Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam
Historie codziennego życia, które wspierają w poznaniu siebie i zrozumieniu naszych reakcji. Artykuły są na stronie https://www.dorotatuitam.pl Zachęcam do przesłuchania.
Uczta dla Duszy - Dorota Tu i Tam
Czy martwienie w czymś pomoże?
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
Zapraszamy na blog: Dorota Tu i Tam
Witaj w przestrzeni Dorotyczyszczonik. Słowa z bloga Dorota Titam odnajdują swój głos. Usiądź, poczuj i posłuchaj. Zapraszam na ucztę dla Twojej duszy.
SPEAKER_01Kiedy bliski człowiek łamie nogę, to sprawa wydaje się, no niezwykle prosta do ogarnięcia.
SPEAKER_02Prawda? Absolutnie. Widać problem gołym okiem.
SPEAKER_01Właśnie. Mamy konkret: jest prześwietlenie, jest ten gips, no i pojawiają się kule rehabilitacyjne.
SPEAKER_02I natychmiast włącza się w nas taka wiersz naturalna potrzeba fizycznej pomocy.
SPEAKER_01Dokładnie tak. Trzeba przynieść jakieś ciężkie zakupy, ugotować obiad, pomóc wejść po schodach. To wszystko jest takie absolutnie namacalne. Zgadza się. Instrukcja obsługi takiego kryzysu jest dla każdego w zasadzie jasna i czytelna. Witamy serdecznie w dzisiejszej analizie z tej strony.
SPEAKER_02Mhm.
SPEAKER_01No właśnie, będziemy dzisiaj głęboko wchodzić w temat, który jest trochę mniej namacalny niż ten przysłowiowy gips. No właśnie, mózg uwielbia to, co widzi. Daje to takie ogromne poczucie kontroli i sprawczości. Co w sytuacjach stresowych jest niezwykle kojące dla tej osoby pomagającej?
SPEAKER_02Oczywiście. Ale rodzi się pytanie, co się dzieje, kiedy ten sam bliski człowiek przechodzi przez kryzys, którego no jakby nie widać na żadnym zdjęciu rentkienowskim.
SPEAKER_01No właśnie. Kiedy mowa na przykład o załamaniu emocjonalnym.
SPEAKER_02Albo wypaleniu zawodowym.
SPEAKER_01Albo jakimś trudnym momencie w relacji.
SPEAKER_02Tak, czy jakiejś po prostu wewnętrznej blokadzie. Nagle ta przejrzysta instrukcja nam znika, nie ma gipsu, który można tak fizycznie założyć i co się wtedy najczęściej uruchamia?
SPEAKER_01Panika. O, to to. Zaczyna się panika i zaczyna się takie bardzo intensywne, wiesz, głośne martwienie się.
SPEAKER_02I to jest fascynujące z punktu widzenia psychologii, bo kulturowo panuje takie przekonanie, że to nasze, znaczy to głębokie martwienie się jest odpowiednikiem tego gipsu. Dokładnie. Że to jest ta najwyższa forma naszej pomocy i wsparcia.
SPEAKER_01Tylko warto w tym miejscu zadać sobie pytanie, czy ten powiedzmy sobie, emocjonalny gips, czy on w ogóle cokolwiek leczy.
SPEAKER_02Z mojej perspektywy, patrząc na te mechanizmy psychologiczne, to bardzo często okazuje się, że jest to jedynie taki dodatkowy, niepotrzebny balast, który zupełnie nieświadomie zresztą kładziemy tej cierpiącej osobie na plecy.
SPEAKER_01Czyli zamiast usztywniać złamanie, to odbieramy jej możliwość ruchu.
SPEAKER_02Misją dzisiejszej dyskusji jest przyjrzenie się tej różnicy.
