Wiesław Komasa: Moja poetycka kartoteka
Wiesław Komasa. Aktor, reżyser, poeta, nauczyciel pokoleń artystów sceny, zaprasza w podróż po ścieżkach poezji. Wprowadza słuchaczy w swój świat, w którym wiersz jest integralną częścią życia, rezonuje z rzeczywistością, pozwalając na nowe spojrzenie. Z kolejnych fragmentów poezji powoli układa się osobista kartoteka: uporządkowany, subiektywny zbiór przemyśleń i emocji.
Oprawa muzyczna i realizacja podcastu: Antoni Komasa-Łazarkiewicz. Muzyka ze spektaklu „Kartoteka” wykorzystana za zgodą Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze.
Zdjęcie: Bartek Wieczorek
Wiesław Komasa: Moja poetycka kartoteka
Rozdział 1: Dwie siekierki
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
Kończę 77 lat – dwie siekierki, jak mówiło się w moim domu – i wracam do wierszy Różewicza: do ojca, który pyta syna „co z tobą?”, do matki rozpalającej ognisko, do słów prostych, które nie mówią wszystkiego, ale otwierają drzwi. Zapraszam Was do mojej poetyckiej kartoteki – pierwszego spotkania, w którym szukamy razem tego, co poezja mówi, nie mówiąc.
Dzień dobry, witam serdecznie. Nazywam się Wiesław Komasa i zapraszam Państwa do mojej poetyckiej kartoteki.
Wstęp: ojciec
SPEAKER_00Witam, witam serdecznie wszystkich, którzy mnie w tej chwili słuchają. Zapraszam do spotkania ze mną, bo chciałbym się podzielić z przyjemnością, radością i wielką potrzebą moją podzielić się kilkoma sprawami na temat poezji i jej miejsca teraz w życiu. Poezja to bardzo ciekawy temat, chociaż dzisiaj ta poezja jest gdzieś na uboczu. Ja zawsze wyobrażam sobie, że ona stoi w teatrze, w kulisach i tak czeka na kogoś, kto powie jej wejść. Tak, żeby było głębiej, żeby było jakoś nastrojem bezpieczne, bo jesteś potrzebna, bo unosisz słowo wyżej, dalej tworzysz przestrzeń szeroką. Niedawno skończyłem 77 lat i ta data zrobiła mi szczerą radość, dlatego że podoba mi się liczba 77. Mówi się powszechnie, że to są dwie siekierki. I od dziecka tak słuchałem, że mówiło się między sąsiadami w rodzinie, ile masz lat. No, dwie siekierki. No to wspaniale. Doczekać dwóch siekierek, to człowiek już wchodzi na ten mianownik tych osób, które są zaczynają być stare. No i chyba coś jakoś tam z tego własnego doświadczenia mają do powiedzenia. No tak czekałem na ten moment tych dwóch siekierek, jakby miały mi one odmienić życie. Tak samo czekałem, kiedy skończyłem 18 lat. To czekałem na dowód osobisty, tak mi się wydawało, że już jestem poważnym człowiekiem, że wolno mi wszystko, że ja za siebie odpowiadam. Tak samo coś z tymi siekierkami był taki podobny stan we mnie. Mam 77 lat, spojrzę za siebie, o, dużo tam widzę, dużo widzę rzeczy pięknych, niezwykłych rzeczy, które mnie tworzyły, z którymi się sprzeczałem, sięgnąłem po mojego ulubionego poetę, Tadeusza Rózewicza. I tam jest taki bardzo piękny wiersz właśnie o tym, co opowiadam w tej chwili, bo różewicz pisze tak, kiedy mój ojciec skończył 77 lat i powiedział dwie siekierki, jak człowiek przez nie przejdzie, to wszystko dalej w życiu pójdzie gładko, jak po maśle. Wypiliśmy z ojcem pół litra wódki. Ja pamiętam jedno pytanie z tej naszej jubileuszowej uroczystości. Tato powiedz mi, warto jest żyć. Ojciec wpatrywał się w kółka dymu lecące z papierosa pod sufit, spojrzał na mnie i powiedział pewnie, że warto. Po chwili dodał. Co z tobą?
unknownT.
