Wiesław Komasa: Moja poetycka kartoteka
Wiesław Komasa. Aktor, reżyser, poeta, nauczyciel pokoleń artystów sceny, zaprasza w podróż po ścieżkach poezji. Wprowadza słuchaczy w swój świat, w którym wiersz jest integralną częścią życia, rezonuje z rzeczywistością, pozwalając na nowe spojrzenie. Z kolejnych fragmentów poezji powoli układa się osobista kartoteka: uporządkowany, subiektywny zbiór przemyśleń i emocji.
Oprawa muzyczna i realizacja podcastu: Antoni Komasa-Łazarkiewicz. Muzyka ze spektaklu „Kartoteka” wykorzystana za zgodą Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze.
Zdjęcie: Bartek Wieczorek
Wiesław Komasa: Moja poetycka kartoteka
Rozdział 3: niech poniesie nas rytm!
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
Od Vivaldiego do Tuwima, rytm pulsuje głębiej niż słowo, a piękno - ma moc ocalenia.
Dzień dobry, witam serdecznie. Nazywam się Wiesław Komaca i zapraszam Państwa do mojej poetyckiej kartoteki. Chciałbym teraz jeszcze skupić się na temat rytmu. Na temat rytmu, dlatego, że rytm jest wokół nas. Przyroda, świat ma swój rytm. Wystarczy wziąć cztery pory roku Wivaldiego i tam słyszymy to genialnie, uchwycił artysta, że każda pora roku to jest inny rytm. Że tutaj pada śnieg, słyszymy to. Za chwileczkę jest przebudzenie wiosny, potem jest dojrzałość, bujność lata i znów jest jesień, przemijanie. Tak, to jest rytm. Rytmem jest to wszystko budowane. Cztery pory roku. I z poezją, o której tyle już mówiliśmy, mówiłem, dzieliłem się. No to znowu ten rytm ma kolosalne znaczenie w budowaniu słowa, które z kolei niesie myśl. I ta myśl poprzez słowo podporządkowane są znowu rytmowi. Ale są szczególni poci, którzy którzy rytm słuszą, słyszą nadzwyczajnie, nadzwyczajnie. I tworzą takie bezcelery, bezcelery poetyckie. Weźmy na przykład lokomocy Tuwima. No to przecież znamy to wszyscy, każde pokolenie coś tam zapamiętało, chociażby ten fragment, że stoi na stacji lokomotywa ciężka, ogromna, i pot z niej spływa tłusta oliwa. No właśnie, to jest to coś, czyli rytm, którym zapamiętaliśmy ten opis i dowcipny i opis wrażliwy, no bo opowiada on również o tym, że ta lokomotywa wykonuje pracę ciężką pracę. Czyli trzeba jej troszkę współczuć, troszkę się z niej pośmiać, albo chociażby pośmiać z tych ludzi, którzy siedzą w poszczególnych wagonach. Town miał wyjątkowy słuch na rytm, na rytm słowa i to jest dla mnie też bardzo ciekawe. Jak to jest? Czy najpierw jest rytm, rytm słowa, czy najpierw jest wyobraźnia? Ciekawe to jest bardzo. Ostatnio miałam takie doświadczenie w teatrze telewizji, nagrywaliśmy bardzo ciekawy scenariusz oparty na bajkach Jana Brzechwy, on nazywa się Kanato. Kanato to jest taka wyspa, wyspa poetów, gdzie oni tworzą, tworzą słowo, budują swoim wnętrzem, wyobraźnią, myśleniem, budują, budują inny świat. Świat, z którego powstaje ta bajka, zbiór wierszy, zbiór bajek, brzechwy, który przecież był mistrzem nadmistrzem, jeżeli chodzi o wiersze dla dzieci. Małe dziecko ma wspaniałe ucho na rytm, bo ono ma to ucho nieskazitelne, jeszcze niezbrudzone innymi rytmami. Dlatego ma słuch otwarty. Bardzo często wnuczeń widzę przychodzi do mnie i mówi: Dziadziu, chodź, chodź, będziemy cię wygłupiać. No dobrze, będziemy cię wygłupiać. I na czym ten wygłup polega? Mamy opracowany scenariusz wcześniej, na przykład, ja mówię, stoi na stacji Lokomo a nu, ciężka, ogromna i pot z niej spływa, tłusta oliwa i tak dalej. I teraz my to