a nowy dopiero się kształtował. Dusza czy też nasza głęboka tożsamość po prostu rozpoznaje powagę tego momentu.

SPEAKER_01

Znaczy świętuje, chociaż nie jest wesoło.

SPEAKER_00

Świętuje nie dlatego, że jest wesoło, ale dlatego, że nastąpiło przełamanie jakiejś iluzji. System nerwowy rejestruje, że ten stary mechanizm przetrwania przestał działać. To nie wywołuje uśmiechu, to wywołuje kompletną dezorientację.

SPEAKER_01

To by wszystko tłumaczyło.

SPEAKER_00

Ale z punktu widzenia ewolucji naszego charakteru, moment, w którym rozpoznajemy prawdę, jest absolutnie fundamentalne, dlatego nazywa się to świętem.

SPEAKER_01

Dobrze. Czyli oddzieramy to ze sztucznego blasku imprezy sylwestrowej, ale tekst idzie znacznie dalej, bo autorka pisze, że jest to cicha, intymna ceremonia pożegnania starego, no bo musimy pozwolić odejść temu, co nie jest nam już potrzebne.

SPEAKER_00

Odpuszczanie zawsze jest trudne.

SPEAKER_01

I tutaj robi się naprawdę ciekawie. Kiedy próbowałem sobie zwizualizować ten proces, przyszła mi do głowy taka analogia sprzątania ogromnego, potwornie zapuszczonego strychu. Przez dekady znosimy tam różne rzeczy, jakieś przestarzałe mechanizmy obronne z czasów szkolnych, przekonania na swój temat, które ktoś nam kiedyś wmówił.

SPEAKER_00

Relacje, które wysysają z nas energię.

SPEAKER_01

Zgadza się. Znosimy to wszystko i w pewnym momencie ten strych jest tak strasznie zapchany, że jego strop zaczyna grozić zawaleniem. I kiedy w końcu bierzemy się za porządki, to jest to skrajnie brudne, nieprzyjemne i wyczerpujące.

SPEAKER_00

A często odkładamy to w nieskończoność.

SPEAKER_01

Otwieramy te zakurzone pudła, znajdujemy w nich stare emocje i autentycznie zalewamy się łzami. Wyrzucenie tych pozornie bezużytecznych rzeczy do worka wywołuje w nas realny fizyczny ból, czujemy stratę? I tu rzucam pewne wyzwanie, bo jako ludzie jesteśmy biologicznie zaprogramowani do unikania straty, prawda? Nasz umysł widzi to jako zagrożenie.

SPEAKER_00

Oczywiście to instynkt.

SPEAKER_01

Skoro więc my na poziomie ludzkim czujemy się po tym mentalnym sprzątaniu po prostu fatalnie, jesteśmy rozbici, smutni, to dlaczego nasza psychika miałaby uważać to za dowód na to, że w ogóle idziemy w dobrą stronę?

SPEAKER_00

Bo to rzekome poczucie bezpieczeństwa, którego my się tak kurczowo trzymamy, jest w istocie po prostu wielką iluzją. Iuzją, którą generuje ciało migdałowate. Nasz mózg uwielbia przewidywać przyszłość i najbardziej na świecie nienawidzi nieprzewidywalności.

SPEAKER_01

Woli to, co znane.

SPEAKER_00

Dokładnie, dla mózgu nawet dysfunkcyjna relacja czy destrukcyjny nawyk jest bezpieczny, o ile jest znany, bo wiadomo, czego się po nim spodziewać. To te nasze stare rzeczy na strychu. Kiedy zaczynamy je wyrzucać, wchodzimy w nieznane, a biologia ewolucyjna mówi jasno, że nieznane to śmierć.

SPEAKER_01

Czyli ten wielki żal i ból przy wyrzucaniu starych przekonań to nie jest sygnał, że robimy błąd, to tylko panika systemu alarmowego.

SPEAKER_00

Tylko i wyłącznie panika systemu. Co więcej, autorka bardzo trafnie zauważa, że ten żal to dowód na autentyczność transformacji. Zauważ, że ludzie często uciekają do przodu, zmieniają pracę, mieszkanie, fryzurę, ale ich wewnętrzna struktura pozostaje dokładnie ta sama.

SPEAKER_01

Zmieniają tylko scenografię, a aktorzy grają to samo.