SPEAKER_01Różnicy między martwieniem się a troską. Ponieważ nagminnie te dwa stany wrzucamy po prostu do jednego worka. A to błąd. Potężny błąd. Bazą do naszej dzisiejszej analizy jest krótki, ale no niesamowicie wręcz esencjonalny tekst. Pochodzi z bloga pod tytułem Dorota tu i tam, wpis jest zatytułowany wprost i tu zacytuję: Czy martwienie w czymś pomoże. Wyobraźmy sobie taki proces martwienia się jako wiesz, intensywne bujanie się w fotelu na biegunach.
SPEAKER_02OK.
SPEAKER_01Wkłada się w to ogromne ilości wysiłku. Mięśnie są napięte, tętno nam rośnie, oddech przyspiesza, prawda? Mamy tu ciągłą akcję, ciągły ruch.
SPEAKER_02Człowiek się spala, spala za soby.
SPEAKER_01Dokładnie. Ale popatrzmy na finał tej akcji. Po godzinie, po dwóch czy tam pięciu godzinach takiego intensywnego bujania się, fotel nadal stoi w tym samym punkcie w pokoju.
SPEAKER_02Nie posunął się nawet o milimetr.
SPEAKER_01Ani o milimetr. Cały ten wysiłek generuje wyłącznie zadyszkę i pogłębiający się niepokój, absolutnie nie rozwiązał żadnego problemu. I tu się pojawia gigantyczny znak zapytania. Dlaczego kulturowo tak mocno zespawaliśmy to bezproduktywne, wyczerpujące bujanie się w fotelu z miłością, z byciem zaangażowanym.
SPEAKER_02Ten kulturowy bagaż to jest w ogóle fascynujący wątek, bo historycznie my po prostu utożsamiamy wysiłek emocjonalny zlojonnością, z oddaniem.
SPEAKER_01Że jak cierpię razem z tobą, to znaczy, że mi zależy.
SPEAKER_02Właśnie. Cierpienie współdzielone wydaje nam się jakieś takie szlachetniejsze. Pokutuje to przekonanie, że jak nie widać po kimś niepokoju, no to relacja chyba nic dla niego nie znaczy.
SPEAKER_01Ale jak przyłożymy to na język autorki z tego wpisu, to obraz się drastycznie zmienia.
SPEAKER_02Tak, tam pada bardzo mocne zdanie, że martwienie się to, i tu cytat, przekazywanie już obarczonych strachem emocji o bardzo niskiej wibracji. Jak uruchamia się w nas martwienie, to główną emocją napędową powiedzmy sobie szczerze, nie jest czysta miłość. Tylko głęboki strach. To jest ten lęk, że komuś nie wyjdzie, po prostu skończy się katastrofą.
SPEAKER_01Czyli pod tym płaszczykiem deklaracji typu Ja tylko chcę dla Ciebie dobrze, bo cię bardzo kocham, w zasadzie wysyła się taki podskórny, mocny komunikat.
SPEAKER_02Jaki komunikat?
SPEAKER_01Nie wierzę, że sobie z tym poradzisz. To jest wotum nieufności wobec możliwości drugiej osoby.
SPEAKER_02Uderzyłeś w sam rdzenie problemu. Jak pomyślimy o tym na poziomie czystej biologii, no to strach to są spiąte ramiona. To jest spłacony oddech, nerwowy ton głosu, wiesz, taka chaotyczna mowa ciała, plus natłok pytań uderzających z prędkością karabinu maszynowego. I teraz wyobraźmy sobie człowieka w samym środku potężnego kryzysu. Jego własny układ nerwowy jest już przeciążony.
SPEAKER_01Człowiek przysłowiowo tonie.
SPEAKER_02Tonie i nagle w jego przestrzeni pojawia się bliska osoba, żeby rzucić to koło ratunkowe. Tak, tylko że ta osoba emanuje chaosem, wnosi własne lęki, własne napięcie i spłacony oddech. Intencja jakby była najczystsza pod słońcem.
SPEAKER_01Ale efekt tej akcji ratunkowej jest taki, że ta tonąca osoba musi od teraz utrzymać na powierzchni nie tylko siebie, ale i tego spanikowanego ratownika. Zamiast dawać stabilny grunt, relacja zostaje obciążona nowym ciężarem. Ten ratownik martwiący się, staje się w zasadzie kolejnym problemem do rozwiązania.
