Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam
Historie codziennego życia, które wspierają w poznaniu siebie i zrozumieniu naszych reakcji. Artykuły są na stronie https://www.dorotatuitam.pl Zachęcam do przesłuchania.
Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam
Czy jesteś gotowy na zmiany?
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
Zapraszamy na blog: Dorota Tu i Tam
Witaj w przestrzeni Doroty czyszczonik. Słowa z bloga Dorota Tutaj tam odnajdują swój głos. Usiądź, poczuj i posłuchaj. Zapraszam na ucztę dla Twojej duszy.
SPEAKER_03Zaczęłam się zastanawiać, a co by było, gdybyśmy od samego początku traktowali życie nie jak wznoszenie monumentalnego budynku według nienaruszalnego szkicu, ale raczej jak zabawę klockami?
SPEAKER_04O, to bardzo obrazowe.
SPEAKER_03Prawda, wyobraźmy to sobie, siedzimy na dywanie, mamy przed sobą mnóstwo różnych elementów i ta konstrukcja po prostu ewoluuje w trakcie budowy. Jak jeden klocek nie pasuje, no to bierzemy inny. Dlaczego to nagłe odchylenie od życiowego scenariusza przez jednych traktowane jest jak niezwykle ekscytująca przygoda, a przez innych, no cóż, jak absolutna tragedia i zawalenie się fundamentów?
SPEAKER_04To jest kluczowe pytanie na dzisiaj.
SPEAKER_03Zgadza się. Dobrze, rozpakujmy to. Podczas naszej dzisiejszej analizy spróbujemy rozłożyć ten fenomen na czynniki pierwsze. Nasze dzisiejsze głębokie zanurzenie w temat opieramy na bardzo prowokującym artykule zatytułowanym Czy jesteś gotowy na zmiany. Jego autorka tworzy w sieci pod pseudonimem Dorota tu i tam i od razu zaznaczę, nie będziemy tu prześlizgiwać się po powierzchni. Chcemy zbadać samą mechanikę zmian w życiu.
SPEAKER_04Wejdziemy głęboko w te najbardziej emocjonalne i energetyczne powiązania międzyludzkie. Powiem Ci, że to jest niezwykle potrzebny temat, żyjemy w czasach, w których przewodnicowanie, niepewność i po prostu zmiana są w zasadzie jedynymi naszymi stałymi. Tekst autorki zmusza do naprawdę krytycznego spojrzenia na nasze fundamentalne założenia o stabilności. To świetny punkt wyjścia, żeby się zastanowić, czy to, co na co dzień nazywamy upragnionym bezpieczeństwem nie jest przypadkiem klatką, do której sami weszliśmy i co gorsza, wyrzuciliśmy klucz.
SPEAKER_03No dobrze, zacznijmy w takim razie od samych fundamentów. Autorka stawia sprawę jasno, wręcz filozoficznie. Pisze, że urodziliśmy się, by żyć, żyjemy, by doświadczać, a w konsekwencji by reagować na zachodzące zmiany. W tym oczywiście na zmiany w innych ludziach i to od razu pojawia się potężny zgrzyt.
SPEAKER_04O tak, ogromny.
SPEAKER_03Kiedy ten zaplanowany obraz życia nagle zaczyna wyglądać inaczej niż, no nie wiem, chociażby kilka miesięcy temu reagują tak, jakby dosłownie kończyło się ich istnienie. Po prostu tracą grunt pod nogami.
SPEAKER_04Zgadza się?
SPEAKER_03A źródło mówi bardzo wprost. Zgoda to jest koniec pewnego etapu, ale to absolutnie nie jest koniec istnienia jako takiego. Życie to przecież coś znacznie, znacznie więcej niż tylko to, co widać fizycznie na osi takiego linearnego czasu.
SPEAKER_04Zdecydowanie. Autorka próbuje tu niejako przedefiniować samo pojęcie życia. Odróżnia stagnację od doświadczania. Wiesz, to kurczowe trzymanie się tego architektonicznego planu, o którym wspomniałaś na początku, to nic innego jak podświadomy wybór stagnacji. A zmiana ze swojej samej natury wręcz brutalnie wymusza na nas doświadczanie nowych rzeczy. Ona po prostu wyrzuca nas ze strefy komfortu. Kluczem jest to, aby w trakcie tych zawirowań dbać o dobre samopoczucie z samym sobą, z tym, kim jesteśmy w danej konkretnej chwili, a nie z wyidealizowanym obrazem nas samych sprzed lat?
