UKRYTY JĘZYK CODZIENNOŚCI

"Synku, świetnie to zrobiłeś"

Joanna Bylinka, Dorota Bartosiak

Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.

0:00 | 36:32

Synku, świetnie to zrobiłeś!" - o docenianiu, uznaniu i mocy słów

W tym odcinku rozmawiamy o różnicy między chwaleniem, docenianiem a uznaniem - trzema rzeczami, które często mylimy, a które działają na nas zupełnie inaczej. Zastanawiamy się, jak prawdziwa obecność i uważność budują w dziecku trwałe poczucie własnej wartości, oraz jak język, którym mówimy, kształtuje jego poczucie sprawczości i odpowiedzialności za siebie.

Dotykamy też czegoś, co dobrze znamy z własnego doświadczenia: dlaczego w naszej kulturze łatwiej przychodzi nam korygować niż zachwycać się i skąd bierze się ten odruch. A ponieważ docenianie nie kończy się na rodzicielstwie – mówimy też o tym, dlaczego tak trudno nam chwalić w pracy i w bliskich relacjach, i co bezpowrotnie tracimy, kiedy tego nie robimy.

 

Napisz do nas:

kontakt@ukrytyjezykcodziennosci.pl

Wprowadzenie do podcastu oraz potrzeba uznania

Speaker

Ukryty język codzienności to podcast dla wszystkich, którzy chcą budować bezpieczne i dające poczucie spełnienia więzi z dziećmi i najbliższymi oraz świadomie kształtować relacje w pracy.

Speaker 1

Joanna Belinka psycholożka specjalizująca się w relacyjnej psychologii rozwojowej szafowa Newfelty Instytut Polynek i mama dwójki zachwycających dzieci. Dorota Bartosia, szefowa Instytutu Neuroróżnorodności i osoba neuroatypowa.

Co się dzieje, gdy wysiłek dziecka nie zostaje uznany?

Trzy poziomy: chwalenie, docenienie, uznanie

Obecność jako fundament uznania

Jak reagować, gdy nie mamy czasu?

„Udało mi się" czy „zrobiłem"? - język a poczucie sprawczości

Język a odpowiedzialność

Spontaniczny zachwyt, czyli czy można chwalić za bardzo?

Moc doceniania w codzienności

Czy umiemy doceniać?

