Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam
Historie codziennego życia, które wspierają w poznaniu siebie i zrozumieniu naszych reakcji. Artykuły są na stronie https://www.dorotatuitam.pl Zachęcam do przesłuchania.
Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam
Troska, jest jak niewidoczne przytulenie
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
Zapraszamy na blog: Dorota Tu i Tam
Witaj w przestrzeni Dorotyczyszczonik słowa z bloga Dorotu tam odnajdują swój głos. Usiąść, poczuj i posłuchaj. Zapraszam na ucztę dla Twojej duszy.
SPEAKER_02Wiesz, zazwyczaj, kiedy widzimy, że komuś bliskiemu tak dosłownie wali się świat, to nasz pierwszy taki niemal instynktowny odruch podpowiada nam jedno, trzeba od razu zacząć działać.
SPEAKER_00No to jest bardzo naturalna reakcja.
SPEAKER_02Prawda. Czujemy taki wręcz przymus, jakby włączał się w nas jakiś ewolucyjny protokół ratunkowy. Chcemy przejąć stery, naprawić ten problem, skleić to, co się rozpadło.
SPEAKER_00I za wszelką cenę uratować całą sytuację.
SPEAKER_02Dokładnie tak. I to jest fascynujące, bo zamiast po prostu być obok tej osoby, my nagle próbujemy stać się menedżerami jej osobistego kryzysu.
SPEAKER_01Powiedziałbym, że to jest bardzo trafne określenie. Ten nasz przymus działania ma wręcz swoje twarde biologiczne i psychologiczne uzasadnienie.
SPEAKER_02W sensie, że to jest wpisane w naszą naturę?
SPEAKER_01Zdecydowanie. Jako istoty społeczne jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani do reagowania na ból członków naszego stada. Kiedy widzimy, że ktoś bliski cierpi w naszym własnym organizmie, momentalnie podnosi się poziom kortyzolu. Aktywują się też neurony lustrzane.
SPEAKER_02Czyli my autentycznie czujemy ten sam dyskomfort.
SPEAKER_01Tak, to nas fizycznie uwiera. I wydaje nam się wtedy, że bierność w obliczu czyjegoś wielkiego cierpienia, to jest po prostu najgorszy możliwy błąd. Szukamy wielkich rozwiązań.
SPEAKER_02Jakiś takich spektakularnych gestów, prawda?
SPEAKER_01Oczywiście, bo podświadomie wierzymy, że skoro ból jest ogromny, to wymaga równie ogromnej, agresywnej interwencji z naszej strony. Chcemy zlikwidować ten problem na zewnątrz, no powiedzmy sobie szczerze, żeby samemu poczuć ulgę w środku.
SPEAKER_02O rany. Czyli w pewnym sensie robimy to też dla siebie, zgadza się. I właśnie ten mechanizm sprawia, że dzisiejsza dogłębna analiza naszego materiału źródłowego zapowiada się tak niesamowicie intrygująco. Bierzemy dziś na warsztat tekst, który ten cały ratowniczy instynkt po prostu wywraca do góry nogami.
SPEAKER_01Oraz zmusza nas do przewartościowania wszystkiego, co wiemy o pomaganiu.
SPEAKER_02Dokładnie, opieramy się na wpisie z bloga Doroty tu i tam, które nosi tytuł Troska jest jak niewidoczne przytulenie.
SPEAKER_01Bardzo ciepły tytuł.
SPEAKER_02Tak, i spróbujemy dzisiaj zrozumieć na podstawie tego tekstu, jak mądrze wspierać osoby w kryzysie. Gdzie leży ta niezwykle cienka granica między realną pomocą a staniem się dla kogoś toksycznym obciążeniem.
SPEAKER_01Oraz co być może jest równie ważne, jak wspierać innych i samemu przy tym po prostu nie zwariować, nie zniszczyć własnej psychiki.
SPEAKER_02Jasne, zanim jednak przejdziemy do tego, jak to wsparcie ma wyglądać, zastanówmy się, o jakich sytuacjach w ogóle dzisiaj rozmawiamy, z czym mamy do czynienia.