SPEAKER_02Ten mechanizm zarażania emocjonalnego tak właśnie działa.
SPEAKER_01No dobrze, skoro tak wyraźnie widać, że to całe martwienie się to po prostu sypanie piasków w tryby, no to pojawia się pytanie o alternatywę.
SPEAKER_02I tu autorka tekstu nie zostawia nas bez diagnozy. Pisze krótko, zamień właśnie martwienie się w troskę.
SPEAKER_01Brzmi jak bardzo ładny, poetyczny wręcz slogan, tylko jak to zrobić? Tak czysto operacyjnie. Przecież nie da się pstryknąć palcami i przestać czuć emocji, zwłaszcza jak chodzi o bliską osobę.
SPEAKER_02I tutaj właśnie blok okazuje się bardzo praktyczny. Bo sprowadza ten wielki koncept do małych kroków. Autorka proponuje dwa wymiary. Pierwszy, kiedy dzieli nas odległość fizyczna, drugi, kiedy jesteśmy obok.
SPEAKER_01W przypadku odległości wskazówka jest, wiesz, może dla niektórych zaprosta, żeby po prostu wysłać kilka radosnych słów.
SPEAKER_02Że taki drobny komunikat to w zupełności wystarcza.
SPEAKER_01Tak, ale o wiele ciekawsze moim zdaniem jest to, co dzieje się, gdy jesteśmy obok, fizycznie. Autorka sprowadza troskę do niemalże banalnej czynności.
SPEAKER_02Do zrobienia kubka ciepłej herbaty, prawda?
SPEAKER_01Dokładnie. Ale pada tam też kilka słów, które budują zupełnie inną powiedzmy architekturę emocjonalną. Pada słowo opieka, czułość, i co ważne, znalezienie czasu na ciszę.
SPEAKER_02Zatrzymanie się przy słowie czułość jest tu absolutnie kluczowe.
SPEAKER_01To zupełnie inna galaktyka niż głośne martwienie się.
SPEAKER_02O tak. Bo czułość wyklucza z definicji pośpiech i napięcie. Wymaga zwolnienia tempa, rozluźnienia ciała, miękłości głosu. I ten kubek herbaty to fascynujący mechanizm regulacji emocjonalnej.
SPEAKER_01Zastanawiałem się nad tym, dlaczego właśnie herbata.
SPEAKER_02Bo parzenie herbaty wymaga czasu, wymaga takich powolnych, fizycznych, monotonnych wręcz czynności. Musisz zagotować wodę, musisz poczekać aż napar na bieże mocy. Samopodanie tego ciepłego kubka działa na zmysły. Ciepło fizycznie rozluźnia napięte mięśnie.
SPEAKER_01A samotopicie, połykanie jakby zmusza do głębszego oddechu, przełknięcia śliny.
SPEAKER_02Co z kolei stymuluje nerw błędny, a on odpowiada za uspokojenie organizmu.
SPEAKER_01Czyli to nie jest tylko taki miły gest na odczepnego, to jest realne narzędzie do zmiany stanu fizjologicznego obu osób w pokoju.
SPEAKER_02Dokładnie.
SPEAKER_01Brzmi to sensownie, bardzo sensownie, ale muszę tu podrzucić małe wyzwanie dla tej koncepcji, odegrać takiego trochę adwokata diabła.
SPEAKER_02Proszę bardzo.
SPEAKER_01Jak się czyta ten fragment o herbacie i tej ciszy, jest tam pewne zdanie. Autorka mówi, czasem musisz po prostu poczekać i być na długo, tyle, ile trzeba. A teraz, gdybyśmy wyobrazili sobie kogoś, kto patrzy na bliską osobę, która jest pogrążona w głębokim dole, w apatii. Przecież naturalnie buzuje w nas potrzeba ewolucyjna wręcz, żeby coś natychmiast zrobić, szarpać, podsuwać plany ratunkowe.