SPEAKER_03Jasne, ja rozumiem to założenie, ale przyjmując na chwilę rolę adwokata diabła, czy my naprawdę możemy tak po prostu żyć z dnia na dzień?
SPEAKER_04To znaczy.
SPEAKER_03Zaraz. Czy planowanie nie jest nam jednak potrzebne do zachowania jakiegoś elementarnego, zdrowego rozsądku w tym pędzącym świecie, jeśli całkowicie zrezygnujemy z jakichkolwiek planów, to czy my po prostu nie utoniemy w kompletnym chaosie?
SPEAKER_04Rozumiem twoją obawę.
SPEAKER_03Mam w głowie taką analogę do nawigacji GPS w samochodzie. Wsiadamy, wpisujemy konkretny cel i jedziemy. Jasne, nagle na drodze może pojawić się zwalone drzewo, wypadek, jakaś blokada. Zjeżdżamy wtedy z trasy. Samochot oczywiście nie wybucha, świat się nie kończy, z głośnika słyszymy tylko spokojny komunikat o przeliczaniu trasy. Ale przecież my nadal musimy mieć wpisany w ten system jakiś cel podróży. Bez niego będziemy po prostu bez sensu jeździć w kółko po osiedlu, prawda?
SPEAKER_04Spalając tylko benzynę.
SPEAKER_03To jest niezwykle trafna analogia, ale zwróć uwagę na to, gdzie w tej podróży powstaje prawdziwe cierpienie.
SPEAKER_04No gdzie?
SPEAKER_03Problem nie polega na tym, że mamy cel wbity w nawigację. Cały ten życiowy dramat zaczyna się w momencie, gdy kierowca widzi przed sobą tę betonową zaporę, ale zaczyna z całej siły krzyczeć na system GPS.
SPEAKER_04Czyli uderza pięściami w kierownicę - właśnie. Odmawia zjechania w boczną drogę i z uporem baniaka twierdzi, że ta pierwotna, zablokowana trasa to jest jego jedyna racja bytu.
SPEAKER_01O rany, no tak, to ma sens.
SPEAKER_04Autorce nie chodzi o gloryfikację chaosu, czy o to, by błąkać się tak kompletnie bez celu. Chodzi o uchwycenie różnicy między posiadaniem pewnej intencji a byciem zakładnikiem jednego scenariusza. Rozumiem. Sztywne plany są pułapką, bo z definicji opierają się na iluzji tego, że mamy pełną kontrolę nad zmiennymi, na które w rzeczywistości nie mamy absolutnie żadnego wpływu, a najpotężniejszą z tych zmiennych są przecież inni ludzie.
SPEAKER_03I to jest ten moment, kiedy koncepcja przeliczania trasy uderza bezpośrednio w nasze relacje. O tak. Skoro życie to nieustanna zmiana, pojawia się bardzo praktyczne pytanie. Jak ta nasza zmienność wpływa na ludzi dookoła, a ich zmienność na nas? Powiem ci, że autorka ma na ten temat fascynujące, choć trzeba przyznać dość radykalne spojrzenie.
SPEAKER_04Zdecydowanie radykalne dla wielu osób.
SPEAKER_03W tekście znajdujemy bardzo mocne ostrzeżenie przed zbytnim przywiązywaniem się do ludzi, do ich zachowań, do konkretnych miejsc i rzeczy. Tłumaczy to tym, że z perspektywy całości istnienia to wszystko jest po prostu, i tu cytat, chwilowe.
SPEAKER_04No i wiesz, słowo chwilowe często działa na ludzi dosłownie jak płachta nabyka, budzi w nas gigantyczny opór, no bo przecież chcemy wierzyć, że nasze związki czy przyjaźnie są już na zawsze.
SPEAKER_03Prawda.
SPEAKER_04Jednak autorka stawia tu ważną tezę, definiując, czym w jej oczach jest prawdziwie piękna relacja. Według niej to relacja całkowicie bezwarunkowa i co kluczowe wolna od oczekiwań.
SPEAKER_03Podaje tam wręcz bardzo namacalny przykład. Twierdzi, że piękna relacja to taka, w której można powiedzieć komuś bliskiemu nie, nie teraz, a w odpowiedzi słyszy się szczerą zgodę i nie czuje się przy tym żadnego ukłucia w sercu.