SPEAKER_01Ten kontekst jest bardzo istotny. Sytuacje opisane w artykule są niezwykle szerokie, ale też niezwykle bolesne. Mówimy tutaj o momentach absolutnie granicznych w ludzkim życiu. Osoby zmagające się z problemami doświadczają rozgoryczenia, paraliżującego lęku, paniki, a nawet co warto podkreślić, fizycznego bólu, który zawsze towarzyszy tej ostrej reakcji stresowej.
SPEAKER_02Bardzo konkretne życiowe dramaty: mamy bolesne rozstania, nagłe, ciężkie choroby, śmierć kogoś bliskiego i takie dojmujące poczucie niezrozumienia ze strony świata.
SPEAKER_01Ale wspomina też o stresorach, które mogą wydawać się powszechne, a potrafią nas totalnie rozbić. Zmiana miejsca zamieszkania, utrata pracy, całkowite odcięcie dotychczasowego środowiska.
SPEAKER_02No tak, to są takie dnie, kiedy cały system wartości się po prostu rozsypuje, i jak autorka tekstu to bardzo celnie punktuje, często po prostu nie mamy się do kogo przytulić.
SPEAKER_01Rodzi się w nas fundamentalne pytanie. Jak powinniśmy właściwie zareagować?
SPEAKER_02No właśnie jak zareagować, żeby nie pogorszyć sprawy. Według bloga odpowiedzią jest prawdziwa troska, czyli to tytułowe, niewidoczne przytulenie. I w tym miejscu muszę zacytować kluczowe zdanie całego tego artykułu.
SPEAKER_00Słucham.
SPEAKER_02Autorka pisze, że możemy pomóc innym w tych najgorszych dniach, ale i to słowo jest kapitalikami, nie możemy za nich tych dni przeżyć.
SPEAKER_01I to zdanie po prostu całkowicie dekonstruuje ten nasz odruch ratunkowy, o którym wspominałaś na samym początku. Nie możemy przejąć czyjegoś bólu. Wiesz, nie ma takiej możliwości, żeby wcisnąć się w czyjeś buty i zaliczyć za tę osobę najtrudniejszy etap żałoby czy wychodzenia z kryzysu.
SPEAKER_02Czyli to wielkie, epickie ratownictwo po prostu nie działa. Zamiast tego tekst proponuje rzeczy wręcz prozaiczne, małe gesty w danym momencie.
SPEAKER_01Takie jak na przykład zaparzenie ciepłej herbaty, albo ugotowanie obiadu.
SPEAKER_02Czy chociażby, i to jest chyba najtrudniejsze z tego wszystkiego, ofiarowanie komuś milczącej, ale pełnej obecności.
SPEAKER_01Autorka mówi o tym niby nic, a jednak bardzo wiele.
SPEAKER_02No dobrze, wszystko to pięknie brzmi, ale wiesz, jakoś się we mnie budzi w tym momencie taki naturalny opór, to przypomina bycie takim tylko milczącym tłem, prawda?
SPEAKER_01Aha, zamiast głównego bohatera akcji ratunkowej.
SPEAKER_02No właśnie. Zastanawiam się po prostu, czy takie zienie herbaty i siedzenie w ciszy nie jest potwornie bierne, pomyślmy o tym, komuś dosłownie płonie całe dotychczasowe życie, sypie się wszystko. A my co? My przynosimy kubę rumianku, czy z punktu widzenia tej cierpiącej osoby to nie wygląda wręcz jak obojętność?
SPEAKER_01To jest bardzo słuszna wątpliwość. I żeby w pełni zrozumieć, że to absolutnie w żadnym stopniu nie jest obojętność, musimy popatrzeć pod maskę na to, jak działa ludzki mózg w stanie najostrzejszego kryzysu. Kiedy przechodzimy ostre załamanie emocjonalne, nasz układ nerwowy jest po prostu ukresu wytrzymałości. Tam w środku trwa potężny proces pochłaniający energię, ciało migdałowate jest hiperaktywne.
