Wiesław Komasa: Moja poetycka kartoteka
Wiesław Komasa. Aktor, reżyser, poeta, nauczyciel pokoleń artystów sceny, zaprasza w podróż po ścieżkach poezji. Wprowadza słuchaczy w swój świat, w którym wiersz jest integralną częścią życia, rezonuje z rzeczywistością, pozwalając na nowe spojrzenie. Z kolejnych fragmentów poezji powoli układa się osobista kartoteka: uporządkowany, subiektywny zbiór przemyśleń i emocji.
Oprawa muzyczna i realizacja podcastu: Antoni Komasa-Łazarkiewicz. Muzyka ze spektaklu „Kartoteka” wykorzystana za zgodą Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze.
Zdjęcie: Bartek Wieczorek
Wiesław Komasa: Moja poetycka kartoteka
Rozdział 2: czy piękno jeszcze istnieje
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
Zabieram Was w podróż od Becketta do Strindberga w poszukiwaniu zaginionego piękna.
Dzień dobry, witam serdecznie. Nazywam się Wiesławko Masa i zapraszam Państwa do mojej poetyckiej kartoteki. Miło, miło mi bardzo, tych Państwa, do których mam przyjemność mówić po raz drugi witam serdecznie, a do tych, do których mówię po raz pierwszy, no też was serdecznie witam i zajmę trochę chwil na temat poezji. Na temat poezji, czyli tym wszystkim, co jest w nas, bardzo ukrytego, o czym niespecjalnie lubimy mówić, i na ogół, zwłaszcza od młodych ludzi, słyszę taką teorię, że ja poezji nie czytam, bo poezji nie rozumiem, to jest jakoś tak dziwnie napisane, jakby językiem wymyślonym, nieprostym. To jest prawda, ale pozorna. To jest tylko prawda pozorna, bo na przykład przeczytałem taką wypowiedź młodego człowieka, który twierdził, że jego mama, pani filolog, była taka bardzo pochłonięta twórczością Różewicza. On tak spojrzał na jeden wiersz i mówi, nic z tego nie rozumiem kompletnie, szkoda czasu. Ale potem jakoś tak ciągnęło go to jednak i pomyślał sobie, że będzie robił takie zastawki po wierszu, który go zainteresuje. I tak czytał, zaczął czytać, skończył tomik i zobaczył, że tam były same wstawione przez niego takie papierowe zastawki, czyli wszystkie wiersze mu się podobały. Raczej to niemożliwe, ale bardzo ładna anegdota, że mamy takie utarte stwierdzenie, nie ja nie poezja nie, absolutnie nie. No właśnie, ale trzeba zajrzeć. Na ogół, kiedy my czytamy poezję, a wtedy jesteśmy zakochani, bo wtedy brakuje nam własnych słów na określenie stanu, w którym jesteśmy, i szukamy, szukamy wszystkich tych poetów, którzy pisali o miłości. A na dobrą sprawę wszyscy poeci piszą o miłości, albo piszą o tęsknocie, za miłością. I tak to jest, czyli czekają na naszą sytuację prywatną. Czyli są to poeci, którzy piszą o miłości albo o tęsknocie do miłości, za miłością, ale też podobno czyta nasze społeczeństwo poezję wtedy, kiedy kraj jest w niebezpieczeństwie. I rzeczywiście coś takiego przeżyłem w czasie stanu wojennego, że tych zapotrzebowań na poezję było ogromnie dużo. Myśmy grupą aktorów jeździli po poznaniu od rana, od godziny ósmej rano. Pierwszy raz mieliśmy koncerty poetyckie, na przykład u cegielskiego, w zakładach cegielskiego, wychodzili robotnicy i słuchali nas. I tak recytowaliśmy, mówiliśmy poezję właściwie przez cały dzień i ciągle ludzie przychodzili, ciągle prosili nas o to, abyśmy mówili poezję, więc mówiliśmy na dworcach, mówiliśmy w zakładach pracy, mówiliśmy u studentów. Wszystkim ta poezja jakoś była potrzebna. A dlaczego? Zastanowiłem się potem, że sytuacja wspólnoty budzi w nas takie pozytywne trwanie, oczekiwanie i dodaje nam wspólnie siły. Nie wstydzimy się powiedzieć głośno, że nas coś wzruszyło. No jakże? Bo to jest właśnie poezja, żeby nas wzruszyła, poruszyła. Mało tego, często rytm poetycki powoduje nagle, że człowiek sam zaczyna pisać w rytmie, którego udzielił mu poeta swoimi wierszami. Tak budujemy tę naszą kartotekę, o której wspominał Tadeusz Różewicz, że jak się żyje, to trzeba jeszcze grać. Trzeba prowadzić kartotekę. To znaczy, pamięć nasza zapisuje i