SPEAKER_04Żadnego. Nie ma fochów z drugiej strony.
SPEAKER_03Nie ma poczucia winy, cichych dni, wymówek i tych takich męczących, natarczywych myśli o tym, jakby tu kogoś zmaniulować, żeby w końcu zrobił to, czego my chcemy.
SPEAKER_04Zgadza się.
SPEAKER_03Wyobrażam to sobie jako próbę utrzymania wody w dłoni. Jeśli z całej siły zaciśniemy pięść, bo tak bardzo boimy się tę wodę stracić, no to ona natychmiast ucieknie nam między palcami, zostajemy z niczym.
SPEAKER_04Świetne porównanie.
SPEAKER_03Ale jeśli rozluźnimy mięśnie i po prostu trzymamy ją na otwartej, spokojnej dłoni, woda naturalnie tam zostaje. Niemniej znów muszę dopytać, czy ten postulat nieprzywiązywania się w praktyce nie brzmi nieco chłodno?
SPEAKER_04Chłodno, w jakim sensie?
SPEAKER_03No jakbyśmy promowali jakiś taki emocjonalny dystans i wręcz obojętność wobec najbliższych.
SPEAKER_04Wiesz co, ta wątpliwość. Wynika ona jednak z tego, jak w ogóle rozumiemy miłość i bliskość w dzisiejszej kulturze. Zbyt często w zasadzie niemal automatycznie mylimy miłość z zawłaszczeniem. Z takim poczuciem, że drugi człowiek w pewien sposób do nas należy.
SPEAKER_03Racja.
SPEAKER_04Brak przywiązania w kontekście tego artykułu absolutnie nie oznacza braku miłości czy emocjonalnego chłodu. To wyzbycie się chęci kontroli. Autorka mocno akcentuje potrzebę szukania wartości, którymi wspólnie wibrujemy, i uczenia się bycia z ludźmi w emocjach zmian.
SPEAKER_03Czyli to nie jest dystans.
SPEAKER_04Zdecydowanie nie. Zastanówmy się nad tym głębiej. Kiedy uporczywie analizujemy, co musimy powiedzieć partnerowi, żeby wpisał się w nasz plan, to tak naprawdę stosujemy formę przemocy emocjonalnej.
SPEAKER_03O wow, ostre słowa.
SPEAKER_04Ale prawdziwe, to jest kontrola w białych rękawiczkach. Pod płaszczykiem troski mówimy, będę cię kochać, jeśli będziesz taki, jak to sobie wymyśliłem.
SPEAKER_01Aha.
SPEAKER_04A autorka promuje coś diametralnie innego, czyli emocjonalną wolność - przestrzeń, w której możemy prawdziwie dzielić się sobą, dając drugiej osobie pełne prawo do własnej ewolucji?
SPEAKER_03Dobrze, powiedzmy, że rozumiem i w pełni akceptuję tę teorię, ta bezwarunkowa wolność na otwartej dłoni brzmi na papierze poetycko. Zderzmy to jednak z brutalną rzeczywistością i realnym życiem.
SPEAKER_04No tak, bo teoria to jedno, a praktyka to drugie.
SPEAKER_03Otóż to, co dzieje się w praktyce, gdy w długoletniej relacji nagle jedna osoba zaczyna się intensywnie rozwijać, a druga z różnych powodów zostaje w miejscu. Źródło opisuje tę specyficzną dynamikę jako proces tak zwanego budzenia się. Z jednej strony staje osoba, która nagle poszerza świadomość, traktuje zmiany jako naturalną kolej rzeczy, zaczyna starannie ważyć słowa i czyny, a z drugiej strony zostaje ktoś, kto zaplanował sobie bardzo stabilną, przewidywalną, może odrobinę nudną, ale bezpieczną relację i nagle kompletnie nie rozumie, kim jest człowiek, z którym dzieli życie, jak w ogóle znaleźć wspólny język w takiej sytuacji.
SPEAKER_04Powiem ci, że znalezienie go bywa niezwykle trudne. I to jest bodaj najbardziej bolesny moment każdej ewolucji osobistej. Mamy tu do czynienia z frontalnym zdarzeniem dwóch zupełnie innych paradygmatów postrzegania świata.