Brak doceniania i jego skutki

Docenianie w pracy, lęk i mechanizmy blokujące uznanie

Podsumowanie

Speaker

Zapraszamy w podróż z nami po ukrytych znaczeniach codziennych słów i gestów, bez pustych frazesów, za to z masą autentyczności, uśmiechu i bardzo konkretnej psychologicznej wiedzy. Do usłyszenia. Do usłyszenia. Dzień dobry wszystkim i dobry wieczór. Zaczynamy dzisiaj takim zdaniem, ważnym zdaniem. Synku, świetnie to zrobiłeś. No i jak nasze dziecko reaguje na takie docenienie. No oczywiście chyba każdy z nas, jak jest doceniony, to to jest uskrzydlające, a czasami mamy większe połączenie z tym w sobie, tak z tym, że chce być doceniony. Czasami są takie okoliczności, w których trudno nam to przyjąć, bo na przykład inne osoby są dookoła, my nie za bardzo lubimy się odsłaniać. To później o tym też powiemy tak, też powiemy. Natomiast to jest generalnie bardzo nam potrzebne, abyśmy mieli zwroty od innych ludzi o tym, że robimy coś dobrze, że nam coś wychodzi, że się to komuś podoba. I oczywiście jest trochę haczyków i mam nadzieję, że je odpakujemy te haczyki podczas tej rozwany. Ale nie dzisiaj to na pewno będziemy je starać się odpakowywać. Co się dzieje w emocjach takiego dziecka, kiedy wysiłek nie został uznany, czyli a nieźle, albo tam nie wiem, przynajmniej tyle zrobiłeś. Czyli chodzi o taką sytuację, że dziecko na przykład pełne radości biegnie do nas, żeby coś tam pokazać. Czy zostało jest zignorowane. I zostaje zignorowane. Albo nie wiem, zawody sportowe szykował się do tego, nie wiem, pół roku, a no przynajmniej tyle. I tutaj myślę, że warto, żebyśmy sobie określili, że dziecko, kiedy przychodzi z takim wynikiem, osiągnięciem, czy obrazkiem do nas, to ono nie przychodzi po fachową analizę tego obrazka albo analizę skrupulatną tego wyniku sportowego, tylko przychodzi faktycznie po uznanie. I teraz nie po uznanie tego wyniku tego obrazka, tylko po uznanie siebie. Siebie takim, jakim jestem, po to poczucie wyjątkowości, które on nas może otrzymać, jeśli my je właśnie uznamy. I to jest naturalne, absolutnie normalne. I to jest jedna rzecz, która mam wrażenie, że trochę nam w kulturze umyka. To znaczy, że to naprawdę jest normalne, że dziecko chce czuć się wyjątkowe. I to nie chodzi o to, że ono ma mieć potrzeby być najbardziej wyjątkowym człowiekiem na świecie, najwspanialszym artystą najmniej nie. To wyjątkowe dla bliskich osób. I to dlatego mama powie, to najwspanialszy obrazek na świecie. Po prostu jest to i to, i to uwielbiam podoba mi się. A inna sła może powiedzieć Jajku, pomyśleć sobie raczej bardziej niż powiedzieć Jejku, ale was grawi, tak, nad czym tu się zachwycać. Bo to oczywiście nie chodzi o te fakty, czy to jest wspaniały obrazek, czy nie jest wspaniały obrazek, tylko chodzi o to zwyczajnie po prostu, żeby dziecko poczuło, że jest wyjątkowe w oczach w sercu mamy czytać. A jeżeli nie dostaje takiego docenia, co się dzieje? No, oczywiście jedna z głębszych potrzeb więźniowych po prostu nie jest wysycana. Jeśli nie jest wysycana, no to już mózg tak działa, żeby sobie szukać gdzie indziej. I faktycznie my to już wiemy z badań naukowych, że jeśli im mniej tego uznania, tym więcej szukania tego uznania gdzieś na zewnątrz. Czy naprawdę ten fokus przesuwa się z tego uznania w oczach bliskiej osoby na uznanie poprzez jakieś działanie poprzez osiągnięcia. I to jest taka ciekawostka, którą mamy w relacyjnej psychologii rozwojowej, bo żeby trochę temu zapobiec nie nakierować dziecko właśnie na te osiągnięcia, to mówi się o tym, że to chwalenie, to zachwycanie się, mimo wszystko powinno być taką wisienką na torcie. To znaczy, że dziecko jest wysycone bliskością, poświęcamy mu uwagę, czas zasoby. Absolutnie nie 100%, nawet nie 70%, tak, ale jednak w wielu przypadkach odpowiadamy na potrzebę spędzania razem czasu i tej uwagi dziecka. Jeśli to wszystko jest ofiarywane, dziecko przychodzi i pokaże ten obrazek, a my powiemy jaki cudowny obrazek, tak? Namalowałeś, to jest zupełnie inna historia niż wtedy, kiedy dziecko nic z tych rzeczy nie otrzymuje a my nagle je chwalimy. To może być do tego stopnia inaczej wybrane, że zamiast wysycenia takim uznaniem, dziecko może poczuć, że coś jest tutaj nie tak, czy ty manipulujesz mną, żeby coś osiągnąć, czy chcesz coś, żebym coś zrobił, odrobił pracę nową jakąś, czy posprzątał coś i dlatego mnie nagle chwalisz. Czyli wiecie, chwalenie to jest taki luksus trochę w relacji. Możemy sobie na niego pozwolić wtedy, kiedy ta relacja jest stabilna, bezpieczna, od jeszcze wadam przykład. To jest to, jak czasami sprzedawca, na gdzieś ostatnio miałam taką sytuację, wiecie, na wyjeździe, sprzedawca już nie pamiętam, jakichś kosmetyków, chyba ręko dzieła różne były, i on właśnie jakiś zaczął prawić komplementy. I to było oczywiście w kontekście tego, żeby ja ten krem jakiejś tam kupiła. No i teraz, jaka jest reakcja? No, oczywiście natychmiast podejrzliwość, no ja nie pomyślałam: Jejku, ja chyba naprawdę mam wyjątkowo piękną cenę, najpiękniejszą na świecie, i dlatego on tak mówi, a w końcu to specjalista. No nie, pomyślałam sobie, no tak, chcę mi opylić ten krem. Więc bo tak to działa, że jeśli nie ma relacji tutaj wystarczająco głębokiej jakiejkolwiek, żeby można sobie było pozwolić na to, żeby