SPEAKER_00

Świetnie to ująłeś. Wtedy faktycznie nie ma bólu, ale nie ma też żadnego rozwoju. Kiedy natomiast ostatecznie żegnamy się z kawałkiem własnej tożsamości, to po prostu musi boleć. Utrata starego ja to dosłownie rozrywanie starych połączeń synaptycznych w mózgu.

SPEAKER_01

Fizyczna przebudowa.

SPEAKER_00

Tak. Więc to, co z ludzkiej perspektywy wydaje się wielką stratą i koszmarem z perspektywy tej najgłębszej psychiki jest wielkim świętem. Powstała autentyczna, wolna przestrzeń i w to miejsce może wreszcie wyrosnąć coś nowego.

SPEAKER_01

Zatem autorka wykonuje tu ostry zwrot akcji, zabiera emocje, od których na co dzień uciekamy, i nadaje im nową rolę. Pisze wręcz, że święto duszy to przestrzeń, w której to, co trudne, nabiera sensu. A sam smutek staje się bramą do nowego. To już, no wiesz, to nie jest tylko poezja. Nazywa smutek bramą.

SPEAKER_00

Tak, bo to jest niezbędny próg, zazwyczaj gdy smutno, myślimy, że decyzja była pomyłką i się zatrzymujemy.

SPEAKER_01

No jasne, włączamy wsteczny bieg.

SPEAKER_00

A według tego tekstu ten smutek nie jest ścianą, od której masz się odbić, tylko progiem, przez który musisz fizycznie przejść. To bardzo konkretny mechanizm biologiczny.

SPEAKER_01

Próbowałem znaleźć jakiś proces, który by to zobrazował w naturze, uciekając trochę od tych wytartych metafor z motywacyjnymi gąsienicami i motylami i zwróciłem uwagę na nasz własny układ kostny.

SPEAKER_00

O, to może być ciekawe.

SPEAKER_01

Nasze kości nieustannie się przebudowują w procesie zwanym remodelingiem. I wyobraź sobie, że aby kość stała się gęstsza i silniejsza, na przykład od ćwiczeń, do akcji wkraczają najpierw specjalne komórki. Nazywają się osteoklasty. Ich jedynym zadaniem jest totalna destrukcja.

SPEAKER_00

Wydzielają kwasy, prawda?

SPEAKER_01

Tak. Dosłownie wydzielają kwas, który rozpuszcza i niszczy starą tkankę. Tworzą się mikrouszkodzenia. I dopiero w te puste, wypalone kwasem miejsca wchodzą komórki budujące, tzw. osteoblasty, i kładą nową, mocniejszą strukturę. Bez tej chemicznej destrukcji fizjologiczne wzmocnienie szkieletu jest wykluczone.

SPEAKER_00

Zobacz, jeśli chcemy zmienić struktury osobowości, to to, co nazywamy starym nawykiem, to nie jest lekka ulotna myśl. To gęste, zbite sieci neuronowe. To nasza architektura.

SPEAKER_01

Fundament, który trzeba czasem zalać kwasem.

SPEAKER_00

O właśnie, i psychologiczny smutek oraz żal działają u nas dokładnie tak, jak ten kwas wydzielany przez osteoklastę. To jest stan celowego, zorganizowanego rozpadu.

SPEAKER_01

Ale pozostaje jedno pytanie, bo autorka wspomina o łzach. Dlaczego to łzy błogosławieństwem? Czy ten rozpad faktycznie musi wiązać się z takim fizycznym upustem emocji? Czy ta brama się nie otworzy, jeśli po prostu sobie, no nie wiem wszystko zracjonalizujemy w głowie bez życzenia w poduszkę?

SPEAKER_00

No jasne, można to próbować przeżyć intelektualnie, ale prawdziwa transformacja prawie nigdy nie jest tylko myślowa. Zmiana tożsamości zachodzi w ciele. Kiedy czytamy, że łzy to błogosławieństwo, autorka uderza prosto w sedno biochemii stresu. To znaczy, naukowcy od dekad wiedzą, że łzy wywołane silnymi emocjami wprost przesycone hormonami. Mają ogromne stężenie kortyzolu, prolaktyny, a do tego jeszcze enkefaliny, czyli takiego naturalnego naszego wewnętrznego środka przeciwbólowego.