SPEAKER_03Dokładnie, to jak taniec w parze. Wyobraźmy sobie, że dwoje ludzi przez kilkanaście lat perfekcyjnie tańcze klasycznego walca. Krok w przód, krok w tył, raz, dwa, trzy.
SPEAKER_04Przewidywalny rytm i pełne bezpieczeństwo.
SPEAKER_03Pełny. I nagle dosłownie w połowie utworu muzyka w głowie jednej osoby się zmienia i zaczyna ona tańczyć żywiołową salsę. Pojawia się pytanie, jak można kontynuować taniec na jednym parkiecie, robiąc dwa tak różne układy, żeby do krwi nie podeptać sobie stóp.
SPEAKER_04To znakomity obraz do zilustrowania tego ogromnego napięcia, ale z psychologicznego punktu widzenia musimy zrozumieć jedną bardzo ważną rzecz. Ta osoba, która nadal chce tańczyć walce, zazwyczaj wcale nie robi tego na złość partnerowi.
SPEAKER_03Nie, a często to tak właśnie wygląda.
SPEAKER_04Wygląda, ale jej opór, fochy czy nawet agresja, nie wynikają z czystej złośliwości. One są napędzane po prostu paraliżującym lękiem przed utratą zaplanowanej stabilności. Zrozummy to z jej perspektywy. Ktoś budował całe swoje poczucie bezpieczeństwa na fundamencie przewidywalności, a nagle rozwój najbliższej osoby wygląda jak atak materiałami wybuchowymi na ten fundament.
SPEAKER_02Noracja to musi być przerażające.
SPEAKER_04Osoba budząca się, czyli ta tańcząca salse, widzi przed sobą nieskończone możliwości. A osoba pozostająca w starym schemacie widzi wyłącznie chaos, zagrożenie i opuszczenie. Często uświadamiają sobie wtedy, że samo uczucie może po prostu nie wystarczyć, gdy gubią wspólny słownik.
SPEAKER_03I w ten sposób dochodzimy do absolutnego impasu: waltz kontra salsa. Połamane palce u stóp, potężna frustracja po obu stronach. Pytanie brzmi, jak można przełamać coś takiego?
SPEAKER_04To wymaga ogromnej pracy.
SPEAKER_03Autorka artykułu przytacza tu fascynujące studium przypadku ze swojej praktyki, pokazuje to mechanikę konfliktów od zupełnie innej strony. Opisuje pracę z pewną rodziną w tak zwanej przestrzeni, choć fizycznie kontaktowała się głównie z jedną osobą.
SPEAKER_04Zgadza się.
SPEAKER_03A rezultat był niesamowity. Gdy ten jeden członek rodziny ostatecznie puścił mocną karmę, zrezygnował z energii podporządkowania się i tkwienia pod czyjąś kontrolą, wywołało to potężną lawinę zmian. Pojawił się ten rodzinny efekt domina.
SPEAKER_04Tak. Przy czym autorka bardzo trzeźwo, co mi się osobiście bardzo podoba, zaznacza, że ten efekt domina w pierwszej fazie wcale nie wygląda pięknie, używa wręcz sformułowania, że na początku wcale nie było kolorowo.
SPEAKER_03I dobrze, że to padło. Często jesteśmy karmieni iluzją, że jak tylko zaczniemy pracę nad sobą, to nagle wszystko dookoła zaleje światło, a rodzina po prostu wpadnie nam w ramiona. A tutaj mowa o procesie oczyszczania, który bywa po prostu brutalny.
SPEAKER_04Bo to jest dekonstrukcja starego systemu.
SPEAKER_03Wyobrażam to sobie jako taką karuzelę, która wisi nad dziecięcym łóżeczkiem. Mamy idealnie wyważony system połączonych gwiazdek i księżyców. Jeśli pociągniemy w dół tylko jedną małą gwiazdkę, nie zmieniamy tylko jej pozycji.
SPEAKER_04Cała ta misterna konstrukcja zaczyna się nagle chwiać.
SPEAKER_03Zderzać ze sobą kręcić i bardzo gwałtownie szukać nowego środka ciężkości. Powiedz mi, zdejmując na chwilę kapelusz mistycyzmu, dla kogoś bardzo sceptycznego wobec pojęć takich jak karma, jak brzmi uniwersalny mechanizm tego zjawiska. Dlaczego zmiana jednego elementu psuje szyki całej rodzinie?