SPEAKER_00I wtedy zrozumiałem, że ojciec nas kochał, ale o tym nie mówił. Piękny wiersz. Piękny wiersz, relacja syna z ojcem nie należy do łatwych, nie należy do łatwych. Natomiast są takie momenty, kiedy skrótowo mówi się więcej, niż by powiedziało się nawet dużo więcej na ustalonych spotkaniach. No przecież już Rembrandt, rysując powrót syna marnotrawnego, narysował, że ten ojciec tego syna, który powrócił, obejmuje jedną i drugą ręką. Ale te ręce są różne, bo jedna ręka jest kobieca, a druga męska. I ten oszalały ojciec, który zobaczył, że syn wraca. Syn z tych swoich potknięć życiowych, upadków on wraca do ojca i ojciec oszalał, oszalał z radości, wybiegł na spotkanie i on sam biegł też do syna, żeby go objąć, żeby go objąć, bo syn wrócił. Jak to ojciec tam mówił, nie żył, a teraz wrócił do życia. I to jest bardzo piękne. Różewicz też coś takiego pisze, że nie spodziewał się tego od Ojca pytanie, pytania, co z tobą? To było pytanie pełne troski, zainteresowania i lęku. Bo ten układ zawsze jest w takim trochę lęku. Co z tobą? Co z tobą? I wtedy on, syn, różewic może, zrozumiał, że ojciec kochał, tylko nie, nigdy o tym nie mówił. I nawet potem użył takich słów: biedny ojciec, no biedny. Ojciec jest zawsze biedny, bo nosi bardzo dużo. Bardzo dużo w sobie, tych uczuć, których może się wstydzi, wstydzi się wyrazić. Dlaczego się wstydzi? No może dlatego, że nie chciałby, żeby syn popełnił coś w życiu, co jest potem trudem do rozwiązania. Ojciec ma wzrok sokoli widzi już z daleka, widzi z daleka i czuje z daleka. On wybiegł na spotkanie, wybiegł z radości. Bo tyle radości sprawił mu fakt, że syn wraca. Bardzo cenię Tadeusza Różowicza, bo on mówi prosto. Mówi bardzo prosto, syntetycznie o rzeczach najtrudniejszych w życiu, z którymi człowiek nie za bardzo sobie umie poradzić, bo one są nazwane raz i na zawsze. I to nazwanie raz i na zawsze powoduje, że my nie idziemy dalej w rozumieniu problemu. W rozumieniu problemu. On to pisze skrótowo, Różewicz. I wtedy zrozumiałem. Ale co to musia? Co musiało nastąpić? Pytanie Ojca, pytanie Ojca, co z Tobą? Co z Tobą? Bardzo jest ten wiersz piękny. I drugi
O matce
SPEAKER_00taki piękny wiersz tego samego poety, to jest o matce, o świcie światło rysuje węglem ziemistą twarz matki, rozpala pod piecem, ognisko domowe, trzask szczypki, zapach, żwiczny, ogień szerzy się i chór, patrzę w okno, widzę niebo, słońce, przy nim stoją wasze twarze, mamo i tato, wasze rysy nie będą już powtórzone. Piękny wiersz. Matka, która rozpala ognisko domowe. Ja to pamiętam, tak było u mnie w domu. Dzień się właśnie od tego zaczynał, od tego rozpalenia ogniska domowego i huczał, huczał ten ogień, huczał. Poezja ma to do siebie, że prowokuje do takich swoich odniesień, swoich doświadczeń. To znaczy, gdybym ja umiał pisać, to ja bym podobnie napisał na te tematy, ale nie umiem, nie potrafię, bo to już jest wielka umiejętność, to jest talent. Talent zdobywania słowa, słów na określenie stanu wewnętrznego, a to jest nieprawdopodobna umiejętność i rzadka. Umiejętność. Słowa słowa są trudem. One są trudem do wymówienia, ale nie tylko, właśnie do określenia, żeby słowo znaczyło to, co ma znaczyć. Co ma znaczyć, żeby myśl była skrótem, żeby nie robiła popisu, popisu intelektu, ale była skrótem, skrótem i znalazła się w prawdzie najprostszej. I to Rózewicz właśnie ma, taką aptekarską ja to nazywam. Atekarską aptekarskie określenie słowa aptekarskie. Tylko to nic więcej, nic więcej, żeby słowo było nagie, żeby słowo było nie do końca określone, żeby nam zostawiło, zostawiło przestrzeń na własną interpretację, ty musisz tam w tym słowie pogrzebać, żeby znaleźć coś swojego dla siebie. I dlatego te spotkania z poetami one są takie krótkie, krótkotrwałe, bo jeżeli siedzisz, w tym przedziale poezja, no to wtedy znajdujesz Kochanowskiego, potem wyrastasz, potem znajdujesz