faktycznie takie słowa, głębokie uznania i chwalenie do kogoś zastosować. No właśnie, i tutaj powiedziałaś chwalenie. Ja bym chciała rozróżnić, czym jest uznanie, pochwała i docenienie. O, tak. Bo mamy trzy rzeczy. Uchwalenie jest najbardziej powierzchowne na pewno. Tak, jest takim powierzchu trochę, no bo tak, i pochwalić można ten obrazek, a nie dając uznania dziecku na przykład. Nie dajemy uznania dla trudu, które włożyło. Tylko dla efektu. Tylko dla efektu samo pochwali tego obrazka. Więc chwalenie jest takim najbardziej powierzchownym. Uznanie już jest na głębszym poziomie, bo ja uznaję też właśnie i ten wysiłek włożony, i te uznaje też na przykład. Ja bardzo lubię uznawać to w relacji z dziećmi uznanie tego, że dziecko chce coś pokazać mi w ogóle. Że ono chce tutaj, bo wiecie. Czyli piękny obrazek, cieszę się, że mi go pokazało. Dokładnie, bo to jest relacyjna historia. Słuchajcie, jak dziecko przychodzi i pokazuje nam obrazek. Ja pamiętam w pracy z kiedyś z chłopcem z rozpoznaniem autyzmu, gdzie właśnie po raz pierwszy po roku pracy, po roku spotkań, on z czymś się odsłonił przede mną. On faktycznie chciał mi coś pokazać. Tam zwrócił uwagę, jeszcze zrobił wtedy po raz pierwszy użył słowa słonik i odsłonił się pokazał. Dla mnie to był po prostu jak najpiękniejszy dar w ogóle w tamtym momencie na świecie, ponieważ ja wiedziałam, że on tego po prostu nie robi. I teraz zdecydował się, coś mi pokazać w ogóle, co jego pomysł jakiś. Także nie miałam pojęcia w ogóle, nie jeszcze miałam dzieci, tak? Nie miałam pojęcia o opiece nad dziećmi, ale jednak czułam już tym takim naturalnym instynktem więzienie, że tu się wydarzyło coś bardzo ważnego i coś bardzo pięknego. Więc to moje wzruszenie się pojawiło. Więc bardzo lubię ten element właśnie uznania tego też, że dziecko chce nam coś pokazać, przychodzi z tym do nas. Bo to jest i zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. Ale oczywiście. No przecież ja ci moje dzieło pokazuje. Więc ono może. Odsłamiam się w ogóle przed tobą sobą. I teraz, w momencie, kiedy to mówiłam, to uświadomiłam sobie, że tutaj o krok wcześniej też mamy super ważną rzecz. Że tak naprawdę zwłaszcza się dzieci są bardzo wrażli, jeśli zaczyna się to odsłanianie, to pokazywanie, to słuchajcie, w ogóle najważniejsze jest to, żeby tego wysłuchać. Żeby to naprawdę zobaczyć. To jest ten pierwszy krok uznania. Bo jeśli my tutaj powiemy, a to co ja bo teraz coś innego robię, albo a nie teraz, wiesz, bo nie mam czasu, to jest wielkie prawdopodobieństwo, że dziecko z wysoką wrażliwością nie wróci nam z tego. Że to już jest na tyle odrzucające, że ono nie dźwignie tego, ponieważ te momenty, w których ja mogę z siebie coś wydobyć, są tak wrażliwe, są tak delikatne, to jest tak subtelne, że mały krok nie taki w tę stronę i bacht to się chowa. Ja miałam taką historię, nie wiem, czy jest o tym, ale jedną z takich najciekawszych, jeśli chodzi o kontakt z dziećmi małymi, że byłam u znajomych i mieli małego chłopca. On miał, nie wiem, tam dwa-trzy latka może. Pokazywał mi różne dinozaury, różne historie. Bardzo był tym zafascynowany, a ja faktycznie z nim siedziałam i to oglądałam. Ja byłam tego ciekawa. I ja z nim rozmawiałam, co tam jakiś ten dinozaur, to taki, taki ten. Potem mi przeniósły jakieś swoje techniczne rzeczy, tam jakieś młoteczki, coś. W każdym razie spędziłam z nim dwie godziny. Minęło ich chyba za dwa lata i to był COVID, więc się tam nie widzieliśmy. Znowu poszłam do tych znajomych i mówi mama tego chłopca, o pamiętasz ci ocię, tam coś. Ja mówię do mojej koleżanki, ja mówię, Magda, no jak on może mnie pamiętać? Skoro widział mnie raz, a on mówi: a ja ciebie pamiętam. Mówi do mnie po prostu mały chłopak, małe dziecko, ja ciebie pamiętam. I o tym mi poświęciłaś czas. I ja padłam trupem. Dosłownie, ponieważ w życiu nie przypuszczałam, że fakt poświęcenia czasu temu chłopcu na niego tak wpłynie. Co więcej, no to było już znowu ileś lat temu, on do tej pory to pamięta. I on mnie o tym przypomina. I wiesz, i właśnie ta historia, którą przytoczyłaś, uświadomiła mi pięknie mi uszaragowała to, że najpłytszym poziomie, takim pierwszym jest to pochwalenie. Na trochę głębszym mamy docenienie, bo ten wysiłek, też doceniam, doceniam to, co zrobiłeś, tak? I na tym najgłębszym mamy uznanie, gdzie tu już wchodzi ja dziecka, uznanie dla Ciebie, że jesteś. Skoro ja uznaję Twoje bycie, Twoje istnienie, to znaczy, że wchodzę z Tobą w relację, a więc w pełni zaangażowania z instynktami więzi, ja w tej relacji jestem. A więc nie mogę, uznając Ciebie, być jednocześnie na telefonie. Ale co więcej, dla mnie to było tyle szokiem, że naprawdę myśmy się nie widzieli. I on pamiętał: w związku z tym, jeżeli jesteś z dzieckiem codziennie, jesteś jego mamą tą, no to matka Boska, to po prostu masz taki wachlarz możliwości, żeby ten malec czy ta malutka dziewczynka się świetnie czuli, że mi to dopiero zobrazowało, jaka to jest potęga. Tak, i od razu tip, ja bym chętnie przekazała rodzicom, którzy mają na przykład intensywne dzieci, które bardzo chcą dużo pokazywać, bardzo dużo tego uznania potrzebują, czyli, krótko mówiąc, są małe, ponieważ wszystkie małe dzieci praktycznie tego potrzebują, i tylko jedne się bardziej ocwania, a drugie