SPEAKER_04Ten mechanizm to absolutna podstawa klasycznej psychologii systemowej. Każdy funkcjonujący system, a rodzina to najsilniejszy z nich, ma wbudowaną potężną potrzebę utrzymania równowagi. Nazywamy to homeostazą.
SPEAKER_03Niezależnie od tego, czy ten system jest zdrowy, właśnie to jest kluczowe.
SPEAKER_04System dąży do równowagi nawet wtedy, gdy jest ona skrajnie patologiczna, toksyczna i opiera się na cierpieniu.
SPEAKER_03O rany, ale dlaczego?
SPEAKER_04Bo ten układ ról jest po prostu znany, a to, co znane, ewolucyjnie wydaje nam się bezpieczne. I kiedy ta jedna osoba, ten jeden element na karuzeli nagle odmawia odegrania swojej stałej roli. Na przykład uśmiecha się i ignoruje zaczepkę, zamiast wchodzić w obronę, no to powstaje absolutna próżnia.
SPEAKER_03I system po prostu wariuje.
SPEAKER_04Dokładnie. Reszta rodziny jest nagle zmuszona do gwałtownego przedefiniowania swoich zachowań.
SPEAKER_03Czyli to jest to upadające domino?
SPEAKER_04Oto to, nie mogą odgrywać starego scenariusza bez kluczowego aktora.
SPEAKER_03Wujek nie wie, kogo atakować, ciotka nie wie, kogo pocieszać, i nagle w bardzo niewygodny sposób wszystko wychodzi na jaw. Nawet jeśli reszta wcale nie miała ochoty na zmiany.
SPEAKER_04Właśnie z tego powodu autorka podkreśla, że na początku proces oczyszczania jest tak bardzo bolesny. System próbuje desperacko wciągnąć osobę z powrotem do starej roli. Pojawia się szantaż emocjonalny, pasywna agresja, ale tylko pozbywając się tej potrzeby bycia ofiarą lub kontrolerem uwalniamy przestrzeń do czegoś autentycznego.
SPEAKER_03To nam uświadamia jedną niepodważalną rzecz. Jak potężny wpływ ma nasza własna postawa? Widząc, że odpuszczenie jednego małego elementu może zmienić cały układ otoczenia, docieramy do ostatniej przeszkody. Dlaczego mimo tej wiedzy tak ogromna liczba osób wybiera rolę wiecznego widza?
SPEAKER_04To bardzo powszechny problem.
SPEAKER_03Wolą stać z boku, czytać mądre książki, ale w realnym życiu nie zmieniają absolutnie niczego. Autorka w tekście przyznaje wprost, że często odmawia odpowiedzi na pytania swoich klientów, bo pytań tych zadają ze zwykłej ciekawości. Chcą wiedzieć, co tam u tamtego słychać, ale nic za tym nie idzie. Według niej prawdziwa wiedza przychodzi tylko wtedy, gdy człowiek jest gotowy, by z niej skorzystać.
SPEAKER_04I tu dotykamy sedna odpowiedzialności za rozwój. Autorka punktuje postawę Ja sobie tu tylko posiedzę i poobserwuję. Jeśli chcesz być obserwatorem, okej, ale wiedz, że prawdziwa zmiana wymaga działania. Skoro widzisz destrukcyjny mechanizm we własnym życiu, to dlaczego go u licha nie przerwiesz?
SPEAKER_03W dobie dzisiejszego przebocowania informacyjnego umiejętność dobrowolnego puszczenia kontroli i akceptacji zmian wydaje się być absolutną życiową supermocą. Pozwala skupić nam energię na jedynej rzeczy, na którą mamy faktyczną władzę, czyli na naszej własnej reakcji. Być może to jest ten moment, kiedy przestajemy płakać nad zniszczonym planem architektonicznym, bierzemy na spokojnie dostępne klocki i budujemy zupełnie nowe życie. Warto eksplorować te mechanizmy samodzielnie. Do usłyszenia w kolejnych analizach.
SPEAKER_00Do usłyszenia. Dziękuję ci za wspólnie spędzony czas. Niech to co usłyszałeś, pracuje w tobie łagodnie. Jeśli czujesz, że ta treść może kogoś wesprzeć, podaj ją dalej. Zapraszam Cię też do subskrypcji. Powodzenia w odkrywaniu własnej prawdy. Do usłyszenia!