inscenizujemy, czyli jak ta lokomotywa jedzie, jakie dźwięki wydaje. I on to nazywa wygłupem, czyli jest to inscenizacja, inszenizacja słowa zapisanego przez poetę. I Brzechwa, miał to ucho nadzwyczajne i to spostrzeżenie, że te tematy leżały. Jakby leżały mu wszędzie, chociażby leń, chociażby nastraganie w dzień handlowy, prawda? To wszystko jest pisane innym rytmem. Każdy wiersz napisany jest innym rytmem: kaczka dziwaczka, samochwała, Skarżyta. To wszystko jest pisane innym rytmem. Bo inny rytm, to to jest inny problem, inny temat. I w tej wspomnianej bajce, która będzie miała premierę 1 czerwca, kanato, to właśnie będzie babuleńka, którą gra Ania Seniuk i ona zaprasza poetę Brzechwę, Jana Brzechwę na taką próbę generalną, gdzie pokazywane są jemu, jego wszystkie bajki. Bardzo interesujący scenariusz Magdy Wippel i Ania, z którą zawsze spotkanie jest fantastyczne. Ona zna całego brzechwę na pamięć i twierdzi, że ta bajka to powinna być naszą misją żeby znów otworzyć drzwi dzieciom do wyobraźni, dobrego gustu, do myślenia. Bo w bajce prawda jest ukryta. A kto chce, ten bajki czyta. Właśnie kto chce. Ten bajki czyta. Troszkę żeby zostawić na bok komputery i troszkę żeby wejść głębiej w prowokacje wyobraźni. Bo to jest wiek najpiękniejszy właśnie w tej chwili, kiedy ta wyobraźnia jeszcze ma w nas tyle miejsca, żeby zainwestować, żeby zainwestować i żeby ta wyobraźnia była czysta i żeby ona była oparta na takich najprostszych skojarzeniach. Te skojarzenia, które są wokół nas, czy to kaczka, dziwaczka, czy samochwała, samochwała w kącie stała, czy leń, czy skarżybyta, no właśnie. Ale tych poetów piszących, tym wspaniałym rodzajem talentu, talentu muzycznego, talentu, który siedzi w uchu. No to tych poetów mieliśmy i mamy fantastycznych. Na pewno takim poetą był też staw, o którym się mało mówi w tej chwili. A przecież był to wyjątkowo powiedziałbym, piękny, piękny poeta, nawet w 1950 roku był nominowany do nagrody nobla, poeta, to się nawet mówiło o nim, o nim, że to jest pomnik polskiej poezji. Poeta głęboki bardzo, i poeta smutku, takiego smutku smutku człowieka, człowieka każdego. Tworzył w trzech epokach w okresie młodej Polski, gdzie był taki bardzo powiedziałbym, smutkiem podszyty jak cała młoda Polska, bo tam w końcu wszyscy lecieli na lep poezji, na lep poezji. On wtedy z tego okresu napisał taki bardzo prosty wiersz. Kochać i tracić, tęsknić i żałować, padać boleśnie, i znów się podnosić, krzyczeć tęsknocie precz i błagać, prowadź. Oto jest życie, nic, a jakże dosyć. W paru słowach zawarta jakaś taka bardzo głęboka prawda, w której można znaleźć nutę optymizmu, że to jest tak. Całe życie jest takie, że niby nic. A jednak dosyć on traktował poezję bardzo poważnie. Traktował ją jako ocalenie sumienia w osiąganiu pełni człowiekzeństwa. I później to zamienił jakoś w tym następnym okresie tworzenia w klasycyzmie, on zamienił to na takie poszukiwania proste, najprostsze, które dzieją się wokół, że te sprawy dziejące się wokół duszy człowieka, one też są ważne. Wszyscy znamy przecież wystarczy dwa dwie liniki powiedzieć tylko, i już słyszymy o szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni, jesienny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny. Jęk szklany, płacz szklany i szyby w mgle mokną. To właśnie taka zaduma zaduma nad przemijaniem. To był poeta, który nie walczył o to, żeby być popularnym, było mu to obojętne. Pisał swoim, on