SPEAKER_02To ta część od lęku i silnych emocji, prawda?
SPEAKER_01Dokładnie tak. Mózg pracuje w tle na milionach obrotów, przetwarza tysiące myśli, cały czas analizuje nową, przerażającą rzeczywistość. Ten nasz system poznawczy jest przeciążony do granic możliwości.
SPEAKER_02To wiesz co, przyszła mi do głowy pewna analogia ze świata IT. To wygląda tak, jakby komputer miał procesor zajęty w 99% przez jeden gigantyczny program w tle.
SPEAKER_01Świetne porównanie.
SPEAKER_02Po prostu nie ma tam już ani jednego wolnego gigabajta pamięci na odpalenie czegokolwiek innego.
SPEAKER_01I to jest w punkt. Do tego komputera, z którego już i tak dymi, podchodzisz ty z wielką energią ratownika.
SPEAKER_02Zaczynam otwierać okienka.
SPEAKER_01Właśnie. Wciskasz jakieś wielkie plany, wytyczne na przyszłość i zalewasz to wszystko swoimi silnymi emocjami. Co się w tej sytuacji dzieje?
SPEAKER_02No cóż, system zalicza twardy reset albo całkiem się zawiesza.
SPEAKER_01Zgadza się. Wkraczając z tą całą nad aktywnością z nowymi, silnymi bodźcami w przestrzeń kogoś, kto już nie przetworzy absolutnie niczego więcej, tylko pogarszamy sprawę.
SPEAKER_02Jasne.
SPEAKER_01Artykuł analizuje ten mechanizm bardzo precyzyjnie. Autorka twierdzi, że jeśli próbujemy przeżywać ten ból za kogoś i wchodzimy w tzw. niskie wibracje, my stajemy się po prostu kolejnym balastem.
SPEAKER_02Zaraz zaraz, czyli myślimy, że dajemy wielką ulgę, a tak naprawdę stajemy się nowym problemem dla tej osoby?
SPEAKER_01Dokładnie o to w tym chodzi. Ta osoba cierpiąca, zamiast po prostu w spokoju odczuwać to, co musi odczuć, nagle musi jeszcze zarządzać naszą obecnością.
SPEAKER_02O rany, faktycznie. Musi na przykład uspokajać tego, kto przyszedł pomóc.
SPEAKER_01Albo musi zużywać resztki energii, by kiwać głową na nasze złote rady, na które nie ma ułamka miejsca w swojej głowie. Taki wyczerpany umysł potrzebuje wyłącznie tła, które niczego nie wymaga.
SPEAKER_02A tym bezpiecznym tłem jest ten nasz kubek herbaty.
SPEAKER_01Właśnie ten obiad czy uśmiech w ciszy to są rzeczy, które w ogóle nie angażują zasobów poznawczych. Taki człowiek przyjmuje gest i dalej we własnym, bezpiecznym tempie analizuje swój świat.
SPEAKER_02To przyznam, że całkowicie zmienia moje myślenie. Bardzo jasno pokazuje to, dlaczego my tak łatwo robimy ze wsparcia obciążenie. Zbliżamy się tu płynnie do tego mroczniejszego zjawiska, nazywanego w tekście nadtroską.
SPEAKER_01Zjawisko nadtroski to fenomenalna koncepcja, która punktuje w zasadzie większość tych podstawowych błędów, jakie robimy przy ludziach w kryzysie. Dorota stawia sprawy bardzo twardo. Pisze, że to jest realne zagrożenie i tak zwane zawiązanie.
SPEAKER_02Zawiązanie mocno jak jakaś niebezpieczna pułapka psychologiczna i to pułapka, która działa na dwóch frontach jednocześnie.
SPEAKER_01Zdecydowanie.
SPEAKER_02Z jednej strony wysysa życiodajną energię z samego pomagającego. To emocjonalne uwikłanie zżera nasze zasoby, a z drugiej strony, co gorsza, niszczy osobę w potrzebie, rzucając na nią ten nasz balast zmartwień.