SPEAKER_02Posiedź w ciszy i czekaj.
SPEAKER_01No właśnie, z perspektywy ratownika to brzmi niemal jak jakaś kapitulacja, jak bierna obserwacja tonącego statku.
SPEAKER_02Ten opór jest całkowicie naturalny, wpojono w nas taką kulturę działania, prawda? Jak nic nie robisz fizycznie, to znaczy, że ignorujesz problem.
SPEAKER_01I zmiana tej perspektywy wydaje się, no bardzo trudna. Szukając jakiegoś obrazu, który by pomógł zrozumieć ten brak fizycznego pośpiechu, wpadłem na metaforę ogrodnika.
SPEAKER_02O, ciekawe, jak to widzisz?
SPEAKER_01Wyobraźmy sobie sadzenie nasiona w doniczce. Wiadomo, natura potrzebuje czasu na wykiełkowanie. Jak by to wyglądało, gdybyśmy chcieli ten proces przyspieszyć poprzez takie nasze martwienie się?
SPEAKER_02Prawdopodobnie byśmy to zepsuli.
SPEAKER_01No ogrodnik stałby nad tą doniczką z zaciśniętymi pięściami i krzyczał. Rośnij! Dlaczego nic się nie dzieje? A co jak zgniłeś w tej ziemi? Pokaż korzenie.
SPEAKER_02I zacząłby grzebać palcami w ziemi.
SPEAKER_01Rozgrzebywać, sprawdzać postępy. Przy okazji niszcząc te delikatne, mały pędy, no czysty absurd.
SPEAKER_02Absolutny absurd, przecież nie zmusimy rośliny do wzrostu krzykiem.
SPEAKER_01Dokładnie. Narzędzia ogrodnika to zapewnienie odpowiednich warunków. Woda na słonecznienie to jest nasz odpowiednik tej troski i kubka ciepłej herbaty.
SPEAKER_02A jak już te warunki zapewni?
SPEAKER_01To staje z boku i pozwala procesom toczyć się w ich własnym, spokojnym tempie. Po prostu czeka.
SPEAKER_02Z inną metaforą z tekstu, bo autorka używa sformułowania w przestrzeni przekazuj powietrze i z tym ogrodnikiem to nabiera pełnego sensu, bo czym jest to przekazywanie powietrza, kiedy wpadamy do pokoju z własnym lękiem, ze stoma pytaniami, torbą nieproszonych rat, to zachowujemy się jak ten panikujący ogrodnik. Właśnie. I co wtedy robimy? Dosłownie wysysamy tlen z pomieszczenia. Robi się duszno, ciężko, klaustrofobicznie.
SPEAKER_01Odbieramy tej osobie przestrzeń na zaczerpnięcie oddechu, nie ma szans na własne rozwiązanie problemu, bo przestrzeń została całkowicie zduminowana przez niepokój ratownika.
SPEAKER_02Otóż to, przekazywanie powietrza to jest ten świadomy, bardzo celowy krok w tył.
SPEAKER_01Krok w tył, który komunikuję jestem tu.
SPEAKER_02Tak, jestem bezpieczną przystanią, mam tę czułości herbatę, ale mam też głębokie zaufanie do Twojej siły. Nie zejjecie swoją paniką.
SPEAKER_01To jest metafora takiego otwarcia okna w zaduchu.
SPEAKER_02To wspólne milczenie nad herbatą, to jest chyba najtrudniejsza forma pracy nad sobą. Zauważ, jak żelaznej samokontroli to wymaga.
SPEAKER_01O, potężnej trzeba opanować ego, które po prostu krzyczy, ja to muszę naprawić, muszę poczuć się potrzebny.
SPEAKER_02Rezygnacja z tego odruchu, żeby dać komuś spokój, to wyższy poziom inteligencji emocjonalnej.
SPEAKER_01Czyli to pozorne nic nie robienie okazuje się wręcz najcięższą robotą do wykonania. Zaczyna to mieć mnóstwo sensu.