SPEAKER_01

Niesamowite, czyli my dosłownie wydalamy z siebie stres.

SPEAKER_00

Dokładnie, płacz to nie jest tylko wizualny objaw smutku, to wyrafinowany mechanizm wydalniczy. Fizycznie wypłkujemy napięcie chemiczne towarzyszące temu rozpadowi starego ja. Kiedy więc blokujemy ten płacz, tak naprawdę blokujemy oczyszczanie miejsca.

SPEAKER_01

I zostawiamy te toksyny w ciele, smutek jest więc bramą, bo zmusza nas do poddania się, zmusza racjonalną część nas, żeby na chwilę po prostu zamknęła usta i pozwoliła zresetować biochemię.

SPEAKER_00

Ten ciężki oddech to medyczny fakt, westchnienie fizjologiczne. Gdy długo trzymasz nerwy na wodzy, nerw błędny wysyła sygnał prosto do serca, zwalnia tętno i włącza układ przywspółczulny, czyli wrzucasz na luz. Fasada upada, zbroja leży na podłodze, a ty wracasz do stanu, w którym byłeś, zanim świat kazał ci udawać. Zaczynasz po prostu oddychać.

SPEAKER_01

Przyznam, że rozbrojenie tych wszystkich mechanizmów jest porażające. Zobacz, co nam się to wszystko układa po dzisiejszej analizie. Prawdziwa przemiana, owo święto duszy, no to nie jest impreza z konfeti, prawda?

SPEAKER_00

O, daleko jej do tego!

SPEAKER_01

To bolesny proces, pożegnanie z tym, do czego przywykliśmy. I ten żal to nie błędy systemu, które trzeba zalać kolejną kawą czy nowym serialem na Netflixie. Łzy to biochemia, kwas usuwający starą tkankę. I dopiero za bramą smutku układ nerwowy daje za wygraną.

SPEAKER_00

Taka perspektywa niesamowicie zmienia nasze codzienne podejście do trudności. Pozwala zdjąć z siebie poczucie winy w kryzysach, chwilach wypalenia. Pozwala nam przestać wymuszać na sobie uśmiech na każdym kroku.

SPEAKER_01

Nie jesteśmy słabi, gdy odczuwamy stratę.

SPEAKER_00

Zgadza się. Dajemy sobie prawo do cichej żałoby po tym, co odeszło. Wiemy już, że jest to bezkompromisowy dowód na to, że ewolucja trwa, a my posuwamy się naprzód.

SPEAKER_01

I takie poczucie ulgi prowokuje do postawienia fundamentalnego pytania na sam koniec. Zostawimy z nim dzisiaj naszych słuchaczy. Skoro prawdziwa transformacja polega na bolesnym odrzucaniu starych pancerzy i powrocie do pierwotnego źródła, no to co to mówi o naszym ostatecznym, życiowym celu?

SPEAKER_00

Bardzo ciekawe postawienie sprawy.

SPEAKER_01

Wydaje się, że optymalny, idealny stan człowieka nie jest wypełniony nową wiedzą i zdobyczami, tylko jest stanem wręcz cudownie pustym i lekkim. Zamiast budować na sobie nową wieże z kości słoniowej i wieszać na sobie kolejne dyplomy czy cechy charakteru, celem życia może być opanowanie mistrzostwa w odpuszczaniu.

SPEAKER_00

Wracając do Twojego strychu.

SPEAKER_01

Tak. Wracając do strychu, to największym życiowym osiągnięciem wcale nie jest stych idealnie wysprzątany ze wszystkimi sentymentalnymi pudłami równiutko ułożonymi pod ścianą. Szczytowym osiągnięciem jest strych, na którym nie ma już zupełnie niczego. I z głęboką refleksją nad porządkującym losem naszych kryzysów kończymy dzisiejsze spotkanie.

SPEAKER_00

I życzę niezwykle kojącego i głębokiego oddychania za każdym razem, gdy przyjdzie wam pożegnać stary porządek w waszym życiu.

SPEAKER_02

Dziękuję za wspólną chwilę w przestrzeniach istnienia. Jeśli czujesz niedosyt, książka jest dostępna na stronie dorotatuitam.pl. Do następnego spotkania.