SPEAKER_01Żeby z tej pułapki jakoś wyjść obronną ręką, artykuł wprowadza jedną żelazną regułę. Brzmi ona pomóż i zostaw.
SPEAKER_02Krótko i na temat.
SPEAKER_01Naszym jedynym zadaniem jest wyczyścić otoczenie cierpiącego, stanąć, powiedzieć mocne i wyraźne jestem i co dalej.
SPEAKER_02I poczekać: nie być nachalnym, nie włazić w przestrzeń z butami.
SPEAKER_01No bo ta osoba układa sobie właśnie te miliony myśli, tak?
SPEAKER_02Właśnie. Szukamy tego fizycznego obszaru, gdy możemy coś odciążyć, robimy, co trzeba i wycofujemy się krok do tyłu. Autorka ma też bardzo konkretne przemyślenie, jeśli chodzi o udzielanie rat. Nie przebiera w słowach. Pisze, że jeśli już poczujesz ten ogromny, wiesz, niepohamowany przymus, by coś doradzić, to możesz mówić tylko o własnych doświadczeniach. Bo to hasło pomóż i zostaw, ono jest trudne do przełknięcia.
SPEAKER_01Dlaczego?
SPEAKER_02Zastanówmy się, jak to brzmi. Słowo zostaw w momencie czyjeś gigantycznej tragedii wydaje się być takie przeraźliwie chłodne, wręcz odarte z ludzkich uczuć. Jak połączyć ideę ciepłej, niewidocznej troski z emocjonalnym zostawieniem kogoś samego sobie, kiedy pali mu się dom, to idzie w kontrze do całej naszej potrzeby bliskości.
SPEAKER_01Każdy empatyczny człowiek poczuje tu zgrzyt, ale spójrzmy na to z głębszej psychologicznej perspektywy. Zostaw nie jest tu synonimem ucieczki, ani porzucenia kogoś na pastwę losu.
SPEAKER_02No to czym w takim razie jest?
SPEAKER_01Jest to objaw absolutnego, najbardziej podstawowego szacunku do przestrzeni drugiego człowieka. Kiedy mówimy zostaw, my nie trzaskamy drzwiami, nie znikamy. My wysyłamy taki podprogowy komunikat, widzę twój ból, uznaję jego wielkość i szanuję Twój proces, że nie zagłusze go własną osobą. Ale pozwala też nam samym powrócić do bazy, do równowagi, o której wspominał Turka.
SPEAKER_02A co się stanie, jeśli do niej nie wrócimy? Nastąpi to słynne zawiązanie.
SPEAKER_01Oczywiście, zaczniemy się zlewać z tragedią tej osoby. Stracimy obiektywny dystans. I to jest to, o czym mówiłem przed chwilą w kontekście ego ratownika. Powiedzmy sobie szczerze, ten widok cudzego cierpienia wprawia nas w panikę. My nie rzucamy tymi radami z mądrych książek po to, by komuś pomóc, tylko dlatego, że my sami w środku nie potrafimy znieść tej ciszy i widoku rozpaczy ukochanej osoby. Chcemy te rany szybko zakleić, zamalować, żeby nie patrzeć na krew. Dlatego to wycofanie się wymaga gigantycznej pracy nad sobą, wiesz, wymaga przyjęcia do wiadomości faktu, że niestety my nie jesteśmy wszechmocni. Nie uleczymy wszystkiego naszą gadaniną.
SPEAKER_02Bardzo mocna perspektywa. Ale przejdźmy może od teorii do praktyki. Mianowicie wiemy, że robimy herbatę, robimy ten słynny krok w tył i wracamy do równowagi. Ale stojąc w pokoju z bliskim, który właśnie rozpadł się na milion kawałków, w jaki sposób my mamy tak na żywo ocenić, gdzie jest ta granica. Skąd mam wiedzieć, że to, co robię teraz, to jest wspierająca troska, a to o krok dalej to już wpychanie się z butami i nad troska?
SPEAKER_01Odpowiedź na ten problem jest niesamowicie ciekawa, bo nie znajdziemy jej w samym wpisie na blogu. Pojawia się ona w dyskusji między autorką a czytelnikami w komentarzach poniżej.