SPEAKER_02A to prowadzi nas prosto do ostatniego i być może najbardziej rewolucyjnego punktu dzisiejszej analizy.
SPEAKER_01Bo dotąd skupialiśmy się na odbiorcy tej troski o sobie w kryzys. Ale co ta transformacja daje nam, osobom pomagającym.
SPEAKER_02Konkluzja autorki jest bardzo krótka, ale trafia w sedno.
SPEAKER_01Zgadza się, tekst podsumowany jest takimi słowami: krótko, bo i nie ma o czym więcej. Troszczcie się o swoją przestrzeń.
SPEAKER_02To zdanie obraca obiektyw kamery o 180 stopni.
SPEAKER_01Odwraca perspektywę całkowicie. Zastąpienie martwienia się troską to nie jest tylko ładny gest w stronę potrzebującego, ale potężna tarcza ochronna dla nas samych.
SPEAKER_02Dla naszego własnego układu nerwowego.
SPEAKER_01Pomyślmy o tym w kontekście tych niskich wibracji. Wpadając w spirale zamartwiania się o innych, dobrowolnie, podłączamy własny system do potężnego źródła lęku.
SPEAKER_02Zaczynamy rezonować tą samą energią.
SPEAKER_01Tymczasem dbanie o swoją przestrzeń to jak instrukcja obsługi stawiania żelaznych granic.
SPEAKER_02Umiejętność oddzielenia swoich emocji od cudego chaosu obok, bo nie można przecież wyciągnąć kogoś z ruchomych piasków, jeśli z solidarności wskoczy się z nim do tego samego bagna.
SPEAKER_01Wtedy mamy dwie tonące osoby.
SPEAKER_02Dokładnie. Ten ostateczny werdykt jest bezlitosny, nie można być dla kogoś stabilnym oparciem, jeśli samemu traci się fundament pod nogami. Dbanie o swoją przestrzeń to rygorystyczne zarządzanie własnymi zasobami, równy oddech, pielęgnowanie ciszy.
SPEAKER_01Zbliżając się do końca naszej analizy, spróbujmy to jakoś zebrać w całość. Ten z pozoru prosty w pis to w gruncie rzeczy lekcja ewolucji.
SPEAKER_02Przejścia z takiego hałaśliwego, podszytego ego martwienia się na troskę.
SPEAKER_01Troskę, która jest cicha, lekka, oparta na zaufaniu do drugiej osoby. Sztuka zaparzenia herbaty i zrobienia tego kroku w tył.
SPEAKER_02I to wnosi niezwykle ważną rzecz do naszej codzienności.
SPEAKER_01Przynosi ogromną ulgę zdejmuje z barków cały ciężar.
SPEAKER_02Tak, bo to znaczy, że można zdjąć z siebie obowiązek ratowania całego świata, zachowując empatię, można emanować ciepłem, oferować małe gesty, a jednocześnie nie pozwalać, by czyjś dramat rujnował nasz spokój wewnętrzny.
SPEAKER_01To faktycznie uwalniająca recepta na pomaganie bez takiego samospalenia.
SPEAKER_02Absolutnie tak. Zmienia to zasady gry.
SPEAKER_01Zdecydowanie. Rozbraja cały ten kulturowy wymóg, żeby udowadniać miłość jakimś pokazowym cierpieniem. Bardzo dziękujemy za wspólny czas podczas dzisiejszej analizy.
SPEAKER_02Dziękujemy i życzymy samych przynoszących ulgę odkryć, mnóstwa czułości i bezpiecznej, wolnej odlęku przestrzeni.
SPEAKER_00Do usłyszenia dziękuję ci za wspólnie spędzony czas. Niech to co usłyszałeś, pracuje w tobie łagodnie. Jeśli czujesz, że ta treść może kogoś wesprzeć, podaj ją dalej Zapraszam Cię też do subskrypcji: Powodzenia w odkrywaniu własnej prawdy: do usłyszenia! Daduję.