tak. Czy chcesz, czy nie. Ona zapisuje wszystkie Twoje przeżycia wesołe, dramatyczne, nieoczekiwane, wypływające z zaskoczenia. No właśnie to się zapisuje w pamięci i tam się twor ta Twoja kartoteka, bo każdy z nas ma kartotek własną, każdy z nas ma własną historię, którą pisze, którą pisze. I to właśnie nasze historie wynikające z tego potrzeby powodują również dojście do poezji, tylko trzeba o tym wiedzieć, i trzeba mieć słuch nastawiony na życie, na swój rytm życia. Wszystko może być poezją. Drogą, którą idziesz nagle, widzisz, leci biały gołąb, i to masz skojarzenie: dom, tata, dziadek, gołębie. On zapatrzony i cieszy się, że te gołębie fruwają, przylatują, siadają na ramionach. To jest poetycki obraz. Co jest ciekawego jeszcze właśnie w takiej kartotece, która w sumie buduje się bez naszego udziału? Ciekawe jest to, że tam nie ma czasu. Nie ma czasu. Tam bywa inny czas, o którym wspomina różewicz w kartotece i dlatego ta kartoteka była taka kompletnie inna od wszystkich utworów dramatycznych, które były wtedy napisane i skierowane do teatru, bo czas jest na paru poziomach, czas przeszły miesza się z czasem teraźniejszym i jeszcze się miesza z naszym oczekiwaniem na przyszłość. No właśnie, to jest ciekawe, to jest takie beketowskie trochę, bo beket też interesuje się tajemnicą czasu, że nagle w końcówce beketa jedna postać mówi do drugiej kiedy to było? Wczoraj, a wczoraj to wczoraj może być bardzo odległe. To wczoraj mogło być parę lat temu. Kiedy to było? To samo jest u Rusowicza jest tam taka piękna scena, kiedy spotyka się bohater. Bohater, który jest w takim punkcie swojego zawieszenia, mówi, że całą pustkę, cały strach współczesnej ludzkości nosze w brzuchu. Czy myślicie, że żołądek normalnego człowieka wytrzymuje, to nie. Dostaje się rozstroju. No w takim stanie jest nasz bohater. I nagle wtedy wpada mu, wypada mu wręcz z pamięci spotkanie z wujkiem wujku. Kiedy myśmy się ostatni raz widzieli, ile lat temu? 30 25. Ojej, ale widzi wujek. Zosia mi mówiła, że wujek był chory. Czy ja pomyślałem, że wujek umarł. No nie, nie wujku. Cieszę się bardzo. Cieszę się, że wujka widzę z czego? Cieszę się, bo wujek jest prosty. Wszystko u wujka jest proste. Nogi, ręce, koszula, serce, uczucie. Wujku, wszystko to jest takie zwyczajne. I słowa, prawdziwe, prawdziwe słowa. To wielka, wielka rzecz, prawdziwe słowa. No wujek się pyta, co tam u ciebie, a on odpowiada, ja nie wiem, nie wiem, już nie mogę, nic z tego nie rozumiem. Ciągle coś muszę się opowiadać, ciągle muszę zmieniać. Jak byłem pamięta wujek, chłopcem to zamieniałem się w konia, leciałem po ogrodzie, po ulicach miasteczka, cały świat był mój, bo ja byłem wolny, ja byłem wolnym człowiekiem, bo byłem zamienionym, zamienionym do biegu w wolność, a teraz nie mogę zamienić się w człowieka, chociaż jestem zastępcą dyrektora. Ja bym chciał wujku teraz, w tym momencie, odgrzebać ziemię, wyciągnąć parę ziemniaków, upiec wujkowi. Tak, wujek mówi: no to wracaj. No ale ja nie mogę wracać. Ja mam dużo spraw, pełno spraw do załatwienia. Ale wracaj, mama czeka. Ja wiem, mama czeka, ale nie mogę wrócić. Ale wiosna idzie, ptaszki będą śpiewać. Wracaj, wracaj. Nie mogę wracać już, już nie mogę wracać. No to z Bogiem, wujku, z Bogiem. No właśnie, no właśnie, nie ma już powrotu. Powrót może być w kartotece, chwila ci przyniesie taki obraz, który cię wzruszył, bo słyszysz nagle głos wujka, bo zobaczyłeś choinkę. I wtedy ci wszystko kartoteka przynosi. Twoja kartoteka zbudowana Twoją pamięcią, która się notowała już od początku. Od początku, kiedy byłeś dzieckiem, potem młodzieńcem, starszym człowiekiem i wreszcie starym człowiekiem. I to jest coś niebywałego w tym spojrzeniu na kartotek. Niby takie słowo nieczęsto używane. Zaraz, zaraz poszukam w mojej kartotece, w bibliotece poszukam książek. Tak, bo to moja kartoteka, ale w swojej głowie kartoteka nagle sama cię atakuje, nie