podkreślał swoim człowieczeństwem, swoim sumieniem i swoim spostrzeżeniem, spostrzeżeniem innych. I dlatego, jak rozmawia się czasami jakoś o poezji, to bardzo często on jest wymieniany, bardzo często wymieniany jako poeta, poeta smutku, ale poeta też, gdzie wszystko to jest pogłębione. Ale znowu zwróćmy uwagę, że każdy z tych poetów ma inny rodzaj rytmu. Jak to jest? Wyszy poeta, świat, który się dzieje na zewnątrz, słyszy innym, innym słuchem. No tu w nim też pisał przecież i to znowu wystarczą dwa słowa. Jeden wiatr w polu, w sadzie grał, cichuteńko, leciuteńko, liście pieścił i szeleścił, mdlał. Drugi wiatr, pędzi wiatr i tak dalej. Dwa wiatry, dwa wiatry, które ścigały się z sobą, wziął brat brata za kamrata, teraz z nim po polu miata. No tak, czyli opowiedziana jest w tym mini wierszu, opowiedziana, opowiedziana jest jakaś historia. Jakaś historia, ona się rozwija. A przecież to jest bardzo niewielki niewielki wiersz, a tu się rozwija, jakby jakaś nowela. No właśnie usłyszeć rytm właściwego, właściwy rytm do zupełnie innego tematu. To to jest to mistrzostwo. No tu wiem przetłumaczył bardzo popularny tekst do piosenki o cyganie staruszku. Ja nie wiem, nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć, kto jest autorem tych słów, ale wiem, że przetłumaczył na język polski słowa tego wiersza właśnie Julian Tuwim. I E, w ciemnym Boże, mieszkał nieboże cygan Staruszek od wielu już lat. Smętne piosneczki, jego skrzypeczki niegdyś słynęły dziś nie zna ich świat. I tak dalej opowiedziany jest ten ostatni koncert, występ tego cygana staruszka. I tak sobie właśnie bardzo lubię ten wiersz, przede wszystkim przez wykonanie Ewdy Marczyk. Muzykę do tego napisał napisał Zygmunt Konieczny, czyli na rytm poetycki Tuwima: Ej, w Ciemnym Boże mieszkał w nieborze. Cygan Staruszek od wielu już lat on nałożył swój rytm muzyczny i na to nałożyła jeszcze następny rytm interpretacyjny demarczyk. I te wszystkie trzy, trzy przestrzenie spotkały się i powstało arcydzieło. Arcydzieło przez to, że znaleziony był wspólnie ten rytm prawdy, dramatu człowieka nie ma inaczej. To tak musi być. One się muszą te rytmy spotkać. To jest ciekawa sprawa, że bardzo często twórcy łączą się w tak zwane pary zawodowe, tak jak Felini miał swojego muzyka, tak to nazwijmy, Ninorot. Moglibyśmy tutaj prześledzić wielu wielu piwnicach pod baranami Zygmunta Koniecznego, Stanisława Radwana, nawet Marka Grechuta. Każdy do różnych tekstów. I to jest wspaniałe, że tylko ze spotkania, z dotknięcia wrażliwości może powstać coś nadzwyczajnego i to może trwać, może trwać pokoleniami, bo to się nie zmieni. Zawsze wydawało mi się, że najszybciej starzeje się, awanarda. Prawdziwa sztuka wydaje mi się, że ona ma inny czas, bo ona jest jakby zapisana bez czasu. Ona jest raz na zawsze. Możemy tylko do niej się zwracać, ona może być naszą inspiracją. Natomiast sztuka prawdziwa, ona ma inne prawa. Ona ma inne prawa, ona po prostu jest, czeka na odkrywanie. Muszę powiedzieć, że teraz to pewnie tej sztuce prawdziwej jest ciężko bardzo, bo jest w jakimś sensie czas byle jakości, gdzie zapominamy o tych wszystkich rzeczach, rzeczach o tym, o którym ja przed chwilą opowiadałem, o tym wsłuchiwaniu się w przestrzeń poetycką innego człowieka, innego twórcy, jakby ten czas w tej chwili się nie liczy. I wydaje mi się, że tutaj niech kodą tego mojego rozważania będzie tekst herberta zbyt łatwo uwierzyliśmy, że piękno nie.