mniej. I rodzic ma masę rzeczy na głowie. I po prostu z małymi dziećmi, to nie wystarczy powiedzieć, że kochanie to za chwilę zrobię, no bo tu jest, wiecie, z poziomu dziecka to jest odrzucenie tak naprawdę. Ono nie rozumie, że mama koniecznie musi teraz dokończyć smażyte kotlety, ponieważ tu rozgrzane, tu to rozpapranne tak. To po prostu ono tego nie. Ono tylko tyle, że teraz mama nie wybiera jego. Więc tip, który chcę się powiedzieć, to to, że tak naprawdę my po to mamy słowa, żeby pięknie tworzyć, przekazywać dziecku taką narrację, które z prawdą o sytuacji, a nie tylko wyrywkiem prawdy. Prawda jest taka często, że każda matka chciałaby naprawdę, żeby ktoś te kotlety dla niej zrobił, a ona by mogła patrzeć na obrazy dziecka i jeszcze z nim malować. Tylko nie mamy wyjścia za bardzo i musimy sami, czy kouste, czy kotlety zmarzyć. Więc to powiedzenie więcej tych słów dziecku, wiesz co, skarbi, a gdybym tylko mogła, to bym natychmiast to rzuciła i obejrzała to z tobą, bo tak super uwielbiam spędzać Tobą czas, i jak mi pokazujesz takie rzeczy. Tylko teraz muszę dokończyć to, co robię. Oczywiście, jak tylko możemy akurat przerwać, to wspaniale. Bo to jest piękny dar dla dziecka, jeśli ja mogę nawet teatralnie czasem wiesz co, to ja teraz przerwę tę pracę, żeby cię posłuchać. I bach, zamykam komputer. I absolutnie dzieci to uwielbiają, bo czuć po prostu z pełną mocą, a, to wybierasz mnie. Co więcej, często takie wybranie skutkuje tym, że po prostu dziecko nie przychodzi po raz piąty, szósty, siódmy dziesiąte. Bo już jest zaopiekowane. No bo już dostało to, czego potrzebowało. Więc tutaj troszeczkę tego docenienia odbiegłyśmy. Natomiast de facto mnie się tak skojarzyło, ponieważ nie spotkałam się z tym wcześniej, że fakt obecności może coś takiego zrobić. To była prawdziwa obecność. Prawdziwa tak, to była prawdziwa obecność. Więc co dopiero docenienie przez rodzice. Sorry, tutaj za dygresję. No dobrze, i teraz moje ukochane, nie wiem, czy się tu pokłócimy, czy się nie pokłócimy, czy jaka będzie sytuacja. Różnica pomiędzy tym, że zrobiłem coś, czy zrobiłeś coś, a udało ci się. Jak wiesz, ja nienawidzę hasła. Udało ci się poprawiam wszystkich gdzie mogę. My nie zwalamy na żadne zewnętrzne okoliczności, i uciekamy do nich, no nie wiem, rozmowa o Lewandowskim czy tam o jakimś innym sportowcu, o idze świątek, udało jej się. Jakie udało się? To jest ciężka praca włożona w to, co osiągasz. A udało się, to jest takie pomniejszanie naszego wpływu na jakieś zadanie. No to zdecydowanie, słuchajcie, tutaj musimy dołożyć sobie konteksty różne. To znaczy, są różne konteksty tego hasła udało mi się. I pierwszym rozróżnieniem to jest to, czy. Udało mi się, to jest co innego niż udało się. Patrzcie, udało mi się na przykład dzięki współpracy z tobą, a udało się, to już w ogóle takie nie wiadomo. To już to nie wiadomo się. Ale ja bym tu najpierw zrobiła ten kontekst, że można powiedzieć o kimś, udało ci się, albo o sobie. I tu mamy dwa różne konteksty, bo jeśli mówię o kimś, o, udało ci się, no to zdecydowanie to pobrzmiewa dezewaluacja, odbieranie tej mocy, odbieranie sprawczości, i tutaj wyobrażam sobie, że często może nie mieć taka osoba tej intencji w ogóle to tak robi. My czasami myślimy, że to jest równoważne. Tak, po prostu tak jej sukcesy określono, więc rozmywano gdzieś tam tę sprawczość. Tu znowu kontekst, bo też mamy kultury różne, mamy indywidualistyczną, mamy kolektywistyczną. W tej, prawda, bardziej amerykańskiej, no to jednak to, że to ja jestem twórcą tego sukcesu, jest podstawą. Ale już w takich kulturach jak hinduska, zdecydowanie mniej jest tego ja tak wyciąganego na wierzch, bardziej jest to rozmywane. Także mamy te różnice kulturowe, oczywiście też. Natomiast jeśli mówimy o kimś, zdecydowanie czuję tutaj, że to jest właśnie pełnia uznania dla kogoś, jeśli ja uznaję jego wpływ na tę sytuację. Absolutnie. I to i też jest karmiące dla poczucia sprawczości drugiej osoby. Ale też jest. Jeśli ja to robię, to znaczy, że ja uznaję sprawczość tej osoby, więc ja w nią wierzę, więc ja widzę ją i to, jak ona wpływa na świat. A co dopiero dziecko. Tak, więc jest to ważne i w kontekście naszyki nad dzieckiem, bo my jesteśmy tym lustrem. Ale w pracy ze współpracownikami to też jest ważne. Nie, to jeszcze porozmawiamy, poczekaj, poczekaj, bo to będą ciekawa sprawie. Ale nie, ale akurat tu jest bardzo jasne to, że to jest, że jeśli ja mówię współpracownikowi, no a udało się nieźle, no to jednak słyszymy to, tak, że to jest odbierające temoc. Jeśli się mówię, świetnie to zrobiłeś, podoba mi się ta robota, albo jejku, ale tempo, albo jejku siedziałeś, siedziałeś, dbałeś, ale efekt rewelacja, tak? Bo nie zawsze tempo jest jakością przecież. I staram się raczej spowolnić w tej kulturze, aniżeli gloryfikować tempo. Okej, więc mamy kontekst, że ja mówię komuś te słowa. Teraz mamy drugi kontekst, że ja mówię sama o sobie. I to tak myślę, że z jednej strony, oczywiście to może być świadectwo tego, że ja się nie łączę ze swoją moc. Czyli częściej na przykład mamy na to badania, że częściej w takim obniżonym dobrostanie, w stanach depresyjnych jest właśnie takie rozmywanie tej swojej sprawczości, jest niełączenie się z tą mocą. I to jest jedno. No ale