SPEAKER_02I to jest piękno takich form w komentarzach można często dokopać się do prawdziwych skarbów. Jest tam czytelnik o imieniu Tomek, uderza w sedno i pyta wprost skąd wiadomo, kiedy troska to nadtroska i kiedy po prostu powiedzieć gnie.
SPEAKER_01Dorota odpowiada tam zdaniem, nad którym naprawdę trzeba się chwilę pochylić, używa sformułowania w równowadze w tak, czyli ani za mało, ani za dużo.
SPEAKER_02Narzędziem, które pozwala nam to wykalibrować jest według niej empatia. To nasza empatia celuje, ile jest nam w punkt. Co więcej, ona radzi asertywne odmawianie i mówienie nie w sytuacjach, kiedy my sami czujemy brak zgody wewnętrznej, nasz własny dyskomfort.
SPEAKER_01Zwykle myślimy, że empatia to zdolność do absolutnego oddania, cierpienia za kogoś. A blogerka mówi wyraźnie, by kierować ją również do siebie.
SPEAKER_02Tak, do wewnątrz dojrzała empatia chroni też nas samych.
SPEAKER_01Jak potężne to ma konsekwencje, kiedy musisz popatrzeć w oczy przyjacielowi czy partnerowi i powiedzieć nie, bo czujesz, że przekracasz własne granice.
SPEAKER_02Wydaje się to egoistyczne w takim momencie, kiedy oni cierpią.
SPEAKER_01Z psychologicznego punktu widzenia to jest walka ze zjawiskiem zmęczenia współczuciem.
SPEAKER_02Aha, z czymś, co zajeżdża nasz własny emocjonalny silnik.
SPEAKER_01Dokładnie. Jeśli wy eksploatujesz się bez reszty, rzucając się na ratunek komuś, w końcu twój własny napęd padnie.
SPEAKER_02I z ratownika zmienisz się w kolejną ofiarę w pokoju, która również potrzebuje pilnego ratunku i szklanki wody. Ale wiesz, zostaje ze mną jeszcze po tej całej naszej analizie jedna rzecz. Rzecz, która wypływa z tych przemyśleń, a która wydaje się trochę niepokojąca, skłania mocno do myślenia.
SPEAKER_01Cóż to takiego?
SPEAKER_02No bo skoro my autentycznie nie możemy za nikogo przeżyć tych tragicznych momentów i każda głębsza ingerencja, wchodzenie w to cierpienie staje się wręcz toksyczną próbą odbierania tego doświadczenia, to zastanawiam się, czy w takim razie ten najprawdziwszy, najgłębszy proces leczenia ludzkich ran jest z samego swojego założenia, absolutnie, ale to absolutnie samotną podróżą.
SPEAKER_01U, to jest ciężki kalibr myśli.
SPEAKER_02Prawda. Czy na tej ścieżce zdrowienia, nawet najbardziej kochający nas, najbardziej lojalni ludzie pełnią po prostu tylko rolę takich kelnerów od gorącej herbaty, a ten cały niszczący proces psychicznego poskładania się od pierwszego do ostatniego pęknięcia musi zawsze spocząć tylko i wyłącznie na naszych barkach.
SPEAKER_01To jest jedno z tych pytań, które rezonują z nami jeszcze długo po zadaniu, wspaniałe do samodzielnej refleksji.
SPEAKER_02I z tym pytaniem wszystkich zostawimy: bądźcie uważnie na bliskich, ale nigdy, absolutnie nigdy, nie zapominajcie obserwować swoich własnych kontrolek na desce rozdzielczej. Dziękuję za dziś i do usłyszenia przy kolejnej analizie.
SPEAKER_03Dziękuję ci za wspólnie spędzony czas. Niech to, co usłyszałeś, pracuje w tobie łagodnie. Jeśli czujesz, że ta treść może kogoś wesprzeć, podaj ją dalej. Zapraszam Cię też do subskrypcji. Powodzenia w odkrywaniu własnej prawdy do usłyszenia!