Mickiewicza, wyrastasz, potem znajdujesz i tak dalej, i tak dalej poetów, z których wyrastasz, szukasz nowych słów, nowych określeń, ale to jest piękne, że poeci piszący w tym samym nazwę, w tym samym języku, oni piszą inaczej używając słów. To jest niezwykłe. Bran Szczeter napisał taki wiersz właśnie o tym problemie słowa, jeżeli nie umiesz modlić się słowami, nie rozdzieraj szat ani głowy nie posypuj popiołem, ale modl się tak, jak umiesz bez słów jak drzewa, jak trawy, jak morza, które również odmawiają modlitwę bez słów. Słowa są nieporadne, zawodne, nieokreślone i nieokreślające są rozczarowaniem bolesną omylnością. Myślałeś, że słowem wyplenisz zło. Myślałeś, że słowem wywołasz źródło ze skały. Myślałeś, że słowem odmienisz człowieka. Nie wypleniłeś, nie wywołałeś, nie odmieniłeś. Módl się zatem bez słów jak drzewo,
Mim
SPEAKER_00jak trawa jak morze. Też niezwykły, niezwykły wiersz. Słowa nieporadne, zawodne, nieokreślone, nieokreślające są rozczarowaniem bolesną omylnością. No właśnie powiemy coś nieprzemyślanego. Za chwilę przeprosimy i mówimy na ten sam temat inaczej. I dlatego ja tak cenię tych poetów prostych, prostych, gdzie słowo ma znaczyć tylko to, co znaczy. Jeszcze taki jeden wiersz przyszedł mi teraz do głowy różewicza a propos tego samego. Jak cicho jest spotkać mima. Jak dobrze, że Pan nie mnoży słów. Odbyła się taka piękna pantomima starych artystów dwóch. Aktor i poeta spotkali się pod koniec wieku i mówią o zabawkach, milczą o człowieku, dwie siwe głowy, dwie zabawki znalazły dla siebie cudowny kąt na progu wielkiego cienia. Staliśmy na śniegu dwaj magi chłopcy zatrzymani w biegu do czego. Może do radości, a może do Boga, który nie gra w kości. Bardzo piękny wiersz. Nie mów, nie mów, ty nie mów, czuj, odczuwaj. W teatrze również jest tak, że bierzemy tekst i po analizach staramy się mówić to, czego nie ma w tekście, co jest poza tekstem. Szukamy tego, czyli szukamy tego powodu, szukamy tego powodu. I sądzę, że człowiek, który jakoś uczulony jest na poezję, to ma takie podwójne życie w sobie, za siebie i życie, które wychodzi i poszerza jego przemyślenia dzięki poecie. Bo poeta ma ten dar perspektywy, dar widzenia, dar wypowiedzenia, którego normalnie nie mamy. Odszukujemy to i zadziwiamy się. A to jest wszystko przecież przez poetę pisane chwilą, dla chwili, dla chwili innego człowieka, żeby przeczytał, żeby pomyślał, żeby się ze mną zgodził albo i nie, żeby rozpoczęła się dyskusja. I jeszcze tak sobie teraz pomyślałem, może tak przekornie coś powiem tego rózewicza. Przyszli, żeby zobaczyć poetę. No i co zobaczyli człowieka, który zakrył sobie ręką twarz. Szkoda, że nie przyszliście jakieś 20 lat temu, wtedy ktoś tam z tłumu powiedział nie było nas jeszcze na świecie. Co Pan robi, nad czym Pan pracuje. Powiedziałem nic nie robię. Po pięćdziesięciu latach pracy i to bardzo ciężkie, postanowiłem nic nie robić. Robię nic. Ale robiąc nic. Mogę się dokładniej przyjrzeć tym, co wybrali działanie. No i co ja widzę byle jaki Gustaw gra, byle jakiego Konrada, byle jaki felietonista zamienia się w byle jakiego moralistę? Słyszę jak byle kto mówi byle co, do byle kogo. Byle jakość objęła masy i elity, ale to dopiero początek. Byle jakość. Łatwo się do niej przyzwyczaić. Tak mi się wydaje, bo ona nic nie kosztuje. Ona rozśmiesza, ona bawi, ona mówi na skróty za długo, za długo mówi. Jak się mówi za długo, to się niczego nie osiągnie. A Różewicz, kiedy był na naszym spotkaniu studentów Akademii Teatralnej, zadał takie na koniec pytanie. Coś jeszcze chcielibyście ode mnie usłyszeć? Nie padło żadne pytanie. Na co on powiedział? No to koniec, skończone spotkanie, bo czas trzeba szanować tak jak słowo. Tak, tak wtedy powiedział Różewicz i byliśmy tym spostrzeżeniem jego zaskoczeni. Tak troszkę dzisiaj chciałem wejść w swoją taką kartotek z poezją. Dziękuję.