mamy też kontekst tego, że ktoś może nie chcieć w danym momencie w pełni tej swojej sprawczości i mocy odsłaniać ze względu na sytuację. Bo jestem nie wśród osób, z którymi się czuję bezpiecznie i dobrze. Albo bo jestem wśród osób, które czuję, że mogłoby się poczuć gdzieś nawet wręcz przytłoczone tym, że ach, to zrobiłam tam, to zrobiłam, tu mi się udało. Nie, nie, nie, nie. Tutaj mi się powiodło. Tu byłam w stanie to zrobić. Tu byłam w stanie. Widzisz, nawet. Nie robiłam to, ale widziałam to. Dlaczego mnie się teraz to właśnie świadczyłem dlaczego? No właśnie dlatego, że bardzo często ja sama też mam ten odruch dokładnie, że nie chcę przytłoczyć, tak, gdzieś tej drugiej osoby, więc zmniejszę trochę tę wagę tego, co ja dokonałam, żeby tam ktoś się źle nie poczuł. I teraz oczywiście my możemy sobie dyskutować, że czasami to jest słuszne i dobre, a czasami może być jakimś nawykiem, który odbiera komuś nam sprawczość. Nam sprawczość, tak, bo chcemy chronić gdzieś tam to środowisko dookoła. I czasami chronimy i to ma sens, a czasami to jest w ogóle bez sensu. Tak, jest tylko jakimś nawykiem, jakimś pokłosiem na przykład nawyków z dzieciństwa i takie się przejawiające. Także ten kontekst wydaje mi się tutaj niesamowicie istotny i zresztą to ze słowami jest absolutnie dla mnie jedna z najpiękniejszych rzeczy. Że tak naprawdę jedne słowo, jedno zdanie, to samo zdanie może w różnych kontekstach oznaczać zupełnie coś innego i mieć zupełnie inne źródło. I jesteśmy istotą kontekstu. I my dzięki kontekstowi się porozumiewamy, a nie dzięki temu, że dane słowa literalnie, tylko oznaczają to nieco innego. Tak, także natomiast mamy też oczywiście takie badania, przeróżne po prostu twarde dane, które pokazują, że język odzwierciedla poczucie sprawczości, to, czy język kształtuje poczucie sprawczości, to już mamy różne eksperymenty na to, ale to nie jest tak udokumentowane jak to, że jeśli ja faktycznie mówię, ja to zrobiłam, to mam tę sprawczość w sobie. Ale chcę, żeby jasno to padło, nawet jeśli nie mówię w ten sposób, to nie oznacza, że ja tej sprawczości nie mam. To może oznacza, że działają inne mechanizmy, na przykład właśnie relacyjne więźniowe, które powodują, że ja nie chcę teraz tej mojej sprawczością epatować, albo nie chcę jej teraz ujawniać w tym momencie. Tak i mnie się wydaje, że w naszym środowisku, tutaj w Polsce my nie umiemy za bardzo doceniać drugiego człowieka i nie umiemy go doceniać, nawet w rodzinie umiemy, ale już idziemy do szkoły. Bardzo często nauczyciel nie umie docenić, idziemy do pracy, nie umiemy docenić. W związku z tym ten człowiek zbiera. Tu zrobiłem, tam ktoś mnie pochwalił, natomiast nie ma takiego pełnego przekazu, w czym jest dobry. Bo wiesz co, bo chyba my w naszej kulturze kształtujemy jednak poprzez korektę zachowań, a nie poprzez zachwycanie się tym, jak coś świetnie wychodzi, albo w czym jest ktoś świetny, zobacz, że nawet w szkole to jest tak, że jak coś ci nie wychodzi, to się zwraca uwagę, że trzeba poprawić, tak? A nie że po prostu włown, że władujmy całą energię w ogóle w ten talent, bo tutaj nam rośnie sławny perkusista. I zastanawiałam się nad tym, czy w momencie, kiedy ktoś, jakiś dla nas autorytet, czy to jest rodzic, czy to jest nauczyciel, czy to jest szef, niech też koryguje, ale jednak mówi nam, w czym jesteśmy świetni, to to wydaje mi się, może wpłynąć bardzo poważnie na to, jakie wybieramy czy studia, czy jaką wybieramy pracę, czy jaki wybieramy kierunek w ogóle naszej drogi zawodowej, ponieważ wiemy, w czym jesteśmy lepsi, pokierowanie docenianiem człowieka może po prostu przekierować jego życie i naprawdę na to, że będzie człowiekiem spełnionym. A jeszcze, bo teraz, jak powiedziałeś z kolei to słowo docenianie, to jeszcze na jednym poziomie sobie to poskładałam. Że to też nie chodzi o to przecież, że my mamy sobie zaplanować, że w ciągu dnia muszę tam iść to dziecko razy, docenić albo tamtego współpracownika. Bo jednak to jest elementy relacji i więzi, i wiecie, ja. Ja mamy też po prostu coś naturalnie, jak zachwyt. I to jest to naturalne uznanie, które wypływa. I teraz są wiem, takie podejścia, w których się mówi, no nie chwal dziecka za bardzo. Tak, tak. Przewróci mu się w głowie, przewróci się w głowie. Albo w ogóle, bo chwalenie jest złe, bo wtedy dziecko się nakierowuje na to działanie, na ten wynik, a nie robi dla procesu i dla przyjemności, tak? Tylko, że jeśli ja jako matka mam po prostu szczery zachwyt w tym momencie nad tym, co namalowało moje dziecko, albo co zbudowało zlego, i jestem zdumiona po prostu, że było w stanie tak zrobić, to ja naprawdę nie muszę sobie chować tego, powstrzymywać się przed zachwytem, bo pewnie to dziecko zaszkodzi. Wiecie, to są relacyjne, instynktowne, więźniowe, głęboko w nas zakażone mechanizmy. Więc my sobie możemy pozwolić na to, na spontaniczny zachwyt. Po prostu nad tym dziełem drugiego człowieka, podobnie zresztą, jak i idziemy na targ, jest rękodzieło i zachwycę się po prostu bransoletkami, które pani robi. I permanentnie się zachwycam branzoletkami mówię, nie wysycę sobie chyba tego zachwytu. I po prostu jest to szczere i naturalne, więc nie widzę potrzeby, żeby się powstrzymać. Co więcej, jestem przekonana, że jest tutaj radość twórcy, który