daje ci spokoju, nie pozwala ci odejść od rzeczy, których nie lubiłeś kiedyś tam w życiu, nie pozwalać. Ona chce, chce spotkać się z Tobą, żebyś o tym jeszcze porozmawiał. Sam z sobą, z nią przez kartotekę. To jest bardzo ciekawe, to jest bardzo ciekawe rzeczy dobre złe, nosisz, nosisz, jak taki jak taki żółw i chodzisz ze swoim garbem tych spraw nierozwiązanych albo nie do końca rozwiązanych, niesiesz tę właśnie swoją kartotek. To jest bardzo piękne, bo to przecież różewicz to zaproponował pierwszy raz, ale i Strindberg w takim swoim dramacie, fantastycznym do Damaszku, też rozwiązuje ten problem. Becket rozwiązuje ten problem. I my też mamy swojego różewicza, który to odkrył w latach 60. Dlatego był taką niespodzianką i był taką rewolucją, jeżeli chodzi o pisanie, jeżeli chodzi o teatr. Pokazać różne czasy w tym samym czasie teraz aktualnie, a one buzują w Twojej kartotece, domagają się rozmowy. Jeszcze raz są namolnością, która nie daje Ci spokoju. Dwa razy grałem kartotek w reżyserii Piotrka Włazarkiewicza, zarówno w Wieleni w Górze, jak i w Gdyni, i dwa razy pisał muzykę do tych spektakli jego syn Antoś. I to była jakaś taka nadzwyczajna spójność tego wszystkiego tego świata rózewicza. Bo z jednej strony rozumiałam się z Piotrem znakomicie, jako aktor, nie musieliśmy mówić. Rozumieliśmy się kodem, kodem porozumienia. No tak, tak. Antek, który napisał muzykę, też taką muzykę, która byłaby właściwie możliwa nawet nawet do dramatów, do dramatów, wielkich dramatów. Te nasze rozmowy były piękne, bo Piotr znał rózewicza i osobiście, i całą twórczość jego rozmawialiśmy między sobą anegdotami. Czasem anegdota w rozmowie jest prawdziwsza niż cała analiza filologiczna. Pychologiczna, bo przecież takie określenie poety, jak się żyje, to trzeba jeszcze grać, trzeba prowadzić kartotekę. No to przecież to jest szekspiroskie prawie stwierdzenie, szekspiroskie. Świat jest teatrem, aktorami ludzie. Prawie to samo to jest, że przecież w życiu nakładamy maski. Coś gramy, potem żałujemy, ale często te maski jakoś nam w tym kłamstwie pomagają na chwilę, ale w sumie zawsze przynoszą dramat. Zawsze przynoszą dramat. Zapytali kiedyś Różewicza, dlaczego pisze, dlaczego on jest poetą. A on odpowiedział na to tak, że czasem życie zasłania życie, czasem góry zasłaniają góry. Trzeba więc przenieść góry. No tak, ale ja nie mam na to odpowiednich środków technicznych ani pieniędzy, ani wiary, która przenosi góry. To nie zobaczysz tego nigdy. Wiem o tym i dlatego piszę. To piękne, ale bolesne słowa, bo jednak w tej naszej tęsknocie życia my chcemy coś przeskoczyć, żeby dojść dalej, żeby dotknąć, żeby poznać samego siebie. Bo my w sumie, wbrew pozorom, idziemy krok po kroku do siebie. Góry. No a co za górami, no to, co w tobie jest. Ale nie przeniesiesz gór, życia, nie przeniesiesz, bo nie wiesz, gdzie jest początek, gdzie jest koniec. Możesz to tylko zrobić wyobraźnią, w której szukasz określeń, żeby je ująć słowa. Tak, wiem o tym. I dlatego pisze. Tak teraz sobie pomyślałem, żeby nie było tak smutno mimo wszystko, to przypomniała mi się też taka scena z grupy Leokona Różewicza rozmowa między dziadkiem a wnukiem. I wnóg twierdził, że nie ma piękna. A dziadek mówił, nie piękno jest, nie ma piękna. Piękno jest, jest, bo nie byłoby życia, gdyby nie było piękna. I wnó cały czas przekonywał dziadka, nie ma piękna, że to, co było, to jest już za nami. W tej chwili nie ma szans, żadnych szans na piękno. I dziadek zapłakał, zapłakał nad czym? Nad tym, że może być takie myślenie, że piękna nie ma. Jak żyć? I Leopold Staff, o którym opowiem w następnym spotkaniu, napisał takie ładne słowa. Najpiękniej bowiem jest, kiedy piękna nie czuje się zgoła, a tyle jest się po prostu tak, jak wszystko dokoła, czyli życie otacza cię piękne i czeka, żebyś go dostrzegł, dostrzegł, i dziadek miał rację. Możemy powiedzieć, dziadku, nie płacz. Piękno jest,