słyszy, że komuś się to podoba. Bo przecież on tego nie robi dla siebie, żeby sobie schować, tylko robi dla kogoś. Tak ja uważam, że jest olbrzymia moc w ogóle w docenianiu. Już nawet nie mówiąc o docenianiu dziecka i co to mu robi potem na przyszłość, tylko w docenianiu każdego człowieka. W docenianiu tego, że ktoś się do ciebie uśmiechnął. Ja widzę, jak to rozpuszcza w ogóle ludzi w warzywniakach, gdzieś na ulicy, na stacji benzynowej, że to jest niebywała moc i to nie chodzi o sztuczne docenianie, bo to ludzie czują, tylko takie właśnie szczere, że nie wiem, ktoś ma ładną fryzurę albo nie wiem, świetnie są poukładane pomidory. No przecież jak się następnym razem wchodzi do takiego warzywniaka, no to jasność jest, ta miłość boską, także piękny. Ale w ogóle wiesz, jak reagują ci państwo. Natomiast jeszcze się zastanawiam nad taką rzeczą, czy to udało się, nie udało się. No bo jak ja mówię o sobie, udało się, to ja też przerzucam odpowiedzialność troszeczkę na świat zewnętrzny, więc tak mi się nie uda następnym razem, to też też jakieś zewnętrzne okoliczności, i jestem absolutnie przekonana, że język odzwierciedla też poczucie odpowiedzialności, czyli na ile jestem w stanie dźwignąć odpowiedzialność za różne swoje działania. Były też też takie badania, które polegały na dawaniu różnych określeń, typu zbiłem wazon, albo wazon się zbił, tak, czyli właśnie i obserwowaniu tego. I faktycznie to poczucie odpowiedzialności, ten język odzwierciedla to poczucie odpowiedzialności, a to oznacza też, że my, komunikując się z na przykład dzieckiem, my możemy pomagać mu właśnie łączyć się z poczuciem odpowiedzialności, używając takich określeń, które mówią, że to oni są sprawcami danej rzeczy. I teraz mam tu na myśli to, co jest piękne w tym, ważne, rozwojowe, to to, że dziecko musi nauczyć się dźwigać odpowiedzialność, musi dojrzeć do odpowiedzialności. To nie jest to łatwe. Każdy z nas wie, dorosły, jak trudno jest dźwigać odpowiedzialności różne w życiu. To nie jest łatwe, więc ono się tego uczy, rozwija się do tego i dojrzewa do tego. I teraz jeśli to, co słyszy na co dzień, to ten język jego sprawczości, z tym ciężarem odpowiedzialności, to ono powoli po prostu uczy się dźwigać to. I teraz to dźwiganie, słuchajcie, nie tylko dotyczy tego, że właśnie zbiłem wazon, że to ja zbiłem wazon. No i cóż, teraz jest rozwalone, ja to zrobiłem własnymi rękopa, właśnie zbiłem to. Czyli tak trudna sytuacja, no to wiadomo, że trudna odpowiedzialność. Ale to oczywiście wiąże się też z sukcesami, które są obciążone absolutnie taką samą odpowiedzialnością, z takimi samy wyzwaniami, z tym, że a to nagle na świeczniku, a to, że czuję w sobie chociażby jakiś talent i co ja z nim zrobię, czy ja za tym podążę, a oczekiwania świata, czy ja chcę, czy nie chcę. To jest szereg słuchajcie, konsekwencji tego uznania mojej odpowiedzialności. Więc jeśli my dajemy dziecku, komunikujemy się w ten sposób z nim, to dajemy mu szansę po prostu, żeby ono sobie ćwiczyło, w ogóle odczuwało, co to znaczy, co mi to robi, i również doświadczało takiej sytuacji, kiedy usłyszy, tak zbiłeś ten wazon, ale bez osądu, odrzucenia, agresji, całego bagażu emocjonalnego, to tylko jakby określone fakt. Określony fakt, zbiłeś ten wazon. I dziecko może sobie swoją naprawdę nalację historię do tego dorobi, czy ja ach może powinienem tam bardziej uważać, a może po prostu nie da się wrzucić ciągle, uważać wszędzie i naprawdę czasem się zbije wazon. Dokładnie. I tyle po prostu, tak? Natomiast jeśli my pozwalamy mu doświadczyć po prostu rzeczywistości tak, jaką jest, czyli dokonanie jakichś kroków, jakichś działań bez tego bagażu emocjonalnego, to ono już sobie samo może. Będzie próbować dalej. Esperymentował. Tak, będzie. Zastanawiam się jeszcze nad tym, czy jeżeli myśmy nie byli doceniani, czy my umiemy doceniać i czy umiemy to docenianie przyjąć. Znaczy, ja często wracam do tego, że jesteśmy istotami więzi. My zdolność do zachwytu wzajemnie sobą uznania i oczarowania oczami dziecka tak nowodka, niemowlaka, że nie możemy się oderwać absolutnie od tych oczu i tylko patrzymy zachwyceni, my to mamy zakodowane w sobie. To znaczy, że my raczej przywracamy sobie naturalną wrażliwość, która jak najbardziej mogła być przytłumiona, pochowana gdzieś tam na skutek takiej a niej opieki, takiego a nie innego wychowania. My raczej sobie przywracamy te nasze naturalne instynkty. Także absolutnie jestem pewna, że my do tego dostęp mamy. I sama zresztą pamiętam ten moment, kiedy zaczęłam, mam na studiach jeszcze i wolontariacko pracowałam. I pamiętam dokładnie to uczucie, w którym miałam właśnie dawać takie bardzo pozytywne zwroty z dzieckiem, z którym miałam spotkania. I to było dla mnie tak obce. To było dla mnie tak dziwne, że po prostu ja tak mam tak zalewać po prostu jakoś tam tym docenianiem, tak jakoś nie bardzo. Co więcej, mam tam przekuwać takie było zadanie, żeby przekuwać, że nawet jeśli coś jest źle powiedziane, to ja nie powiedziałam, że nie źle powiedziałeś inaczej jest, tylko aha, z twojej perspektywy tak i tak jest, a ja widzę ten kolor bardziej niebieski na przykład. Więc nie ma takiego odrzucenia od razu, tylko łagodnie, przekierowanie. To dotyczyło bardzo wrażliwych dzieciakków, natomiast fantastycznie się sprawdza z wszystkimi. Bardzo wam polecam, żeby stwarzać takie bezpieczne warunki i radość z odsłania się dziecka. Takie obchodzenie dookoła tego, co nam się wydaje w pierwszej chwili, że dziecko powiedziało źle, a później się okazuje, że ono dobrze powiedziała, tylko z jego perspektywy inaczej to wyglądało. W każdym razie pamiętam to uczucie, po prostu, że to było coś nie tak, a po kilku tygodniach, kilku miesiącach, jak mnie się to zaczęło rozlewać na świat. Że nagle to była normalna rzeczywistość, nagle po prostu wszędzie było coś do docenia i do zachwycenia się po prostu, bo ten mindset się gdzieś tam zmieniał, że w relacji można tak funkcjonować właśnie. A no właśnie, i teraz kolejne pytanie. Jeżeli w relacji partnerskiej nie ma tego docenienia, takiego autentycznego, bo mówimy o autentycznym, to co się dzieje? No wiesz, brak, jest brak. Jest nieustanny brak, bo tutaj instynktów nie szukasz. Wiesz, to jest to, że nie ma bata. Czy szukamy sobie gdzieś na zewnątrz, czy szukamy sobie, czy w pracy, czy możemy się zapadać, i szukamy na zewnątrz, i możemy izmy przeróżne, czyli te wszystkie izmy, alkoholizmy, prococholizmy, skrolizmy, to są wszystkie takie właśnie te sposoby, że prawie mi wysyci, tak prawie to wrócę do tego i wrócę i wrócę, no bo tylko i wyłącznie potrzeby więzi mogą być zaspokone w bliskich więziach. Ja w ogóle się zastanawiam, bo nad tym, że ludzie mają taki duży kłopot z docenianiem, ja tak kocham doceniać ludzi. Sama wiesz, ja po prostu uwielbiam, mi to sprawia przyjemność i nie dlatego, że ja patrzę na uśmiechnięte oczy, ja mam przyjemność w powiedzeniu, że ktoś coś dobrze znaczy. Ale dobrze czujesz, bo my już wiemy, że tam oba mózgi wtedy się rozpalają. To jest to samo źródło można powiedzieć przestrzeń mózgu, która i mamy to już fajnie pokazane w badaniach, która za wdzięczność odpowiada, czyli wdzięczność za to, co doświadczamy pięknego, dobrego. I też możemy żyć w świecie pozbawionym wdzięczności, a możemy żyć w świecie, w którym nawet jak niewiele dla kogoś z boku można powiedzieć niewiele mamy, to niebo zróżowione lekko o zachodzie i jest tak piękne, że po prostu nic więcej w troncie nie trzeba. Chciałabym przejść teraz na chwilkę do naszych miejsc pracy. Bywa tam czasami tak, że szef nie docenia swojego, swojego jakiegoś tam pracownika, ponieważ boi się, że tak nie wiem, co ma go docenienie za bardzo go wzocni tego pracownika. On się boi o siebie? Dwa, współpracownik boi się docenić tak otwarcie swojego kolegy, żeby nie wyszło na to, że się podlizuje i tak dalej. Czyli przestajemy doceniać, albo doceniamy w taki sposób, że w ogóle to nie jest żadne docenienie, tylko nie wiem tam no fajnie. Koniec. I czy ty myślisz, że to można jakoś naprawić, żeby to było szczere i żeby to była seria autentyczna i żebyśmy to czuli. A czyli jeśli boję się doceniać drugą osobę, to zdecydowanie to jest do przyjrzenia się, co tam. U mnie u mnie, tak, co tam we mnie jest. Pamiętam zresztą, wiecie historię takiego pana, który później bardzo wprost przyznał, że on wiedział, że on miał poczucie, że po prostu, jeśli on będzie to swoją żonę doceniał i zachwycał się nią, to ona po prostu dostanie jeszcze większy skrzydeł, a uważał, że jest fantastyczna i ma już piękne skrzydła i po prostu odleci i na pewno go nie wybierze i odejdzie do innego. Więc ona raczej te skrzydła podcina, żeby tylko ona sobie tam została przy nim. Także oczywiście na początku tej świadomości nie miał tego, że to tak działał ten mechanizm, później był już w stanie to bardzo nazwać. Także zdecydowanie, jeśli boimy się docenia, to warto się przyjrzeć, z czego to wynika. To oczywiście może być ten przykład, który podałam, ale też to, że boję się boję się okazać taką delikatność, wrażliwość moją. Jeśli ja się zachwycam, to za chwilę wiecie, jest czymś takim. Za mięk. Za miękki po prostu jesteś. Co trzeba twardo tutaj efekty, wyniki jak se, a nie skuteczność, a nie zachwyt w ogóle taki miękki. Taki piękny. Tak, piękny. Taka piękna tabelka. Ale może być piękna tabelka na miłość może być pięknie przemyślana w ogóle logicznie głowymi kolorami. Tak, i piękne kolorki dobrane, jeszcze też logicznie dobrane, dlaczego taki temat ma taki kolorek i jestem absolutnie zdania, że może być piękna. Natomiast jeśli ja się boję tę moją wrażliwość okazać, to nawet jak to poczuję. To raczej przemilczę, no okej, jest dobrze, nie. Wymam rocze tam tylko. No i znowu do przyjrzenia się. Czy to jest tak, że ja nie chcę się odsłaniać, bo to nie są wystarczająco bezpieczne warunki? Czy też nie chce. Takie środowisko może. Nie mam zgody sama na swoją miękkość, to też może być na wrażliwość. No, ale oczywiście środowisko tu też bardzo, bardzo ja będę wracała do tego ciągle, żebyśmy z nim stwierdzimy, że jakiś mechanizm w nas jest niewłaściwy, niedobry patologiczny, to i przyjrzyli się środowisku, w którym jesteśmy i zastanowili, czy to czasem jest środowisko, które wymusza na mnie funkcjonowanie w takim mechanizmie obronnym. Myślę, że o tym docenianiu i o inwestowaniu w takim poczucie dziecka, że coś świetnie zrobiło i wykonało pracę, mogłybyśmy rozmawiać jeszcze pewnie pięć godzin. Natomiast ja teraz chciałam, tak jak zawsze Asia podsumowuje, ja chciałam swój jeden tip

Speaker 1

dać: doceniajmy, doceniajmy. Nie dość, że to jest przyjemne dla człowieka, który to odbiera, ale to jest przyjemne dla człowieka, który to oferuje.

Speaker

Tak, są takie kultury, słuchajcie, w których nie rozróżnia się dawania i brania. Tylko jest przepływ, więc ten, który daje, również bierze. Ten, który bierze, daje. Jest to jedną całością, jednym naczyniem. Także bliskie to jest bardzo tego, co powiedziałaś. A ja z kolei, słuchajcie, mnie przyszła taka refleksja. Przypomniała mi się słowa doktora Gardona Nufelda, który jest założycielem tej mojej ukochanej relacyjnej psogi rozwojowej, ale też jednocześnie tym cudownie wspierającym moim mistrzem, którego miałam szczęście, po prostu w życiu spotkać, że w ogóle w naszej kulturze ja spotkałam mistrza, to jest też moja głęboka wdzięczność. Jak powiedział, że kiedy, że no wiecie, jeśli się wahamy, mamy sytuację z dzieckiem i wahamy się, czy teraz raczej mam mocniej zareagować ostrzej, czy raczej łagodnie albo bardziej pochwalczymi, to zawsze lepiej jest wybrać, żeby je na łagodniej, żeby jednak pochwalić. Więc jeśli mamy takie sytuację, gdzie wahamy się czy tam nie za dużo, to z tych dwóch lepiej dla dziecka, jeśli ten wybierzemy kierunek, niż jeśli tego będzie za mało, a tego uznania i za dużo tych sztywnych reguł. No i tym samym dziękujemy wszystkim za odsłuchanie tego odcinka i do usłyszenia. Dziękujemy, do usłyszenia.